obalamy mity na temat pasożytów energetycznych, demonów i bytów wszelakich

PRZYKŁAD  3

Kobieta bardzo lękowa. Żyjąca w przekonaniu, że świat jest niesprawiedliwy, pełen cierpienia i wszędzie czai się zagrożenie. Dokładnie wszystko jest zagrożeniem i może prowadzić do krzywdy i bólu: żywność, ciuchy i moda, szczepionki, chemtrailsy, inni ludzie, duchy, telewizja, wyjście na zakupy, samotne pozostawanie w domu, praca, czytanie książek, internet itd. Dużo by tu jeszcze wymieniać… generalnie, jeśli weźmiesz swój najgorszy lęk, pomnożysz go przez milion i rozlejesz na każdy obszar życia, to zbliżysz się do zrozumienia stanu tej kobiety 🙁 Bóg jej nie kocha i tak urządził świat, że cokolwiek ona zrobi, to i tak skończy się jej bólem. Nie ma sensu z tym walczyć, bo ból jest tylko większy. To niesprawiedliwe, ale ani ona, ani nikt, nic nie może na to poradzić. Znikąd nie otrzyma pomocy. Pewnie to kara za jakieś paskudne grzechy, których ona nie popełniła, ale może popełnił je ktoś z jej przodków? To musi być to, bo obok niej, non stop, kręci się diabeł. Ona nie ma całkowitej pewności, czy to diabeł, ale to taka wielka, przerośnięta, rogata bestia, która towarzyszy jej krok w krok. Czasem ją atakuje, np.  na nią wskakuje, kłuje ją, dźga, próbuje ją rozerwać…

Nieprzyjemna, wręcz straszna, rzeczywistość, która jest wynikiem „racjonalnej” obróbki procesów, które w tym samym czasie dzieją się w obrębie omnipotentnej komórki macierzystej tej kobiety. A tu… niespodzianka. Dookoła komórki znajduje się kilka białek prionowych, które chcą w nią wejść. Komórka się broni, ale rzeczywiście jest w sytuacji permanentnego zagrożenia (dookoła, czasem nie wiadomo nawet z której strony, czyha zagrożenie). Co więcej – zgodnie z biologiczną prawdą komórki – znikąd nie widać pomocy…

Tak więc w tym przypadku białko prionowe zagrażające komórce zyskuje jednocześnie twarz rogatej bestii oraz ogólnego zagrożenia zewnętrznego (to może być cokolwiek z życia tej kobiety).

 

 

PRZYKŁAD 4

Mąż od lat choruje na chorobę autoimmunologiczną. Żona w czasie życia z nim coraz bardziej edukuje się w obszarze zdrowia w ogóle, ale też w szczególności w obszarze psychosomatycznych uwarunkowań niektórych chorób. Przez lata próbuje mężowi przemycać różne wiadomości, ale mąż zdaje się być na to całkowicie zamknięty. W końcu żona organizuje „seans z wiedźmą”. Tam mąż się dowiaduje, że został opanowany przez wężowego demona, który trzyma go w swoim brzuchu i nie pozwala mu zobaczyć niczego innego, jak to, co wewnątrz demona jest. Póki mąż będzie w mocy tego demona, to nigdy nie otworzy się na szersze treści. Wszystko, co nie zostanie przez demona zaakceptowane, nie dostanie się w jego pole widzenia i mąż może się o coś potknąć, a i tak tego nie zauważy. Mąż obśmiewa wiedźmową gadkę, ale jednak zgadza się na jakieś „czary-mary”. Jest przekonany, że cokolwiek się zadzieje i tak nic nie zmieni w jego sytuacji, bo to jakaś szalona kobieta jest, więc godzi się na „seans” dla świętego spokoju i zadowolenia żony. Po seansie sytuacja się zmienia o 180 stopni… Mąż otwiera się na treści, na które był zamknięte przez całe lata, zmienia swój tryb życia, inaczej patrzy na mnóstwo rzeczy dookoła. Taki stan rzeczy trwa pół roku. Po tym czasie następuje „powrót do ciemnogrodu”. Żona załamuje ręce i chce ponownie udać się do wiedźmy. Tym razem jednak mąż zdecydowanie protestuje. Veto jest tak silne, że nie ma mowy choćby o wzmiance o jakiejkolwiek „czarodziejskiej” praktyce. Tym sposobem trafiają do mnie, bo na psychologa mąż machnął ręką – wiadomo, że cokolwiek zrobi psycholog, to i tak nie będzie miało wpływu na jego sytuację 😉

A teraz: jak to samo wygląda przez pryzmat rzeczywistości subkomórkowej? Otóż błona dookoła komórki odpowiada za wymianę informacji pomiędzy komórką, a jej otoczeniem. Czasem w tej błonie żyją pasożyty, które upodobniają się wyglądem do niektórych białek wchodzących w skład tej błony (przypominają wówczas poskręcane węże). Kiedy już tam są, uczestniczą w kaskadzie sygnałów pomiędzy otoczeniem, a komórką. Zwyczajnie część z tych sygnałów blokują, przez co komórka nie może w pełni elastycznie reagować na środowisko w którym się znajduje, a m.in. nie może rozpoznać, że niektóre pasożyty w niej robią spustoszenie i na nie odpowiednio zareagować.

