ścieżka rozwoju

 

Ten wpis powstaje dzięki rozmowom przeróżnym, jakie miałam okazję przez ten weekend prowadzić… dzięki ludziom zadającym pytania i sytuacjom otwierającym wglądy i olśnienia… również dzięki tym, którzy przez lata mieli chęć i gotowość dzielić się ze mną swoimi historiami i – świadomie lub nie – natchnęli mnie do przemyśleń różnorakich 😉 Dziękuję :*

 

Ścieżka rozwoju (tak, jak ją na dzisiaj widzę) zaczyna się dla większości osób od:

 

PERSPEKTYWY  OFIARY

Gdy ktoś jest w tym miejscu, to świat jest przeciwko niemu. Inni powodują jego kłopoty i cierpienia. To przez kogoś w czyimś życiu się nie układa. Wszystkie porażki (a jest ich dużo i są prawdziwymi porażkami) są skutkiem działań tych „innych”; oczywiście złych, zawistnych, niesprawiedliwych, wyzyskujących, pazernych i plugawych…

 

W tym miejscu jest sporo niemocy, frustracji, gonitwy myśli, zdenerwowania i lęku. Brak tu poczucia wpływu. Życie generalnie jest trudne i do dupy, do tego stopnia, że od czasu do czasu po prostu trzeba się zresetować – zazwyczaj wpadając w formę łatwą, dostępną, kulturowo propagowaną typu: telewizor, impreza, mecz, zakupy etc. Każdy z tych „resetów” ma to do siebie, że łatwo przychodzi i szybko odchodzi, a człowiek zaraz i tak wpada w szarą codzienność, gdzie nie bardzo ma się czym cieszyć (często po „resecie” kończy jeszcze bardziej zmęczony i wyzuty z energii, niż przed nim).

 

Co prawda było to bardzo dawno temu, ale pamiętam, kiedy byłam w tym miejscu i jedyne co mogę na ten temat powiedzieć, to to, że cieszę się, że zrobiłam krok do przodu 😉

 

 

OBRÓBKA  UMYSŁOWA

Idąc dalej, rozwijając się i wzrastając człowiek zaczyna zauważać, w jakim miejscu wylądował i namiętnie to nazywa. To jakby przejście od: „nie wiem, w czym tkwię, ale tkwię i wegetuję”, do: „w końcu mnie olśniło i teraz dokładnie wiem, przez kogo mi tak źle”. To stadium, to prawdziwa arena dla gierek umysłu będących pożywką dla ego.

 

W najprostszej formie obróbki umysłowej człowiek wpada w kołowrotek narzekania, marudzenia i zamartwiania się. Dzięki temu przynajmniej głośno daje innym i sobie do zrozumienia, że on ma rację, a inni się mylą, że on jest wyzyskiwany, a inni – jego biednego – nabijają w butelkę.

 

To stadium ma też bardziej wysublimowane – z perspektywy umysłu „lepsze” – formy (inna sprawa, że wiele terapii i kierunków zmiany, na tych formach bazuje). Na tych „wyższych” szczeblach obróbki umysłowej człowiek w końcu uświadamia sobie, że w pracy wpadł w trójkąt dramatyczny i na zmianę wchodzi w rolę kata, ofiary lub wybawcy… za jego problemy z budowaniem relacji jest odpowiedzialna matka i chłód emocjonalny oraz bariera, jaką stworzyła… zahamowania seksualne i problemy z orgazmem są reakcją na zapamiętane z dzieciństwa obleśne spojrzenia sąsiada śliniącego się na widok pączkujących pod koszulką młodych piersi… własny opór i agresja są wynikiem niezaspokojonej potrzeby zrozumienia i docenienia… problemy w obecnym związku to następstwo karmy nazbieranej z poprzednich wcieleń… opór przed zmianą jest normalny i wielu ludzi go ma… imperatyw przypodobywania się innym jest ewidentnym programem rodowym… kiedy ktoś na mnie krzyczy i mnie wyzywa, to znaczy, że ma z sobą bardzo duży problem i że czuje się mały i słaby… obecne zapalenie zatok powstało na skutek konfliktu terytorialnego o łazienkę z dorastającą córką… a fakt, że nie mówię głośno swojego zdania wcale nie wynika z tego, że się boję, tylko z tego, że racjonalnie oceniam sytuację i maksymalizuję szansę powodzenia, tj. odezwę się, jak okoliczności zewnętrzne będą bardziej sprzyjające i mój pomysł trafi już na wcześniej przygotowany grunt… itp. itd.

