1

życie z pasożytem, czyli o oporze przed zmianą trochę inaczej

Dziś będzie o tym, dlaczego czasem tak trudno wyrwać się z kolein życia… dlaczego tak trudno zrobić coś inaczej, niż się przez całe życie robiło… dlaczego tak istotnym wydaje się, by robić tak, jak w danej społeczności przyjęło się, że jest „normalnie”… dlaczego czasem łatwiej jest zrobić wbrew sobie i spełnić oczekiwania innych, aniżeli stać się wyrzutkiem…

 

Ostrzegam: to, co przeczytasz w tym wpisie jest inne od tego, co serwuje się w większości nurtów psychologicznych… Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że te treści są dla kogoś o mocniejszych nerwach 😉 Z resztą sam się możesz przekonać, co Ty na to 🙂

 

Dla wielu osób nie jest tajemnicą, że człowiek może być żywicielem dla około 130 rodzajów pasożytów (niewtajemniczonym tylko wspomnę, że przekonanie, jakoby żyło się czysto i w „cywilizowanych” czasach, nie chroni przed pasożytami i zdecydowana większość ludzi jest dla nich mieszkaniem). Każdy z pasożytów ma jakiś swój schemat działania i jego cele są dalekie od naszego dobrostanu. Okazuje się, że omnipotentna komórka macierzysta też przez pasożyty jest nękana. Fakt egzystowania pasożytów w centrali naszej świadomości (jeśli potrzebujesz dowiedzieć się więcej o omnipotentnej komórce macierzystej, to zapraszam Cię do lektury wcześniejszego artykułu), jest o wiele bardziej zgubny w skutkach, niż to, że ktoś ma pasożyty np. w jelitach… Dlaczego? Z kilku powodów…

 

Po pierwsze pamiętajmy o tym, że w omnipotentnej komórce macierzystej znajduje się centrum naszej świadomości. To oznacza, że nasza świadomość czasem zlewa się z jednym, czy drugim pasożytem i wówczas człowiek zachowuje się inaczej, niż by chciał. Jest daleki od ludzkiej wersji siebie… Człowiek wówczas doświadcza świadomości danego pasożyta tak, jakby to była jego świadomość lub jakaś część jego samego („ukryta”, „podświadoma”, „wyparta do cienia” etc.). Część patologicznych wzorców, czy uciążliwych rysów działania jest tak naprawdę przejawem kontroli naszej świadomości przez konkretnego pasożyta. Może czas powiedzieć wprost, że Mr Hyde, o którym przyzwyczailiśmy się myśleć, że to taka zła i potworna część nas samych, która czasem wyłazi na światło dzienne i powoduje, że wstydzimy się stanąć przed lustrem, to nie my, tylko pasożyt w nas mieszkający… Nie piszę tego dla usprawiedliwiania patologii, tylko po to, by powiedzieć: nawet jeśli Twoją świadomość od czasu do czasu zagarnia jedna, bądź druga gadzina, to jest na to sposób – możesz się z tego wyleczyć i nauczyć Twoją omnipotentną komórkę macierzystą tę gadzinę rozpoznawać tak, by mogła się danego pasożyta pozbyć.

 

Tym sposobem docieramy do kolejnej kwestii, a mianowicie: „no dobrze, ale dlaczego komórkę macierzystą trzeba uczyć, że to pasożyt; skoro jest omnipotentna, to przecież może się go sama pozbyć”… To prawda, może. Rzecz w tym, że komórka macierzysta większości ludzi nie rozpoznaje, że to „coś”, co się w niej szlaja, a czasem ją podjada i w niej się załatwia, to pasożyt 🙁 Dlaczego? Ponieważ z danym pasożytem biologiczne części nas zetknęły się już w babciach, kiedy jeszcze omnipotentnej komórki macierzystej nie było. Obecnie ludzie są tak zapasożytowieni, że większość babć, już na etapie tworzenia gamet, podarowała swoim wnukom (zupełnie nieświadomie) prezent w postaci jednej, czy drugiej gadziny. Kiedy omnipotentna komórka macierzysta się tworzyła, to pasożyty już tam były, więc z perspektywy naszej świadomości te pasożyty, to część komórki (część nas), która tam była „od zawsze”…

 

