obalamy mity na temat pasożytów energetycznych, demonów i bytów wszelakich

Drugi, bardzo powszechny, sposób tłumaczenia sobie aktywności pasożytów przebywających w omnipotentnej komórce macierzystej, to… demony, złośliwe byty i pasożyty energetyczne. Zanim napiszę więcej na ten temat, to warto zdać sobie sprawę z pewnego mechanizmu:

  1. omnipotentnej komórce macierzystej danego człowieka (czyli tam, gdzie mieszka jego świadomość), zgraja pasożytów zrobiła sobie melinę – żrą co popadnie, srają po kątach, przestawiają meble i zmieniają wszystko „po swojemu”.
  2. Człowiek czuje wszelkie objawy ich bytowania poprzez symptomy z ciała, konkretne (jakby nie jego / obce) myśli i specyficzne, targające nim emocje.
  3. Kiedy się skoncentruje i mocno jest w sobie, to czuje te objawy, jako obce… tak jakby pochodziły z zewnątrz jego ciała, np. coś go ciągnie, coś na nim usiadło, coś uciska mu klatkę piersiową itp. z zewnątrz. To kinestetyczna percepcja rzeczywistości subkomórkowej. To co dzieje się w komórce rzutowane jest na całe ciało, a ponieważ pasożyty nie są częścią komórki, więc kinestetycznie człowiek czuje ich działania, jako zewnętrzne (atak na ciało z zewnątrz ciała).
  4. Człowiek rozgląda się dookoła i wątpi. Oczy nie widzą, co ciągnie i szczypie, ale ciało ewidentnie czuje ciągnięcie i szczypanie (lub całą gamę innych objawów bytowania pasożytów).
  5. Obserwacja tego mechanizmu w czasie doprowadza człowieka do rozpoznania, że nie tylko coś z zewnątrz atakuje jego ciało… to coś również wpływa na całe jego funkcjonowanie i nie jest to wpływ korzystny (czasem niektóre wpływy wydają się być pożądanymi, ale w dłuższej perspektywie czasowej okazuje się, że przyniosły więcej szkody, niż pożytku).
  6. Stąd już tylko krok do „oczywistego” wniosku, że to pasożyt energetyczny lub jakiś złośliwy byt (po zamknięciu oczu można go wyczuć swoją „energią”, ale po ich otwarciu wciąż nic nie widać). Niektórzy – to jest uzależnione od indywidualnej percepcji – nadają tym zjawiskom także wizualne nakładki. Tym sposobem powstaje cała gama wizerunków demonów i pasożytów energetycznych. O borgu pisałam już wcześniej, tutaj tylko powiem, że zgłaszały się do mnie osoby, które go widziały, jako pająka, lub ośmiornicę.

Chyba więcej na ten temat powiedzą konkretne przykłady:

 

PRZYKŁAD  1

Dziewczyna martwi się, że kiedy zasypia uwodzi ją inkub i całkowicie drenuje ją z energii. Ma klasyczne objawy zespołu „demona nocy”. Opowiada o erotycznych, bardzo pobudzających snach, budzi się podniecona, czasem zaspokojona, ale zupełnie „wykończona”. Śnią jej się różni mężczyźni i to, jak (w bardzo różny sposób) uprawia z nimi seks. Na początku nie reagowała na te sny i jakoś sama chciała sobie poradzić. Denerwujące były nie same sny, ale odczucie zupełnego rozbicia po obudzeniu. Zaczęła się martwić, kiedy sny się nasiliły, a dodatkowo w snach kochała się już nie z nieznajomymi mężczyznami, ale z facetami z jej życia. Najgorsze było to, że to byli faceci, których ona wcale nie uważa za atrakcyjnych, a części z nich nawet bardzo nie lubi… Kiedy w śnie zapamiętale kochała się z mężczyzną ze swojej najbliższej rodziny, zaczęła się zastanawiać, czy czasem nie wariuje. Zaczęła się sobie przyglądać, medytować na ten temat i odkryła, że inkub, który pojawiał jej się w snach na samym początku wciąż jest obecny. Teraz jednak nie zachowuje się, jak kochanek, tylko jak alfons i oddaje ją różnym mężczyznom według swojego widzimisia… W tym momencie uznała, że sama sobie jednak nie poradzi i zaczęła szukać pomocy.

