2

księcia z bajki nie będzie!

Zdarza Ci się marzyć o tym Jedynym… Przyrzeczonym… Tym Właściwym? Myślisz czasem, że w związku, w którym jesteś, marnujesz czas, bo Twój „partner” i tak się nie sprawdza…? Masz czasem poczucie, że działasz, jak magnes na nie tych facetów, co potrzeba…?

 

Cóż… może warto to zmienić?

 

W końcu: Nowy Rok, nowe wyzwania, nowe marzenia, nowe plany i… stara śpiewka. No właśnie – o tym jeszcze nie wspomniałam… Bywa, że zaczynasz od nowa? Spotykasz kogoś, z kim czujesz, że możesz spędzić życie, kto Cię zrozumie, kto jest inny, niż pozostali… a później okazuje się, że miało być pięknie, a wyszło, jak zawsze?

Jeśli tak i jeśli te myśli oraz wzorzec powtarzają Ci się w życiu, to czas spojrzeć prawdzie w oczy. Sama to kreujesz! Właśnie Ty to do siebie przyciągasz! Dostajesz dokładnie to, co do siebie wołasz…

 

 

I żeby było jasne, nie piszę, że jesteś temu winna!

Jeśli tak pomyślałaś i jeśli już zdążyłaś się wkurzyć lub załamać, to czas również spojrzeć w siebie głębiej, bo to są echa zapisanych w Tobie programów. Skoro tam siedzą, to znaczy, że wpływają na Twoją rzeczywistość. Chcesz lub nie, kreują ją wespół ze wszystkim innym, co w sobie nosisz.

 

Na takiej samej zasadzie działają programy, przez które doświadczasz związkowego rollercoastera.  Więc tak długo, jak ich zapis w sobie nosisz, przyjmij do wiadomości, że księcia z bajki nie będzie. Nie przyjedzie, bo:

  1. ma Cię gdzieś
  2. właśnie migdali się z jakąś Kasią
  3. ma dwie lewe ręce i nie umie założyć zbroi (kto wie, może ta Kasia pomoże mu ją założyć, prawie zaraz po tym, jak ją z niego zdejmie…)
  4. woli, żebyś to Ty do niego przyszła, więc podwijaj kieckę i przedzieraj się przez krzaczory, bo książę teraz ma inne, ważne zadania – ratuje świat przed atakiem zombi (pyka w tę gierkę, aż się biedny spocił, więc po drodze nie zapomnij wpaść po piwo)
  5. po raz kolejny wybrał wypad z kolegami (wiesz męska rzecz, więc i tak nie zrozumiesz, o co chodzi w tym rytuale łażenia po knajpach i dopijania się przez pół nocy…)
  6. jesteś taka straszna, gdy oczekujesz od niego odpowiedzialności i zobowiązań (wiadomo, że każda potwora znajdzie swego amatora, ale wyciągać aż tak groźne smoki na księcia, to już gruba przesada…)
  7. myśli, że kolejny raz przesadzasz, albo że to Twoja wina… No wiesz: czarownica dała Ci jabłko przez które śpisz już prawie setkę lat – Twoja wina (mogłaś nie jeść szczególnie, że w jego oczach i tak przydałoby Ci się zrzucić parę kilo)… Zamknęli Cię w najwyższej wieży – Twoja wina (następnym razem weź się postaw i daj zamknąć na parterze, bo gdzie się książę będzie taki kawał wspinał?!)… Padało w drodze do Ciebie – Twoja wina (nie bardzo wie, jak Ci to wyjaśnić… nie szkodzi i tak Twoja wina)…
  8. jego żona teraz jest w domu i biedny nie ma się jak wyrwać (a przecież wiesz, jak on tam z nią cierpi i jak ona go przytłacza… i jeszcze teraz nie może do Ciebie przyjechać, choć przecież tylko przy Tobie znajduje ratunek od tej swojej chimery)…
  9. pracuje… a jak skończy pracować, to spakuje jeszcze trochę pracy, żeby w domu też móc coś pożytecznego zrobić. Możesz mu zostawić kolację, bo i tak będzie późno, a kiedy już wróci, to będzie bardzo, bardzo zmęczony. Czekasz na niego już bardzo długo…? I nie tylko z tą kolacją…? Od lat…? Cóż to nie zapomnij mu podziękować, bo przecież on to wszystko robi da Ciebie!
  10. jest zakompleksiony i chowa się pod miotłą – lub Twoim pantofem – jak przysłowiowa myszka… choć może bardziej przemawia do Ciebie, że jak szczur…
  11. … inne … (wybierz z powyższych kilka powodów, które pasują do Twojej sytuacji lub wpisz swój własny) …


Możliwe, że po różnych związkowych zakrętach, straciłaś nadzieję, że na świecie są porządni faceci…

Rzecz w tym, że na świcie są faceci każdego rodzaju (tak, jak i kobiety, dzieci, Ludzie, kwiaty, kamienie etc.). Jeśli jednak w Twoim świecie i Twoim życiu pojawiają się tacy, w kontakcie z którymi Twoje serce krwawi, a rozum dostaje śmiergla, to znaczy, że takich właśnie facetów do siebie wołasz…

 

Jak?

