0

aż 8 popularnych metod, które nie pozwolą Ci odkryć celu życia i tylko jedna, która da Ci odpowiedź na pytanie: „PO CO tu jestem”

Pogrzeb mojej chrzestnej. Siedzę w kościelnej ławce, a duch mojej cioci koło mnie. „Wiesz przysiadłam tutaj, bo oni wszyscy płaczą, a u Ciebie tak spokojnie. Niepotrzebnie płaczą. Wszystko jest tak, jak miało być.” Bardziej poczułam ten przekaz, niż go usłyszałam (generalnie nie widzę i nie rozmawiam z umarłymi, ale moją ciocię poczułam). I wiem, co znaczy, że jest tak, jak miało być. Wiem, na co moja chrzestna się umówiła. I wiem, że jest teraz tu, gdzie chciała się znaleźć… Ale płaczą. Moja mama i moja druga ciocia mają lekko opuchnięte twarze – efekt kilkudniowego płakania. Po mszy podchodzę do mamy i ją obejmuję (po pierwsze: tak, jestem wyższa; po drugie: musiałam podejść, bo się spóźniłam i to mi się zdarza częściej niż rzadziej, więc na nabożeństwie wylądowałam w innych ławkach). Moja mama rozkleja się jeszcze bardziej. Zanosi się szlochem. Już chyba nie ma czym płakać. Rozrywanym cierpieniem głosem mówi w moje ramię: córcia i po co to życie? Człowiek jest… chwila i już go nie ma? W tym nie ma sensu. Kilka dni temu z nią rozmawiałam i już jej nie ma… Po co to życie? 

I właśnie o tym dzisiejszy wpis. O tym wielkim PO CO i o tym, jak znaleźć odpowiedź na to kluczowe w życiu pytanie, bo jak powiedział kiedyś Mark Twain: dwa najważniejsze dni w Twoim życiu, to ten, kiedy się urodziłeś oraz ten, w którym zrozumiałeś po co… Właśnie dlatego nie jest przypadkiem, że Ludzie od tysięcy lat poszukują odpowiedzi na to pytanie. A skoro jest potrzeba, to pojawiły się także sposoby (jedne bardziej, inne mniej skuteczne) na znalezienie odpowiedzi. Jest ich pewnie wiele, a tutaj wskażę jedynie najczęstsze (też takie, o które mniej lub bardziej się otarłam).

 

Po pierwsze możesz wylądować na wysoko rozreklamowanym seminarium prowadzonym przez Człowieka o bardzo sławnym nazwisku. Ponieważ przez prawie dwadzieścia lat mam kontakt z biznesem, więc znam ten klimat… Ogromna sala hotelowa i setki Ludzi. Prowadzący ma w sobie coś z szołmena i z magika jednocześnie 😉 rozsiewa dookoła siebie zarażającą i motywującą energię w klimacie: „oczywiście, że możesz”. I rzeczywiście potrafisz 🙂 Na takim seminarium możesz nawiązać bardzo wartościowe kontakty, możesz poznać wspaniałych Ludzi, możesz wrócić z kilkoma pomysłami, z których każdy jeden rozbija bank… ale zazwyczaj wracasz dalej bez jasności, PO CO tu jesteś. Z prostej przyczyny: setki osób, które z Tobą uczestniczą w seminarium mają inny życiowy cel, niż Twój, mają tez inne potrzeby. Dlatego seminaria są wspaniałe dla inspiracji i nawiązywania kontaktów, ale jeśli oczekujesz, że będą drogą do wyklarowania Ci, z jaką misją się urodziłeś i jakie jest Twoje wielkie PO CO… to po prostu możesz się zawieść.

 

Po drugie możesz udać się w podróż do odległego zakątka świata. Poszukiwaczy celu życia zazwyczaj przyciągają „uduchowione” miejsca o „wysokich wibracjach”. Ja najczęściej pracuję z Ludźmi, którzy osiągnęli zawodową i finansową satysfakcję, ale wciąż czują, że drepczą w miejscu, że utknęli w swoim życiu… Znam wobec tego taki scenariusz, kiedy Człowiek rzuca wszystko, czym się zajmował. Robi sobie powiedzmy roczną przerwę w pracy i jedzie np. na Bali. Mieszka w cudnym kurorcie. Stołuje się w najlepszych restauracjach i czeka, bo może przy kolejnej lampce wina cel sam mu się ukaże i wówczas wszystko stanie się takie proste… Zazwyczaj jednak nic takiego się nie zdarza 🙁 Dlatego, kiedy wybierasz się na wakacje, to takie podejście jest wprost wymarzone: poznawaj nowe kraje, nowe okolice i nowych Ludzi, ciesz się luksusem kurortów, pozwól o siebie całkowicie zadbać, odpoczywaj i korzystaj z życia 😀 Jeśli jednak chcesz znaleźć swoje wielkie PO CO, to potrzebujesz zerknąć w siebie, zaakceptować, to co w sobie znajdziesz i zacząć z tego miejsca. Oznacza to, że możesz oczywiście zrobić to na Bali, ale możesz także w swoim ogrodzie lub salonie 😉

