2

płodna, jak czarnoziem, czyli o psychosomatycznych uwarunkowaniach żeńskiej niepłodności

Po tym, jak w porozmawiajmy.tv Aleks i Dorota zamieścili wywiad o Life Flow, przez dobry miesiąc notorycznie odpisywałam na maile… Bardzo Wam dziękuję za głosy i pytania różne 🙂 Postanowiłam – w miarę możliwości i wolnego czasu – odpowiedzieć szerzej i wszystkim, przynajmniej na część tych pytań 🙂

 

Ten artykuł jest pierwszym z serii: odpowiadam na pytania różniaste 😉
Kolejne pojawią się pewnie prędzej, czy później… Kiedy? Nie mam zielonego pojęcia 😉 Jeśli jesteś ciekawy, to po prostu tu zaglądaj od czasu do czasu i może akurat Twoja wizyta zbiegnie się w czasie z moją weną 😉 Ale do rzeczy…

 

Jedno z pytań, które zapukało do mojej skrzynki brzmiało dokładnie: „łatwo powiedzieć, że pomyślała pani o dziecku i za dwa tygodnie była w ciąży. A jak ktoś tak nie może? Czy ta metoda działa również w takich przypadkach?”

 

Zanim odpowiem, powtórzę to, co mówiłam już w trakcie wywiadu. Nie jestem lekarzem. Nie mam wiedzy medycznej – koniec, kropka. To, czym mogę się podzielić, to zależności psychosomatyczne, jakie zauważam u kobiet, które miały trudność z zajściem w ciążę. To właśnie o tym będzie ten artykuł.

 

Jeśli chcesz ten tekst czytać dalej, to potrzebujesz wiedzieć jeszcze, że to są moje obserwacje dotyczące kilku przypadków kobiet (nie prowadziłam i nie zamierzam prowadzić zakrojonych badań na tysiącach case’ów). Daleko mi do Freuda, który na bazie kilku pacjentów zbudował całą teorię 😉 więc uznaj, że rzeczy, które przeczytasz poniżej:

  • mogą nie wyczerpywać gamy psychosomatycznych przyczyn żeńskiej niepłodności oraz
  • są ułożone w kolejności zbieżnej z tokiem mojego myślenia tak, aby mi było temat łatwiej ogarnąć i przekazać; kolejność nie ma nic wspólnego z rangowaniem, skalą ważności przyczyn, częstością występowania itp.

 

Teraz, kiedy Cię już ostrzegłam 😉 mogę z czystym sumieniem podzielić się tym, co obserwuję w sytuacjach żeńskiej niepłodności. Zacznę od

 

 

PROGRAMÓW RODOWYCH,

jakie kobiety dziedziczą po swoich przodkach. Wśród tych programów szczególnie dwa jawią mi się dużą blokadą dla zajścia w ciążę. Pierwszy ma związek z historią rodu, w której matki umierały przy porodzie. Jeśli dodatkowo dziecko, które przeżyło, było przez resztę rodziny obarczane winą (wprost lub nie wprost) za śmierć matki, to ten program zazwyczaj zapisywał się mocniej. Jeśli kobieta niesie w sobie zapis takiego tematu pokoleniowego, to na pozaświadomym poziomie, może to skutecznie blokować jej wysiłki w powołaniu potomka na świat.Ta blokada jest jeszcze silniejsza w sytuacji, kiedy kobieta ma w sobie zapis dodatkowych programów typu: lęk przed śmiercią oraz przekonanie, że krzywdzi (lub może krzywdzić) innych (w tym również swoje potencjalne dzieci). Takie programy to jak kumulacja w lotto – wzmacniają działanie pierwotnej blokady rodowej.

 

Kolejna blokada pokoleniowa jest związana z sytuacją, kiedy dzieci umierały młodo; zazwyczaj zaraz po porodzie, w trakcie pierwszych lat życia lub w rodzie miały miejsce częste poronienia. Przyczyna śmierci dziecka nie jest istotna dla działania tego programu – bez względu na to, czy dzieci umierały na skutek choroby, głodu, wojny, wypadku etc. biologicznie wdukowywał się program bezsensowności inwestowania energii i zasobów matki dla powołania do życia i odkarmienia potomka. Dziecko to dla organizmu matki duży wydatek energetyczny i jeśli ta ofiara idzie na marne, to biologicznie nie ma sensu jej ponosić. Jeśli kobieta niesie w sobie taki zapis rodowy, a dodatkowo ma w sobie zapisane inne tematy, takie jak: jestem słaba, nie dam rady, nikt mnie nie ochroni, nie można zapobiec nieuniknionej, losowej krzywdzie itp., to znowu będziemy mieć do czynienia ze wzmocnieniem blokady rodowej.

 

Nie ma znaczenia, kiedy w rodzie doszło do takich sytuacji. Jeśli miały one miejsce – nawet wiele pokoleń temu – i były na tyle znaczące, aby zapisać się na poziomie komórkowym (zazwyczaj sytuacje były połączone z dużymi emocjami i mechanizmami obronnymi głównych bohaterów rozgrywającego się dramatu), to pamięć genetyczna niesie te programy dalej i kolejni członkowie rodu je dziedziczą. Kobieta zmagająca się z niepłodnością nie musi znać zamierzchłej historii swojej rodziny, aby odczuwać blokady płynące z rodu.
Pocieszeniem jest to, że takie tematy rodowe można łatwo rozpuścić i wyleczyć 😀

 

 

czyżyk

Dzielę się wiedzą i doświadczeniem, bo pamiętam moment, kiedy po kilkunastu latach intensywnej pracy rozwojowej życie pokazało mi że tę olbrzymią pracę "transformacyjną", jaką zrobiłam, mogę sobie między bajki włożyć... Pamiętam frustrację, kiedy każdy atom mnie wrzeszczał, że chce zmiany, ale narzędzia okazywały się niewystarczające (a miałam ich na wtedy już całe mnóstwo). Tak trafiłam na Life Flow. Dziś się nim z Tobą dzielę, bo po sobie i Ludziach, z którymi pracuję, wiem, że warto :) Jeśli moja wiedza pomoże Tobie lub komuś innemu uniknąć takiego testu, jaki ja przeszłam, to choćby sama ta świadomość powoduje, że promienieję :D Ty też się ze mną podziel :D Napisz mi poniżej, co myślisz o tym artykule :) Co Ci pokazał? Jak Cię zaskoczył (a może wcale nie...)? Co było w nim dla Ciebie najbardziej ciekawe? Twój komentarz jest dla mnie istotny :D

2 Comments

  1. Łazariew też mówił o tym, że kobiety które dominują w związku często mają problem w zajście w ciążę – przejmują jakby rolę mężczyzny.

  2. pewnie zatem coś w tym jest 😉
    jestem ciekawa innych badań, które to potwierdzają lub obalają
    ja – tak jak pisałam w artykule – nie mogę się wypowiedzieć w kwestii częstotliwości występowania tego zjawiska w populacji, bo próbę badawczą miałam za małą

Comments are closed.