Ten stan rzeczy w życiu skutkuje tym, że człowiek ma bardzo wąskie widzenie rzeczywistości. Jeśli coś jest poza obrębem jego strefy komfortu (a bardziej: poza strefą komfortu konkretnych pasożytów), to nie ma szans zaistnieć w jego percepcji. Gdyby zaistniało, to zmiana sposobu życia i myślenia o pewnych rzeczach, mogłaby człowieka doprowadzić do metod umożliwiających mu pozbycie się tych pasożytów…

 

 

PRZYKŁAD  5

Młody chłopak, który wyrwał się (a raczej został wyrwany) z sekty, po okresie przejściowym, zaczął już dobrze funkcjonować w „normalnej codzienności”. Kiedy teraz patrzy wstecz, to dziwi się, jak mógł być tak ślepy na pewne zjawiska i jak mógł tak bezkrytycznie iść za przywódcą sekty. Wiele sobie w tym temacie wyrzuca. Ma jednak problem, bo kiedy za bardzo się na tym skupia, próbuje dojść do tego, w czym dokładnie uczestniczył i  czemu był poddawany, im bardziej próbuje to odkryć, tym bardziej „coś go wyłącza”. Czuje się tak, jakby jego mózg był zbudowany z różnych podzespołów, a każdy z nich ze swoim własnym źródłem zasilania. Kiedy próbuje wrócić myślami do czasów w sekcie, to po chwili czuje, że ktoś wyciąga wtyczki kolejnych podzespołów jego mózgu. Zaczyna się od tego, że traci wątek; gubi ostatnią myśl. Coraz trudniej utrzymać mu koncentrację. Później robi się senny, aż w końcu zasypia i tyle jest z tego jego dumania. Zauważył, że im bardziej wraca myślami do przywódcy sekty, tym szybciej ten proces wyłączania następuje. Jest przekonany, że przywódca musi być w zmowie z siłami nieczystymi i z demonami, które są na jego usługach; kontrolują dawnych członków sekty, żeby ci niczego nie powiedzieli. Dlatego, kiedy ktoś za bardzo zbliży się do prawdy, lub chce ją odkryć, to czuwający demon, go czasowo wyłącza…

Znowu: to co wyżej, to obraz widzenia tego młodego chłopaka. Jest on próbą wytłumaczenia rzeczywistości subkomórkowej. Tymczasem na poziomie omnipotentnej komórki macierzystej znowu mamy do czynienia z tym, że pasożyty jednego człowieka (przywódcy sekty) gadają z tymi samymi pasożytami drugiego (chłopaka) i wpływają na ich działanie. W tym konkretnym przypadku pasożyty, które wyglądem przypominają płaszczki, przemieszczają się i kładą na błonie wokół jądra komórkowego zasłaniając pory dające przepływ pomiędzy wnętrzem jądra, a resztą komórki. Błona wokół jądra w skali makro odpowiada umysłowi. Dlatego pozatykane pory błony skutkują tym, że umysł „nie działa”; wyłącza się. Przez to człowiek łatwiej ulega różnego rodzaju sugestiom; poddaje się prowadzeniu innych. Niestety ten mechanizm wykorzystują przywódcy niektórych grup 🙁

 

 

Dla pełnej jasności: widziałam zjawiska tłumaczone, jako byty, czy demony, których odpowiednika nie umiałam znaleźć w obrębie omnipotentnej komórki macierzystej. Może dlatego, że nie wiedziałam, gdzie szukać, a może dlatego, że źródło tych zjawisk leży gdzie indziej. Na teraz nie mogę się zatem podpisać pod stwierdzeniem, że każdy demon, złośliwy byt, czy pasożyt energetyczny to inna percepcja subkomórkowej rzeczywistości dziejącej się wewnątrz omnipotentnej komórki macierzystej. Mogę jednak z pełnym przekonaniem powiedzieć, że bardzo dużo tych zjawisk (zdecydowana większość tego, co ja widziałam), tym właśnie jest.