 

Jest jeszcze trzeci, bardzo popularny sposób (podobny w swojej istocie do wcześniejszego). Człowiek tym razem pakuje się w plecak i jedzie w Naturę. To może być survival (i często to jest survival) lub bardziej spokojna wersja takiej podróży: nad jezioro, do lasu, nad morze… gdzieś daleko od Ludzi… gdzieś, gdzie słychać tylko szum drzew i śpiew wiatru. I żebyśmy się dobrze zrozumieli: nie twierdzę, że tak się nie da. Sama od ponad dwóch lat mieszkam w lesie właśnie dlatego, że mi wówczas do Gai bliżej. Twierdzę natomiast, że tak długo, jak szukasz odpowiedzi tylko w zewnętrznej scenerii, to możesz zejść na manowce. Jeśli kontakt z Naturą ułatwia Ci kontakt ze sobą i z tego miejsca szukasz swojego PO CO, to właśnie przybijam Ci wirtualną piątkę 😉 Jeśli jednak jedziesz w serce puszczy, by w kształcie chmur lub ułożeniu liści pod krzakiem odczytać, w jakim celu się na Ziemi zjawiłeś, to powodzenia… W takim przypadku uważam, że lepiej abyś zostawił poetom i autorom tekstów piosenek czytanie z igliwia płynącego w strumieniu…

 

Po czwarte, jak już nie zadziałały wcześniejsze podejścia, to zawsze można się rzucić w wir wszystkiego. Dosłownie: wszystkiego. Może znasz ten scenariusz… Może sam tak miałeś, lub znasz kogoś kto w nim utknął… Generalnie Człowiek, który nie zna swojego celu życia chwyta się wszystkiego z podświadomą nadzieją, że jak znajdzie już to coś, to w działaniu rozpozna, że to to. Jakoś to poczuje, albo zobaczy lepsze rezultaty, kiedy robi jedno, a nie drugie i już będzie wiedział. Tym sposobem angażuje się w coraz to nowe projekty. Próbując przejrzeć, co jest dla niego, bierze na siebie coraz więcej i nigdzie nie jest na 100%. Albo ma na sobie za dużo, albo zbyt często zmienia swoją główną aktywność i wszędzie jest za krótko. Ludzie dookoła czują, że coś tu nie gra i zaczynają patrzeć na niego, jak na kogoś, kto ciągnie kilka srok za ogony lub wręcz przeciwnie fruwa z kwiatka na kwiatek. W jednym i drugim przypadku Człowiek trwoni swoją energię na kilka aktywności i przez to żadna nie daje mu pełnej satysfakcji, ani takich efektów, jak mogłaby, gdyby całkowicie i z pełnym przekonaniem się w nią zaangażował. Ten scenariusz zazwyczaj kończy się frustracją i zawodowym (lub osobistym) wypaleniem. Jak przy gotowaniu spaghetti: kiedy rzucasz makaronem po ścianach i suficie z nadzieją, że któryś się w końcu przyczepi i to będzie znak, to licz się z tym, że nawet jeśli się któryś przyklei, to Ty i tak zostaniesz z wielkim bałaganem i czeka Cię niezłe sprzątanie…

 

Po piąte, możesz wziąć się za siebie i swoje życie naprawdę na poważnie i zacząć np. medytować lub wejść w inne, „zaawansowane” praktyki duchowe. W końcu w momentach oświecenia z pewnością usłyszysz swoje wielkie PO CO i już będziesz wiedział. I o ile uważam, że medytacja i kontemplacja mogą przynieść Ci wiele korzyści, to akurat nie podpisuję się pod tą drogą, kiedy szukasz swojego wielkiego PO CO. Dlaczego? Ponieważ, jak do tej pory, obserwowałam dwa najczęstsze scenariusze. Albo Człowiek latami medytuje i wciąż stoi w miejscu, lub posuwa się do przodu w tempie żółwia (a często robi trzy kroki do przodu i dwa do tyłu, aby później zrobić pięć do przodu i sześć do tyłu… i tak cały czas).