Po trzecie czasem dochodzi do takich kuriozów, że nasza omnipotentna komórka macierzysta wykorzystuje tę, czy ową pasożytniczą bakterię np. do tego, żeby sobie jakąś dziurę załatać… Poprzez takie sytuacje komórka uczy się, że potrzebuje tych pasożytów (o których to nie wie, że są pasożytami i ją objadają oraz niszczą). W ten sposób na poziomie ciała buduje się iluzoryczne przekonanie, że komórka (my) nie poradzi sobie bez danego pasożyta.
Człowiek może mieć opór przed pozbywaniem się jakiegoś pasożyta z obszaru komórki macierzystej również dlatego, że kiedy jego świadomość zlewa się z jakąś pasożytniczą gadziną, to np. jest bardziej skuteczny (nie ważne, że włącza mu się program „po trupach do celu” i wyłącza człowieczeństwo… w danym momencie jest ważne, że rozpychając się łokciami osiąga to, co sobie założył i że nie potrafi zrobić tego tak szybko, kiedy całkowicie jest sobą z w pełni ludzką świadomością…).

 

Z takich powodów pasożyty wciąż w naszej omnipotentnej komórce macierzystej żyją i mają się całkiem dobrze. Niestety, kiedy tam są, a szczególnie, gdy jest ich więcej (i się namnażają), to zaczynamy działać pod ich dyktando i to co się wówczas z nami dzieje nie jest ani zdrowe, ani przyjemne, ani dla nas korzystne…

 

Dziś o jednej takiej gadzinie, „pieszczotliwie” zwanej borgiem – kto zna Strar Treka ten znajdzie analogię ;). Jak pewnie już do tej pory zgadłeś, kiedy piszę „gadzina”, to nie mam na myśli konkretnej gromady kręgowców 😉 Tak samo borg nie jest gadem…

 

A czym w takim razie borg jest?

Jest grzybem.

Jego wewnętrzna struktura ma krystaliczny charakter i zachowuje się, jak nadajnik oraz odbiornik. Dlatego można by pomyśleć, że borg Kowalskiego gada sobie z borgiem Malinowskiego, kiedy Kowalski z Malinowskim jedzą razem obiad i rozmawiają o meczu. Rzeczywistość jednak poszła krok dalej. Borgi Kowalskiego i Malinowskiego nie tylko ze sobą gadają… one są jednym organizmem i mają kolektywną świadomość (najłatwiej porównać to do mrowiska lub ula; niby mamy różne mrówki, ale wszystkie są z tego samego mrowiska i są sterowane przez królową, więc działają tak, aby dla mrowiska było dobrze, a nie dla konkretnej mrówki).

 

Kiedy świadomość człowieka zlewa się ze świadomością borga, wówczas taki człowiek czuje się silniejszy, niepokonany, zdolny zrobić wszystko. Cena, którą za to płaci, to utrata „człowieczeństwa” (świadomość danego człowieka wraca do ludzkiego wymiaru, jak tylko odklei się od borga, ale większość ludzi odczuwa to za trudne, bo czują w kościach, że musieliby zrezygnować z tej „wewnętrznej mocy” i skuteczności w dążeniu po trupach do celu).

 

czyżyk

Dzielę się wiedzą i doświadczeniem, bo pamiętam moment, kiedy po kilkunastu latach intensywnej pracy rozwojowej życie pokazało mi że tę olbrzymią pracę "transformacyjną", jaką zrobiłam, mogę sobie między bajki włożyć... Pamiętam frustrację, kiedy każdy atom mnie wrzeszczał, że chce zmiany, ale narzędzia okazywały się niewystarczające (a miałam ich na wtedy już całe mnóstwo). Tak trafiłam na Life Flow. Dziś się nim z Tobą dzielę, bo po sobie i Ludziach, z którymi pracuję, wiem, że warto :) Jeśli moja wiedza pomoże Tobie lub komuś innemu uniknąć takiego testu, jaki ja przeszłam, to choćby sama ta świadomość powoduje, że promienieję :D Ty też się ze mną podziel :D Napisz mi poniżej, co myślisz o tym artykule :) Co Ci pokazał? Jak Cię zaskoczył (a może wcale nie...)? Co było w nim dla Ciebie najbardziej ciekawe? Twój komentarz jest dla mnie istotny :D

One Comment

Comments are closed.