 

Będąc w tym miejscu człowiek przynajmniej zaczyna zauważać, że ma wpływ na różne rzeczy. Czasem nawet nazywa i rozróżnia to, na co wpływ ma i to, gdzie musi wyluzować, bo dany fragment rzeczywistości jest poza jego kontrolą… Idąc jeszcze dalej, człowiek – też z poziomu umysłu – dobiera narzędzia tego wpływu. Nie masz zaspokojonej potrzeby spokoju? Znaczy, że musisz przeorganizować życie tak, aby mieć codziennie 45 minut tylko dla siebie, np. na spacer w parku, intensywny trening lub książkę czytaną w ciszy. Rząd Cię wykorzystuje? Znaczy, że musisz zacząć protestować lub wyjechać za granicę. Obecne miejsce zamieszkania nie spełnia Twoich potrzeb? Znaczy, że masz się przeprowadzić lub znaleźć inny sposób na zaspokojenie potrzeb w miejscu, w którym jesteś. Kolejny raz Ci nie wyszło? Znaczy, że tym razem lepiej musisz przeanalizować sytuację, wyciągnąć wnioski i następnym razem przykładnie wdrożyć je w życie. Tego typu przykłady oczywiście można mnożyć i mnożyć…

 

Co mogę powiedzieć o tym miejscu? Z doświadczenia mogę powiedzieć, że to ślepy zaułek, ale bardzo wciągający. Im bardziej ktoś w niego wsiąka, tym bardziej ego rośnie i każda kolejna sytuacja, w jaką człowiek wchodzi jest już naznaczona treściami płynącymi z ego… Niektórym przez to trudno się wyrwać z pułapki umysłowej obróbki, ale na szczęście jest to możliwe 🙂

 

 

MOC  KREATORA

Jak już się człowiek „obudzi”, to zaczyna zauważać, że świat na zewnątrz jest odbiciem jego wnętrza. Ludzie, którzy stają na jego drodze są nauczycielami i lustrami pokazującymi, jakie obciążeniowe kawałki człowiek nosi jeszcze w sobie. Z tego miejsca człowiek zauważa działanie prawa przyciągania i rezonansu. Zaczyna dostrzegać, jak sam – swoimi myślami, odczuciami i intencjami (uświadamianymi lub nie) – wykreował sobie obecną rzeczywistość. Czuje moc i potęgę swoich intencji. Widzi, jaką ma „kontrolę” nad otaczającym go światem.

 

Niektórzy czują się niemalże równi bogom; w końcu mogą wykreować w swojej rzeczywistości wszystko, o czym tylko zamarzą. Zaczynają wyznaczać cele. Pozytywnie afirmują. Wizualizują i wczuwają się w efekt końcowy. Odgrywają różne scenariusze. Programują sobie odczucia i stany (np. po NLP’owsku). Używają rytuałów magicznych (lub innych narzędzi kreacjonistycznych). Sięgają po matrycę energetyczną. Z dnia na dzień obserwują coraz lepsze efekty. Dużo łatwiej manifestują swoje myślokształty w otaczającej ich materii. Ich życie zaczyna się układać po ich myśli. Normalnym jest, że na co dzień doświadczają cudów i życie w końcu robi się fajne. Chcą więcej…

 

Co mogę powiedzieć o tym etapie przez pryzmat swoich doświadczeń? Mogę powiedzieć, że u mnie ten etap trwał krótko i czułam w nim wewnętrzny zgrzyt, choć nie bardzo umiałam na wtedy określić, co mi tak zgrzyta… Zgrzyt jednak był na tyle dotkliwie odczuwalny, że z radością ten etap porzuciłam na rzecz kolejnego (poniżej o tym). Dopiero z perspektywy czasu i obcowania z ludźmi, którzy w tym miejscu pozostawali dłużej, potrafię określić swój wcześniejszy dysonans…

 

czyżyk

Dzielę się wiedzą i doświadczeniem, bo pamiętam moment, kiedy po kilkunastu latach intensywnej pracy rozwojowej życie pokazało mi że tę olbrzymią pracę "transformacyjną", jaką zrobiłam, mogę sobie między bajki włożyć... Pamiętam frustrację, kiedy każdy atom mnie wrzeszczał, że chce zmiany, ale narzędzia okazywały się niewystarczające (a miałam ich na wtedy już całe mnóstwo). Tak trafiłam na Life Flow. Dziś się nim z Tobą dzielę, bo po sobie i Ludziach, z którymi pracuję, wiem, że warto :) Jeśli moja wiedza pomoże Tobie lub komuś innemu uniknąć takiego testu, jaki ja przeszłam, to choćby sama ta świadomość powoduje, że promienieję :D Ty też się ze mną podziel :D Napisz mi poniżej, co myślisz o tym artykule :) Co Ci pokazał? Jak Cię zaskoczył (a może wcale nie...)? Co było w nim dla Ciebie najbardziej ciekawe? Twój komentarz jest dla mnie istotny :D