Albo dzieje się tak, jak chciał: medytuje i odnajduje odpowiedź na pytanie, po co jest na Ziemi. Wydawałoby się, że HURRRA, prawda? Niestety zazwyczaj wręcz odwrotnie 🙁 i jeśli teraz stukasz się w głowę i myślisz, że brak mi piątej klepki, bo to co piszę się ładu nie trzyma i przez to źle brzmi, to posłuchaj do końca…

Wielokrotnie pracowałam z Ludźmi, którzy trafiali do mnie w momencie ogromnej frustracji i kryzysu duchowego. Dlaczego? Ponieważ kiedy medytowali, kiedy byli w kontakcie ze swoim Wyższym JA, to zobaczyli i usłyszeli do jak wielkich rzeczy są stworzeni. Poczuli, jak wiele dobrego mogą dać światu. Widzieli w cudownych barwach harmonię tego, co mogą zbudować i z wrażenia zaniemówili w kontakcie z tak wspaniałą spuścizną, którą mogą po sobie zostawić dla dzieci, dla bliskich, dla Ludzi, dla świata, dla całej naszej Planety. Nie raz będąc w kontakcie z tym ze wzruszenia płakali… A później wrócili na Ziemię, choć trafniej byłoby napisać, że się z nią zderzyli i tym razem płakali z frustracji i bezsilności. Jakim kurna „cudem”? Ponieważ kiedy medytowali, to udało im się obejść blokady i nawiązać kontakt ze swoim „czystym JA” (możesz to sobie nazwać Wyższą Świadomością, lub Duszą). Z tej perspektywy każdy z nas ma do przekazania ogrom piękna! I samo doświadczenie tego jest jak niebiańska muzyka, która wypełnia Ci uszy i serce :* Problem polega na tym, że ten sposób nie uwalnia Cię od blokad i obciążeń. Jedynie na czas głębokiej medytacji przestajesz te blokady odczuwać, dzięki czemu możesz usłyszeć, co ma Ci do przekazania Twoja Wyższa Świadomość. Później jednak wracasz w codzienne realia i zaliczasz bolesną glebę, bo znowu czujesz wszystko, co Cię ogranicza 🙁 Ten dysonans między tym, do czego jestem stworzony, a tym, w jakim grajdole utknąłem jest jak krzyk rozrywający od środka i dla wielu jest nie do udźwignięcia. W tym scenariuszu jesteś, jak mitologiczny Ikar, który zachłyśnięty wspaniałością Słońca i swojego lotu rozbija się o skały 🙁

Nawet jeśli się ogarniesz i przetrwasz bezlitosne spotkanie z realiami, to na horyzoncie rysuje się kolejny problem. Otóż kiedy medytujesz i dzięki temu widzisz docelowy obraz swojej wspaniałej spuścizny i całego dobra, które możesz dać sobie i światu, to zazwyczaj nie widzisz poszczególnych kroków, które potrzebujesz zrobić, aby do tego pięknego stanu rzeczy dojść. To docelowe piękno i szczegółowy plan działania nadają na innych falach, więc w zdecydowanej większości przypadków, kiedy jesteś w kontakcie ze swoją „Wyższą Świadomością”, łatwiej rezonujesz z pięknem niż z (czasem trudną) drogą, która do niego prowadzi… Tym sposobem lądujesz w sytuacji, w której śnienie o wielkich planach na życie jest dość łatwe, ale osiągnięcie ich już niekoniecznie, bo wymaga szczegółowego planu, zaangażowania i dyscypliny. Nie każdy radzi sobie z tą częścią zadania (i jest to najzwyczajniej naturalne w sytuacji, kiedy Człowiek nosi wciąż w sobie całe połacie ograniczeń i blokad, które mu utrudniają pełną ekspresję piękna, jakim jest).

 

Po szóste bywa, że kiedy inne metody zawodzą, Człowiek uznaje, że skoro sam nie może dotrzeć do swojego wielkiego PO CO (a także „jak?”), to poszuka kogoś, kto wie lepiej. Tym sposobem prędzej, czy później trafia do jednego, albo drugiego guru. Szczerze: uważam, że dobrze jest mieć mądrych Nauczycieli i Przewodników. Jak popatrzysz na podróż każdego bohatera (od najdawniejszych czasów Ludzkości), to okaże się, że wszyscy mieli swoich Nauczycieli. Światły Przewodnik potrafi skrócić i ułatwić Twoją drogę – nie przejdzie jej za Ciebie, ale ponieważ zna miejsce docelowe i chadzał różnymi ścieżkami, to będzie umiał pokazać Ci taką, która dla Ciebie jest najbardziej korzystna. Uważam, że to olbrzymia zaleta podróżowania z mądrym Przewodnikiem 🙂 Osobiście mam jednak problem z różnej maści guru, bo z moich doświadczeń wynika, że o ile guru – przy pierwszym oglądzie – wydaje się dobrze Ciebie znać, rezonować z Twoim Wyższym JA i tworzyć dla Ciebie spersonalizowane (pełne miłości) doświadczenie, to później okazuje się, że ten sam guru realizuje swoją agendę i swoje ukryte cele. W najlepszym razie trafisz do guru, który zna tylko swoją ścieżkę i tylko taką uznaje, więc i Ciebie na tę ścieżkę przekieruje (często zostawiając w Twojej pamięci komórkowej zapis kilku niechcianych prezentów), nawet jeśli ta ścieżka nie służy Ci tak bardzo, jak mogłaby to zrobić inna. To jest całkiem lajtowy schemat działania guru. W czarniejszych scenariuszach tzw. guru wykorzystuje swoją świtę i realizuje swoje cele kosztem Ludzi, którzy go za guru uznali 🙁 Gdybym dziś miała dać radę samej sobie sprzed kilkunastu lat, to powiedziałabym, że jeśli chcesz ułatwić sobie drogę do własnej Zdrowej Pełni i do pełnego realizowania Twojego wielkiego PO CO, to znajdź mądrego Mentora i zaufanego Przewodnika. Stroń od wszelkiej maści guru, bo najpewniej na dobre Ci to wyjdzie 🙂