Tyle jeśli chodzi o obraz sytuacji, jaką zna ta dziewczyna. To jest rzeczywistość, w której ostatnio żyje. Jak to samo wygląda z poziomu omnipotentnej komórki macierzystej. Otóż część pasożytów, aby się rozmnażać, potrzebuje konkretnych hormonów płciowych. Same ich nie wytwarzają, ale kiedy człowiek je produkuje, to chętnie z tego korzystają. Problem pojawia się, kiedy dany człowiek przez dłuższy czas żyje w seksualnej abstynencji. Z punktu widzenia pasożyta najwyższy czas się rozmnożyć, ale środków do tego brak… Co wówczas robi pasożyt? Wyjmuje szpicrutę, by dźgnąć we wrażliwe miejsce (choć w tym przykładzie pewnie bardziej pasuje, że wyjmuje „wibrator”). Pasożyt wykorzystuje zapis wspomnień (często traumatycznych), zapisany obraz mężczyzn oraz konkretne tematy powiązane z seksem, których zapis istnieje w omnipotentnej komórce macierzystej. Żonglując takim orężem doprowadza do tego, że dziewczyna ląduje w bardzo sugestywnych snach i – chcąc nie chcąc – produkuje hektolitry hormonów…

Jeśli spojrzeć na to z tej perspektywy, to może się okazać, że dawne „czarownice” nawiedzane przez inkuby, to nie były rozwiązłe dziewki, ale właśnie wstrzemięźliwe niewiasty ;P Cóż… inkwizytorzy też nie znali subkomórkowej rzeczywistości 😉

 

 

PRZYKŁAD  2

Mężczyzna rozwijający się; od lat na ścieżce rozwoju duchowego. Ponieważ jakiś czas temu zauważył, że trudno mu utrzymać się w przestrzeni serca i że jednak ma kilka blokad, które go stamtąd skutecznie wyrzucają, więc sięgnął po „otwarte serce”, czyli konkretny stan szczytowy świadomości.

Na początku zauważył znaczącą różnicę, ale później zaczął obserwować, że brak mu energii i ma trudność w tym, by w pełni poczuć dobrodziejstwa odzyskanego stanu. Doszło do tego, że czuł się duuuużo gorzej i słabiej, niż przed odzyskaniem dostępu do otwartego serca. Kiedy zaczął się temu przyglądać odkrył, że w jego otoczeniu, są osoby, które mu zazdroszczą odzyskania tego stanu szczytowego. Były złe, że „je wyprzedził”. A ponieważ dysponowały dużą mocą i znały techniki magiczne, więc wykorzystały swoje demony, które  mu ten stan zabierały i które zsyłały na niego choroby…

To jest obraz sytuacji oczami tego mężczyzny. W tym samym czasie – na poziomie subkomórkowym – zachodzi specyficzne zjawisko. Czasem – rzeczywiście zazwyczaj z zazdrości – ludzie aktywizują konkretnego pasożyta swojej omnipotentnej komórki macierzystej. Ten komunikuje się z takim samym rodzajem pasożyta u innego człowieka i pobudza go do działania. Normalnie ten pasożyt jest raczej leniwy (leży i „pachnie”), ale podrażniony zaczyna podgryzać konkretną strukturę znajdującą się wewnątrz jądra komórkowego… To doprowadza do takich uszkodzeń i zmian w metabolizmie komórki, że zaatakowany człowiek nie tylko nie czuje dobrodziejstw płynących z danego stanu szczytowego, ale jeszcze cierpi i przeżywa objawy będące pokłosiem zmian wewnątrz jądra…

Tyle w temacie demonów. W tym przypadku demon równa się pasożyt omnipotentnej komórki macierzystej, a wątek o tych „złych” ludziach zsyłających demony jest tylko częściowo prawdą, a częściowo projekcją rzeczywistości subkomórkowej.

 

czyżyk

Dzielę się wiedzą i doświadczeniem, bo pamiętam moment, kiedy po kilkunastu latach intensywnej pracy rozwojowej życie pokazało mi że tę olbrzymią pracę "transformacyjną", jaką zrobiłam, mogę sobie między bajki włożyć... Pamiętam frustrację, kiedy każdy atom mnie wrzeszczał, że chce zmiany, ale narzędzia okazywały się niewystarczające (a miałam ich na wtedy już całe mnóstwo). Tak trafiłam na Life Flow. Dziś się nim z Tobą dzielę, bo po sobie i Ludziach, z którymi pracuję, wiem, że warto :) Jeśli moja wiedza pomoże Tobie lub komuś innemu uniknąć takiego testu, jaki ja przeszłam, to choćby sama ta świadomość powoduje, że promienieję :D Ty też się ze mną podziel :D Napisz mi poniżej, co myślisz o tym artykule :) Co Ci pokazał? Jak Cię zaskoczył (a może wcale nie...)? Co było w nim dla Ciebie najbardziej ciekawe? Twój komentarz jest dla mnie istotny :D