obalamy mity na temat pasożytów energetycznych, demonów i bytów wszelakich

Po wpisie o sznurach „energetycznych” i ich udziale w toksycznych relacjach dostałam kilka maili z pytaniami dotyczącymi energetycznych podpięć innych bytów (głównie chodziło o demony i pasożyty energetyczne). W tym artykule podzielę się swoim widzeniem tych zjawisk. Zapraszam 🙂

 

Potrzebujesz sobie uzmysłowić, że omnipotentna komórka macierzysta większości ludzi, jest zasiedlona przez różnego rodzaju pasożyty (ameby, bakterie, wirusy, grzyby) lub znajduje się „pod obstrzałem” struktur, które działają, jak pasożyty (np. białka prionowe). Każdy z tych pasożytów ma jakiś swój plan działania. Pasożytom zależy na tym, aby mieć wygodne środowisko życia i warunki optymalne do funkcjonowania i rozmnażania się. W tym celu podjadają to i owo (Ciebie!), wydalają gdzie popadnie, przemieszczają się wewnątrz komórki, wydzielają związki, które im służą, ale… to wszystko dzieje się w Twoim „centrum dowodzenia”; w obrębie pierwotnej matrycy z zapisem wszystkiego, co Ciebie dotyczy…

 

Wszystko, co dzieje się w obrębie Twojej omnipotentnej komórki macierzystej rzutuje na całe Twoje ciało, Twoje samopoczucie, Twoje emocje, Twoje widzenie świata itp. Oznacza to, że jeśli któryś z tych pasożytów, podczas przemieszczania, uszkodził jakąś organellę, np. zrobił mikrodziurę w błonie mitochondrium, to ona oczywiście się leczy, ale do czasu całkowitego uzdrowienia, Ty ponosisz konsekwencje tego uszkodzenia. W tym konkretnym przypadku może dojść do tego, że cytoplazma zasysana jest do wnętrza mitochondrium i w komórce robi się coś na kształt lejkowatego wiru. Niby nic, ale ten wir oznacza, że Tobie w tym czasie kręci się w głowie, masz nudności, chce Ci się wymiotować i czujesz się jak na porządnym rauszu…

 

Od wielu, wielu pokoleń większość ludzi egzystuje z pasożytami mieszającymi im w głowach. W idealnym scenariuszu mówisz sobie „jestem od tego badziewia wolny!”, włączasz jakąś „czarodziejską praktykę” 😉 i się dzieje. Rzecz jednak w tym, że… się nie dzieje 🙁

 

Zdecydowana większość metod rozwoju osobistego i duchowego nie radzi sobie z pasożytami omnipotentnej komórki macierzystej. Life Flow pozwala trwale pozbyć się wielu z nich (ten efekt osiąga się dzięki temu stanowi szczytowemu)… na ten moment wciąż jednak trwają badania w jaki sposób uwolnić się od pozostałych.

 

Wśród znanych metod rozwojowych są takie, które (stawiam na to, że zupełnie nieświadomie) te pasożyty wzmacniają, lub się z nimi „dogadują”. W tym drugim przypadku działa to trochę, jak układ „będę z jakąś tam częstotliwością wykonywać konkretną praktykę, dzięki której ty, mój pasożycie, będziesz na haju i odlecisz z radości, ale za to nie sraj po kątach, żebym ja też mógł w spokoju zjeść kolację z żoną i dziećmi, zamiast się wkurzać o słoną zupę”… Ten układ to ewidentna kolaboracja. Wróg Cię najechał. Traktuje Twoje, jak swoje. Harujesz dla niego, żeby mu było dobrze. Za to on nie strzela Ci prosto między oczy, tylko – od czasu do czasu – dźga Cię szpicrutą, kiedy uznaje, że harujesz niezbyt chętnie i nie tak zamaszyście, jakby sobie tego życzył…

 

Przekichane!

 

czyżyk

Dzielę się wiedzą i doświadczeniem, bo pamiętam moment, kiedy po kilkunastu latach intensywnej pracy rozwojowej życie pokazało mi że tę olbrzymią pracę "transformacyjną", jaką zrobiłam, mogę sobie między bajki włożyć... Pamiętam frustrację, kiedy każdy atom mnie wrzeszczał, że chce zmiany, ale narzędzia okazywały się niewystarczające (a miałam ich na wtedy już całe mnóstwo). Tak trafiłam na Life Flow. Dziś się nim z Tobą dzielę, bo po sobie i Ludziach, z którymi pracuję, wiem, że warto :) Jeśli moja wiedza pomoże Tobie lub komuś innemu uniknąć takiego testu, jaki ja przeszłam, to choćby sama ta świadomość powoduje, że promienieję :D Ty też się ze mną podziel :D Napisz mi poniżej, co myślisz o tym artykule :) Co Ci pokazał? Jak Cię zaskoczył (a może wcale nie...)? Co było w nim dla Ciebie najbardziej ciekawe? Twój komentarz jest dla mnie istotny :D