 

Po siódme, część osób, która nie dotarła do swojego wielkiego PO CO przy pomocy asysty i wskazówek swojego Nauczyciela (lub guru; w zależności od scenariusza), uznaje, że z tamtą ścieżką jest coś nie tak i… postanawia sama zostać guru. Mam nadzieję, że gdy tylko te słowa wybrzmiały w Twojej głowie, to zapaliła Ci się czerwona lampka… Zauważasz już dziury w tej logice? Osobiście podpisuję się pod tym, że nauczyciel (coach, przewodnik, guru, mistrz… jak zwał tak zwał, bo ta zasada według mnie obejmuje wszystkich) potrafi bezpiecznie i z korzyścią zaprowadzić innych tylko tam, gdzie sam już wielokrotnie bywał. Im bardziej jest zaznajomiony z terenem, tym łatwiej zaprowadzi tam innych 🙂 Za każdym razem, kiedy spotykam się z kolejnym domorosłym przewodnikiem, który chce prowadzić Ludzi do ich wielkiego PO CO, kiedy sam w sobie nie ma jasności, na czym polega jego misja i jego droga, próbuję złożyć ze sobą wszystkie tony w nadziei, że jednak wybrzmią jakąś sensową melodią, ale nie… jak do tej pory to zawsze był fałsz. Jak można pomóc innym, gdy samemu jest się w czarnej d….? Jedyne czego mogę życzyć Człowiekowi na takiej drodze, to jasności. Jasności swojego celu, swojego wielkiego PO CO i swojej drogi tak, aby poprzez zrealizowanie siebie mógł dzielić się pięknem z innymi i mógł obdarować świat taką spuścizną, która będzie pączkować dobrem na wiele kolejnych pokoleń :*

 

Po ósme, jak już nic nie zadziałało, to zawsze można się zdać na Wszechświat i poczekać na grom z jasnego nieba. Rozumiem, że uderzenie pioruna połączone z kulą jasnego światła zawierającą dawkę wszechwiedzy i oświecenia, może być bardzo skuteczną metodą. W wyniku tego typu zdarzeń Twoje wielkie PO CO może stanąć przed Tobą w pełnej swojej krasie. Możesz od razu wiedzieć, jak po nie sięgnąć, a dodatkowo taki piorun potrafi skutecznie unicestwić niejedną blokadę. Cudo, prawda? Jedyny minus polega na tym, że szanse na to, że Wszechświat poda Ci to wszystko na złotej tacy są co najwyżej nikłe 🙁 Jasne, że możesz w trakcie największej burzy biegać wśród nawałnicy z piorunochronem w ręce… Ale nawet takie brawurowe zagrywki zazwyczaj doprowadzają do tego, że czekasz i czekasz, ale w zdecydowanej większości przypadków się nie doczekasz. Dlatego pewniejszą metodą jest wziąć swój los w swoje ręce, zamiast zdawać się na cudowny piorun i oświecenie z nieba. Zamiast tego, bądź swoim własnym przełomem i swoim własnym budzikiem.

 

I teraz czas na najważniejsze, bo jak tu być swoim własnym budzikiem? Jak znaleźć swoje wielkie PO CO? Po pierwsze: nawet jeśli masz poczucie, że utknąłeś i stoisz w miejscu, lub że jesteś nie tam, gdzie trzeba, to dla „pocieszenia” powiem Ci, że bez względu na to, w jakim miejscu swojego życia jesteś i tak realizujesz swoje wielkie PO CO! Różnica dotyczy jedynie skali i Twojej satysfakcji z tego procesu. Aby jaśniej pokazać, co mam na myśli, pozwól, że opowiem Ci historię. Historię prawdziwą dotyczącą Leonarda Cohena.

 

_________________________________________________________________________

Na początku swojej muzycznej drogi Leonard Cohen wcale nie był popularny… Wręcz przeciwnie; frustrowało go, że Ludzie nie chcą słuchać jego muzyki. Miał chwile, kiedy myślał, że muzyka nie jest dla niego, bo przecież gdyby była, to Ludzie by przychylniej reagowali na jego utwory… W takim stanie ducha i umysłu (może za sprawą ówczesnej mody, a może wołania Duszy 😉 ) trafił do mistrza Zen. Im bardziej wchodził w praktyki Zen, im bardziej się wyciszał, tym bardziej znów czuł wołanie w kierunku muzyki. Ale pamiętał swój wcześniejszy zawód i bał się ponownej porażki. Dlatego postanowił poprosić o radę swojego mistrza. Mistrz Roshi, dowiedziawszy się, co Leonardowi leży na wątrobie, poprosił, by uczeń dla niego zagrał. Leonard grał, a Mistrz Roshi słuchał… i słuchał… i słuchał. Na końcu powiedział: Leonard, Ty musisz grać smutniej. Te radosne dźwięki, które próbujesz grać, nie płyną z Ciebie tylko z tego, jak myślisz, czego Ludzie od Ciebie oczekują… To nie jest Twoja muzyka.

