0

czego jeszcze nie wiesz o szczytowych stanach świadomości?


RODZICE   ŻYCIOWO  OKALECZAJĄCY  DZIECI

 

Z powodu powszechnych traum i pasożytów nikły procent dzieci rodzi się z naturalnym dostępem do szczytowych stanów świadomości. Niestety część dzieci, którym dane było doświadczyć tych stanów w dzieciństwie, zostanie z nich obdarta przez… własnych rodziców lub innych najbliższych członków rodziny.

 

A to wszystko w imię miłości! 

Mechanizm tego zjawiska jest dość prosty. W miarę, jak dziecko się rozwija, rodzic widzi, że jego malec zachowuje się inaczej, niż otoczenie. 

Przykładowo: tata widzi, że jego syn nic nie robi sobie z tego, że inni zabierają mu zabawki w piaskownicy. Chętnie się nimi dzieli. Jest spokojny, gdy inne dziecko zabiera i nie chce oddać. Łatwo przechodzi nad tym do porządku dziennego. Mimo takich zdarzeń jest radosny i szzęśliwy. Tata nie wie, że syn ma dostęp np. do wewnętrznego spokoju (bo sam nigdy tego nie doświadczył). Rodzic zaczyna się martwić, że syn sobie nie poradzi w życiu, że inni będą go okradać i traktować, jak popychadło. Tata chce pomóc synowi, tłumaczy mu, że musi się postawić, a nawet uderzyć, jeśli trzeba, bo musi walczyć o swoje. Oczywiście postawa taty wynika z jego tematów oraz z faktu, że tata nie ma dostępu do stanu szczytowego i zupełnie tego nie rozumie. Kiedy tłumaczenia nie pomagają (syn wciąż zachowuje się radośnie i spokojnie, kiedy inne dzieci biorą jego zabawki, przypadkowo je niszczą lub zabierają i nie oddają) tata zaczyna kombinować, jak synowi pomóc. Tak oto aktywuje u siebie konkretne pasożyty. Te się namnażają i poprzez kolektywną świadomość kontaktują się z tymi samymi pasożytami, które zasiedlają omnipotentną komórkę macierzystą syna. Zaktywowane pasożyty w komórce syna zaczynają uszkadzać konkretne struktury tej komórki uszkadzając szlaki metaboliczne konieczne do tego, by Człowiek miał dostęp do stanu szczytowego. I pozamiatane – syn całkowicie traci dostęp do stanu szczytowego. Na skutek tej straty syn nie jest już taki radosny, częściej się złości, co przejawia się także w kontakcie z rówieśnikami. Syn przestaje dawać innym swoje rzeczy, a kiedy ktoś po nie sięga bez pozwolenia, zaczyna się denerwować i bić. Tata jest przeszczęśliwy, bo widzi, że jego tłumaczenia przyniosły efekt, a poza tym teraz jest pewny, że syn poradzi sobie w życiu i nie da sobie w kaszę dmuchać…

 

To tragiczny scenariusz. Niestety prawdziwy i wcale nie tak rzadki. Przypomina on opowieść o plemieniu, w którym widziały tylko dzieci, ale za każdym razem, gdy dzieliły się z rodzicami tym, jaki piękny jest świat, były karane za używanie oczu. Kary były różne – jedne łagodne, inne drastycznie bolesne. Na skutek kar część dzieci zamykała oczy i uczyła się żyć bez nich. Inne musiały sobie oczy wydłubać, bo widzenie za bardzo je korciło. Część dzieci jednak nie chciała oczu zamknąć i wówczas – w specjalnym rytuale na rozkaz starszyzny – była ceremonialnie okaleczana. Dzięki temu po osiągnięciu piątego roku życia wszyscy byli tak samo ślepi. Uczyli się żyć po omacku. Nikt nie był od nikogo lepszy. Każdy tak samo obijał się o drzewa i machał kijem, by je omijać. Tylko od czasu do czasu zdarzały się nieprzyjemne epizody, gdy do plemienia ślepców zabłąkał się jakiś Widzący. Na szczęście ślepcy nie mogli go zobaczyć. Większość Widzących przybyszów mówiła też innym językiem, przez co – nawet gdyby chcieli – nie mogliby się ze ślepcami porozumieć. Naprawdę bardzo, bardzo rzadko zdarzał się Widzący, który znał język plemienia. To były groźne momenty więc starszyzna wydała rozporządzenie zgodnie z którym takiego Widzącego należy ostrzec, by zaprzestał opowiadać niestworzone historie. Jeśli nie posłuchał, zostawał wygnany i pouczony, że kiedy pojawi się w osadzie plemienia raz jeszcze, to zostanie zabity…