Na początku Leonard nie bardzo zrozumiał, ale zaczął testować. Zaczął rysować na pięciolinii smutek, który grał mu w duszy. Zaczął dzielić się tym dźwięcznym smutkiem z Ludźmi i… stał się najsławniejszym „smutasem” światowej sceny muzycznej. Może Bob Dylan czasami go doganiał, ale Leonard Cohen (nawet po swojej śmierci) wciąż ma miejsce na smutnomuzycznym podium.

_________________________________________________________________________

 

Po co o tym piszę? Ponieważ chcę, żebyś zwrócił uwagę, że bez względu na to, jaki kierunek przybrałoby życie Leonarda Cohena… Bez względu na to, czy szlochałby nad tym, że Ludzie nie chcą jego muzyki… Czy też dzielił się smutkiem z milionami Ludzi poprzez swoją muzykę właśnie… w każdym scenariuszu realizowałby to samo PO CO. W każdym z tych scenariuszy artysta mierzy się z własnym smutkiem. Komunikuje się z nim. Zagłębia i… odnajduje głębię, którą ten smutek przykrywał. W przypadku Leonarda Cohena różnica w życiowych ścieżkach jest ogromna (choć cel jest zawsze ten sam). Droga, którą wybrał pozwoliła mu nie tylko znaleźć spokój ducha w Zen. Dzięki tej drodze artysta mógł być pierwszą nutą, która prowadziła wielu jego fanów, do swoistego katharsis. Zostawił po sobie olbrzymią spuściznę, dzięki której kolejni Ludzie mogą łatwiej skomunikować się ze swoim smutkiem, by zerknąć, co jest pod spodem… by odkryć swoją głębię i móc zrobić krok w kierunku swojej Zdrowej Pełni 😀 Bezcenne!

 

Jeśli chcesz więcej na temat ścieżek życia, to zapraszam Cię do obejrzenia tego filmu:

Nawet jeśli go nie obejrzysz, to najważniejszą rzeczą, o której potrzebujesz wiedzieć, jest to, że na każdej swojej ścieżce życia realizujesz ten sam cel, to samo swoje wielkie PO CO. Więc bez względu na to, jak mocno czujesz, że utknąłeś… i tak jesteś na drodze, gdzie realizujesz siebie i swoją supermoc 🙂 A to już sporo! Bo to najlepsze miejsce, aby zacząć 😀

 

Tym sposobem przechodzimy do tego, jak możesz być swoim własnym budzikiem 😉 Po pierwsze warto, byś znał swoje wielkie PO CO. Co prawda nawet, gdy go nie znasz… i nawet gdy poruszasz się ścieżką życia, która jest dla Ciebie mało sprzyjająca i zupełnie niezasobna… i tak swoje wielkie PO CO realizujesz, ALE kiedy je znasz, to masz większy wpływ na to, jak chcesz je zrealizować 🙂

Pokazując w pierwszej części tego wpisu, z jakiego powodu wskazane sposoby nie zbliżają Cie do Twojego wielkiego PO CO, kilka razy wskazałam, że potrzebujesz zacząć w sobie. I tak właśnie jest! To w sobie niesiesz zapis celu swojego życia. Twoja pamięć komórkowa jest nośnikiem m.in. dla zapisu Twojej misji. W każdej sekundzie życia nosisz w sobie swoje wielkie PO CO i m.in. dlatego jest ono Ci tak bliskie 🙂 Znasz je najlepiej ze wszystkich Ludzi na całej Ziemi i m.in. dlatego nie potrzebujesz żadnego guru, które wskaże Ci PO CO. Cała filozofia i jedyna metoda, która działa – poszukaj w sobie!

Jeśli teraz wykrzykujesz w głowie jakieś kąśliwe uwagi pod moim adresem, że jakby to było takie proste, to już dawno byś na to wpadł… Albo, że wszyscy dookoła to powtarzają, a Ty wciąż tkwisz w tym samym miejscu… Cóż, rozumiem. Czasem, mimo, że zajrzenie w siebie wydawałoby się bardzo proste, Człowiek kręci się za własnym ogonem, bo niestety jego prawdziwa esencja jest przykryta kilkoma warstwami blokad 🙁 Ale spokojnie – pomyślałam i o tym 😉 Potrzebujesz po prostu narzędzia, żeby w sposób celowy i bezpieczny wejrzeć w siebie i swoje PO CO wydobyć na światło dzienne.

Zastanawiałam się nad tym, którym sposobem się tutaj z Tobą podzielić (bo jest ich przynajmniej kilka) tak, abyś mógł ze swoim PO CO pogadać 😉 i uznałam, że z uwagi na to, że moje artykuły czytają Ludzie o bardzo zróżnicowanej świadomości, więc proste rozwiązania będą najlepsze, bo mogą służyć każdemu 🙂 Dlatego teraz zapraszam Cię, żebyś zagłębił się w siebie i w swoich wcześniejszych doświadczeniach znalazł swoje wielkie PO CO. Bo w końcu masz za sobą lata doświadczeń, prawda? I były to lata różne. Masz na swoim koncie wiele sukcesów i masz też kilka porażek. A najlepsze w tym jest to, że każde z tych doświadczeń może dać Ci dodatkowy wgląd w Twoje wielkie PO CO 😀

 

Zaczynamy 😀

Przyjrzyj się swoim mocnym stronom i pasjom. Nie musisz odpowiadać na każde z poniższych pytań. Po prostu wybierz 2-3, które najbardziej Cię do siebie wołają 🙂 Odpowiedz jednak szczerze, bo przecież robisz to dla siebie 🙂

  1. Jakie działania powodują, że czujesz przepływ? Że czujesz, że jesteś w pełni wykonywaną czynnością; całkowicie i z pasją się jej oddajesz; świat zewnętrzny przestaje istnieć?
  2. Przypomnij sobie czas w swoim życiu, kiedy czułeś że żyjesz pełną piersią… czułeś się życiem… Co wówczas robiłeś?
  3. Co robiłbyś (dla siebie, dla innych, dla świata) nawet gdyby Ci za to nie płacono?
  4. W czym zawsze pomagałeś innym (nawet przed tym, gdy zaczęto Ci za to płacić)?
  5. W jakim obszarze Ludzie prawią Ci komplementy? Albo o co Cię proszą (tak, że bywa dla Ciebie zdziwieniem, że uznają, że jesteś w tym dobry)?
  6. Po co Ludzie do Ciebie przychodzą (nawet jeśli nie wychodzisz z tym do świata; nie sprzedajesz tego; nie pokazujesz, że masz to w swojej ofercie)?
  7. Kiedy byłeś dzieckiem, to co lubiłeś robić najbardziej?
  8. W jakich obszarach, jako dziecko, przewyższałeś rówieśników (a nawet starsze dzieci)?
  9. Na jaki problem posiadasz rozwiązanie? Wiesz (lub wierzysz), że posiadasz wiedzę i umiejętności, które mogą pomóc innym lub mogą uczynić świat lepszym miejscem?
  10. Czy stworzyłeś system lub narzędzia, które prowadzą do dobrych efektów w jakiejś specyficznej dziedzinie życia?
  11. Gdybyś miał nauczyć wszystkich tylko jednej rzeczy, to co by to było? Gdybyś miał być tylko z tej rzeczy znany i rozpoznawany… Gdybyś tylko tą jedną rzeczą mógł się podzielić z innymi, to co byś wybrał?
  12. Co byś robił w życiu gdyby pieniądze nie były przeszkodą? Co byś robił w życiu, gdybyś wiedział, że porażka jest niemożliwa?

 

I jak? Namierzyłeś już Twoje wielkie PO CO? Hmmm… to pytanie może być lekko nietrafione, bo jeśli do tej pory nie miałeś świadomości, po co się na Ziemi znalazłeś, to możesz się zastanawiać, na bazie jakich wskazówek poznasz, że to to… Szczerze pisząc są dwie i zaraz Ci o nich opowiem 😉

Kiedy Człowiek odkrywa swoje wielkie PO CO, to zazwyczaj doświadcza jednej z dwóch reakcji. Czuje przypływ energii w całym ciele i ma poczucie, że może góry przenosić. Jest zmotywowany i chce jak najszybciej wyjść do świata tak, by zacząć realizować swoje PO CO. Jeśli odpowiedziałeś szczerze na powyższe pytania i czujesz właśnie dreszczyk motywacji, to jesteś w domu 😀 Masz to!

Może się też zdarzyć zupełnie inaczej. Bywa, że Człowiek odkrywa swoje PO CO i ma ochotę uciekać. Zazwyczaj dzieje się tak dlatego, że kiedy tylko zobaczy siebie w swojej prawdziwej istocie… kiedy tylko doświadczy swojej wewnętrznej wielkości, to aktywują się całe połacie blokad, które do tej pory trzymały go w ryzach 🙁 Aktywuje się także blok plemienny i na Człowieka zaczynają działać wszelkie: co Ludzie powiedzą, tak nie powinno się robić, nie mogę się wywyższać, trzeba żyć w sposób X lub Y, muszę spełniać oczekiwania innych, bo inaczej mnie odrzucą etc. Więcej na temat bloku plemiennego możesz przeczytać tutaj >>>