 

Ten sam scenariusz – dziejący się na bazie innych motywacji – może mieć miejsce wśród dorosłych. Na bazie aktywności specyficznego pasożyta wewnątrzkomórkowego jeden Człowiek może uszkodzić innemu struktury wewnątrzkomórkowe, co skutkuje całkowitą utratą dostępu do szczytowego stanu świadomości. Większość Ludzi, których spotyka utrata stanu szczytowego, nie wie, co się z nimi dzieje i nie rozumie całej sytuacji. Mówią np. że nie potrafią dalej kochać, lub że stracili sens życia, swój przepływ, kreatywną siłę twórczą etc. Wiedzą, że czują się inaczej, niż wcześniej i nie potrafią tego ani namierzyć, ani zdefiniować. Po prostu jest źle. Cierpią…

Niestety częściowo ponoszą za to odpowiedzialność, gdyż ich konkretne tematy i traumy umożliwiły rozwój tego scenariusza.

 

Na szczęście, można ten stan rzeczy odwrócić – wystarczy trafna diagnoza i dobre narzędzie naprawcze 😉

Ja w praktyce wolę jednak zabezpieczać Ludzi, którzy we współpracy ze mną odzyskują zaawansowane szczytowe stany świadomości (nie każdy szczytowy stan świadomości jest obciążony ryzykiem jego uszkodzenia). Dlatego w trakcie Akademii Life Flow, Ludzie dostają narzędzia i wiedzę, ale także jasne przykazanie, jakie tematy potrzebują w sobie uzdrowić, by stać się odpornymi na zapędy plemienia ślepców 😉

 

Pozostaje jeszcze ważne pytanie: „jak odzyskać dostęp do szczytowych stanów świadomości?”.

Metod jest kilka. Część z nich jest znana od setek lub tysięcy lat. Inne (często skuteczniejsze) są rozwijane obecnie i mniej lub bardziej śmiele wyglądają na światło dzienne. W kolejnym artykule przedstawię Ci niepełny przegląd metod – taki, by dać Ci wskazówki, gdzie szukać i dlaczego dana metoda działa. Po szczegółowe aspekty metody, która do Ciebie najbardziej zaśpiewa, sięgniesz sama 😉

Jeśli jest jeszcze coś, co chcesz wiedzieć o szczytowych stanach świadomości, napisz to w komentarzu. Chętnie odpowiem lub uwzględnię odpowiedź w kolejnym artykule (przy założeniu, że już tę odpowiedź znam)  🙂

czyżyk

Dzielę się wiedzą i doświadczeniem, bo pamiętam moment, kiedy po kilkunastu latach intensywnej pracy rozwojowej życie pokazało mi że tę olbrzymią pracę "transformacyjną", jaką zrobiłam, mogę sobie między bajki włożyć... Pamiętam frustrację, kiedy każdy atom mnie wrzeszczał, że chce zmiany, ale narzędzia okazywały się niewystarczające (a miałam ich na wtedy już całe mnóstwo). Tak trafiłam na Life Flow. Dziś się nim z Tobą dzielę, bo po sobie i Ludziach, z którymi pracuję, wiem, że warto :) Jeśli moja wiedza pomoże Tobie lub komuś innemu uniknąć takiego testu, jaki ja przeszłam, to choćby sama ta świadomość powoduje, że promienieję :D Ty też się ze mną podziel :D Napisz mi poniżej, co myślisz o tym artykule :) Co Ci pokazał? Jak Cię zaskoczył (a może wcale nie...)? Co było w nim dla Ciebie najbardziej ciekawe? Twój komentarz jest dla mnie istotny :D

Skomentuj