 

Jeszcze jedna sprawa. Jeśli szczere odpowiedzi na powyższe pytania nie dały Ci klarowności w obszarze Twojego wielkiego PO CO, to po prostu pooddychaj 😉 Czasem jest to proces i jako proces chwilę trwa… Czasem Człowieka przygniata tak dużo blokad, że trudno mu dojrzeć pod nimi siebie nawet, kiedy się stara… A czasem jest to kwestia metody – w końcu nie dla wszystkich powyższy zestaw pytań będzie najlepszym wyborem… Jak wspomniałam wyżej jest przynajmniej kilka sposobów, aby odkryć swoje wielkie PO CO, więc jeśli wciąż szukasz, to wykorzystaj poniższy formularz i zapisz się na bezpłatny kurs mailowy. Dostaniesz w nim serię maili, w których przeprowadzę Cię przez alternatywne sposoby odkrycia Twojego wielkiego PO CO. Jeśli głęboko wejdziesz w siebie i skorzystasz z moich podpowiedzi, odkryjesz z jakim darem się tu urodziłeś i jakie wielkie PO CO jest Ci pisane 😀

 

 

Jeśli korzystając z powyższych pytań (lub ćwiczeń z kursu mailowego) znasz już swoje wielkie PO CO, to jeszcze zostaje Twoje JAK. Dlaczego? Hmm… już wiemy, że z perspektywy celu nie ma znaczenia, jaką ścieżkę życia wybierzesz, ponieważ na każdej z nich ten sam cel realizujesz. Jednak dla Ciebie w tu i teraz ma to OGROMNE znaczenie!  Otóż możesz realizować swoje wielkie PO CO w taki sposób, że robisz to, co:

  1. daje Ci dobre pieniądze – wolność i satysfakcję finansową,
  2. kochasz i co sprawia Ci radość (uskrzydla Cię sama myśl, że się tym zajmujesz)
  3. jest Twoim obszarem znawstwa – jesteś w tym pieruńsko dobry! 
  4. przynosi potrzebne rozwiązania i znaczącą różnicę – świat i Ludzie potrzebują, żebyś realizował swoje wielkie PO CO.

Kiedy w ten sposób realizujesz swoje wielkie PO CO, to żyjesz swoją Zdrową Pełnią (przynajmniej w obszarze realizacji swojego celu). Całą sztuką jest jednak podążać taką ścieżką życia, na której dzieje się wszystko powyższe jakby samo z siebie 🙂 Wydatkujesz dokładnie tyle energii, ile potrzeba, więc najmniejszym Twoim wysiłkiem dzieją się największe rzeczy, a Ty dodatkowo masz jeszcze mnóstwo czasu, żeby żyć i cieszyć się życiem 😀

Pytanie za 100 punktów… Jak sprawić, że wybierasz właśnie taką ścieżkę życia, która jest zbieżna z Twoją Zdrową Pełnią? Jak wejść na tę optymalną ścieżkę? Znam przynajmniej 3 sposoby i zaraz Ci o nich napiszę 🙂

 

Po pierwsze możesz olać całą gamę ścieżek życia 😉 i skoncentrować się na skutecznym uwolnieniu się od ograniczeń. Kiedy rzeczywiście uwalniasz się od traum i obciążeń zapisanych w Twojej pamięci komórkowej, to wspaniała rzecz się dzieje. Po pierwsze zmienia się zapis na Twoich ścieżkach życia – skoro nie masz konkretnej blokady, to nie ma możliwości, by zaistniała ona w życiu (bo niby jak? z niczego?). Po drugie uwalnianie się od kolejnych połaci traum zapisanych w pamięci komórkowej powoduje, że część obciążających ścieżek życia traci rację bytu i może po prostu zniknąć z Twojej przestrzeni 😀 Nie wspominając już o tym, że uwolnienie od obciążeń zawsze jest dobrym pomysłem, bo jeśli możesz żyć lekko i szczęśliwie, to po co miałbyś wybierać ciężar? (No dobrze; znam odpowiedź na to pytanie i wiem, że często Ludzie wybierają cierpienie na skutek mnóstwa obciążających programów, które sterują Człowiekiem w tym kierunku… ale to obszerny temat – pewnie na inny artykuł).

 

Po drugie możesz sięgnąć po umiejętność widzenia ścieżek życia w swojej przestrzeni. Spotkałam się z opinią, że tylko wysoko uduchowione osoby potrafią w tej przestrzeni widzieć i nie bardzo rozumiem, jak takie stwierdzenie miałoby Ci pomóc… Dlatego, gdybyś dał się kiedykolwiek wkręcić w takie widzenie sytuacji, to wiedz proszę, że nie trzeba wcale być Buddą, aby to umieć! Trzeba przejść konkretny proces, w trakcie którego uzdrawiasz momenty rozwojowe ze swojej bardzo wczesnej historii życia. Uzdrowienie tych momentów daje Ci potencjał widzenia ścieżek życia. Potrzebujesz się jedynie w tej umiejętności rozćwiczyć, bo jak z każdą umiejętnością: im częściej działasz, tym lepiej umiesz. I tyle – bułka z masłem! 🙂

Jednak w tym podejściu nie samo widzenie ścieżek życia jest trudnością… Dla lepszego zrozumienia nakreślę Ci pełniejszy obraz. Człowiek „spada” ze swojej optymalnej ścieżki życia i pogrąża się w ciemnych scenariuszach na skutek lęku. Lęk jest niczym dźwignia na zwrotnicy życia. Z kolei lęk pojawia się na skutek traum i wszelkiego rodzaju obciążeń, jakie Człowiek nosi w swojej pamięci komórkowej. Jaki zatem pożytek niesie dla przysłowiowego Kowalskiego umiejętność widzenia ścieżek życia, kiedy Kowalski nie umie pozbyć się lęku? Jeśli taki Kowalski zauważy, że wcale nie jest na swojej optymalnej ścieżce, to co mu pozostaje? Zapłakać? Umiejętność widzenia ścieżek życia przydaje się tylko wówczas, kiedy potrafisz skutecznie uwolnić się od wszelkich traum i obciążeń, jakie w swojej pamięci komórkowej nosisz. Kiedy potrafisz zobaczyć z lotu ptaka, w jakim miejscu życia jesteś i co Cię w nim pęta. Wtedy po prostu sprawdzasz, że nie jesteś na swojej optymalnej ścieżce życia. Uwalniasz się od wszelkich blokad na bazie których utknąłeś w gorszym scenariuszu i łatwo wchodzisz w światło swojej optymalnej ścieżki – tej, która prowadzi Cię do Zdrowej Pełni 🙂 W przeciwnym wypadku widzenie w przestrzeni ścieżek życia kończy się zazwyczaj dwoma kwestiami. Albo ktoś kończy jako prawdziwy frustrat, albo uzależnia się od terapeuty, który potrafi go co rusz wyprowadzić z lęku i zaktywowanych traum… A ja mam dla Ciebie duuuużo lepsze i większe życzenie! Ja Ci życzę, żebyś w optymalny sposób realizował swoje wielkie PO CO i żebyś dzięki temu był w swojej Zdrowej Pełni :*

 

Po trzecie można sobie jeszcze zadać pytanie: a niby dlaczego mam się męczyć z tymi wszystkimi ścieżkami, skoro tylko jedna z nich jest dla mnie optymalna? I to jest bardzo słuszne pytanie! Jedno z lepszych 🙂 Otóż zapis dodatkowych ścieżek życia jest w Tobie możliwy na skutek traum i obciążeń. Istnieje jednak proces (Zdrowe Ego >>>), który uwalnia Cię od wszystkich traum, jakich zapis w swojej pamięci komórkowej kiedykolwiek nosiłeś. A to ma swoje następstwa 😀 Jednym z nich jest fakt, że nosisz w sobie już tylko optymalny scenariusz swojego życia – w każdym momencie masz poczucie, że jesteś dokładnie w tym miejscu i w tym czasie, w jakim masz być 🙂 Życie Cię niesie,a wszystko co robisz jest dokładnie akuratne 😀 I ta radość – na co dzień i od święta 😀 W tym wariancie już nie musisz szukać i sprawdzać, czy jesteś na swojej optymalnej ścieżce życia… Realizujesz swoje wielkie PO CO w sposób dla Ciebie najlepszy, a przy tym możesz cieszyć się życiem 😀 Budujesz spuściznę, która jest godna Twojego wielkiego PO CO i która da światu znaczącą różnicę 😀 Jesteś blisko (i coraz bliżej) swojej Zdrowej Pełni 🙂

 

 

czyżyk

Dzielę się wiedzą i doświadczeniem, bo pamiętam moment, kiedy po kilkunastu latach intensywnej pracy rozwojowej życie pokazało mi że tę olbrzymią pracę "transformacyjną", jaką zrobiłam, mogę sobie między bajki włożyć... Pamiętam frustrację, kiedy każdy atom mnie wrzeszczał, że chce zmiany, ale narzędzia okazywały się niewystarczające (a miałam ich na wtedy już całe mnóstwo). Tak trafiłam na Life Flow. Dziś się nim z Tobą dzielę, bo po sobie i Ludziach, z którymi pracuję, wiem, że warto :) Jeśli moja wiedza pomoże Tobie lub komuś innemu uniknąć takiego testu, jaki ja przeszłam, to choćby sama ta świadomość powoduje, że promienieję :D Ty też się ze mną podziel :D Napisz mi poniżej, co myślisz o tym artykule :) Co Ci pokazał? Jak Cię zaskoczył (a może wcale nie...)? Co było w nim dla Ciebie najbardziej ciekawe? Twój komentarz jest dla mnie istotny :D

Skomentuj