Na dwa sposoby.

Po pierwsze Twój obraz siebie, jaki wewnątrz nosisz determinuje, w jakim towarzystwie obracać się będziesz. Przykładowo, jeśli nosisz w sobie program „jestem mała”, „jestem słaba”, „nie poradzę sobie”, to z całą pewnością dookoła Ciebie znajdą się Ludzie, którzy spowodują, że ten program będzie miał szansę się ujawnić. Twój facet przykładowo może w kłótniach Ci wyrzucać, że gdyby nie on, to byś zginęła. Znasz to uczucie, kiedy słyszysz „gdyby nie ja, to byłabyś nikim” i wewnętrznie się rozsypujesz… Próbujesz opanować drżące wargi i cisnące się łzy… Próbujesz ukryć (kolejny raz), jak słaba jesteś… I znowu przegrywasz?

 

Jeśli masz w sobie zapis programu: „sama sobie najlepiej poradzę”, „nie dam się zniewolić”, „ja tu rządzę”, „ma być po mojemu”, to bardzo prawdopodobne, że będziesz osiągać sukcesy zawodowe (po męsku), ale w tym samym czasie w Twoim prywatnym życiu będziesz atrakcyjna dla dwóch rodzajów facetów. Jeden to macho, który potrzebuje i sobie, i światu udowodnić, że jest silny; że jest górą. Dla niego będziesz świetnym przeciwnikiem. Jego programy typu: „ja tu rządzę” lub „jakby nie bolało, to by nie było warto” sprawią, że potyczka z Tobą będzie dla niego rewelacyjnym sposobem, żeby udowodnić sobie, że jednak jest silniejszy… że jest coś warty… że jednak zwyciężył i że jesteś jego – zdobył Cię, choć było i jest trudno… Tylko czy Ty aby na pewno chcesz ciągłych potyczek? Czy na tym zależy Ci w związku?

 

Z drugiej strony Twoje programy: „sama sobie najlepiej poradzę”, „nie dam się zniewolić”, „ja tu rządzę”, „ma być po mojemu”, będą skutecznym lepem także na inne muchy. Kolejny rodzaj faceta, który zleci się do takiej przynęty, to zahukany mazgaj, który nosi w sobie programy „biednemu zawsze wiatr w oczy”, „nikt mnie nie chce”, „nikt mnie nie kocha”, „nikogo nie obchodzę”. Dla niego będziesz atrakcyjna, bo Twoje „ wolę być sama, niż dać się zniewolić” będzie kolejnym policzkiem od świata udowadniającym mu, jak bardzo jest biedny i jak mocno nikt go nie chce, a życie jest niesprawiedliwe. I znowu potrzebujesz zadać sobie pytanie, czy maślane oczy i ratowanie go, bo taki pokrzywdzony, to aby na pewno to, jak chcesz funkcjonować w związku?

 

Przykłady tego typu można by mnożyć… Na teraz ważne, byś miała pełną świadomość, że to, jakie traumy, programy i obciążenia na swój własny temat w sobie nosisz, determinuje, jakiego partnera do siebie przyciągasz. Dzieje się to zazwyczaj zupełnie poza Twoją świadomością i kontrolą, więc jeśli chciałabyś to sobie wyrzucać, to to nie jest najlepszy pomysł… Możliwe, że do tej pory popełniłaś sporo błędów nie wiedząc o tym mechanizmie… Cóż… w końcu, kto ich nie popełnia? Więc zamiast wyrzucać sobie wcześniejsze błędy – w ramach postanowień noworocznych i nie tylko – możesz po prostu wejrzeć w siebie i sprawdzić jakie programy na temat siebie i świata na swych barkach dźwigasz. Jeśli potrzebujesz skrótu do zweryfikowania swoich obciążeń, to na prawym marginesie tej strony, możesz pobrać listę ponad 500 najczęstszych programów, które niszczą ludzkie życia.

A później, możesz się od nich uwolnić, bo w ten sposób najszybciej sprawdzisz, że poza całą rzeszą „drani”, na świcie jest pełno wartościowych facetów 🙂

 

 

Ten drugi mechanizm, który powoduje, że działasz jak magnes na nie tych facetów, co trzeba, tkwi niestety także w Tobie. Ups… ale to prawda.

 

Jak to zatem się dzieje, że dranie ciągną do Ciebie jak myszy do sera? Hmmm…. Zależy to także od tego, jaki obraz idealnego partnera nosisz w sobie. Myślałaś kiedyś o tym, czym Twój idealny partner powinien się wykazywać? A może masz swoją listę – taki kwalifikator typu „książę w 8 punktach”?


Cała rzesza kobiet (facetów też) nosi w sobie takie sito, przez które filtruje tych partnerów, którzy do związku się nadają i tych, którzy absolutnie nie… Nie byłoby to wcale złe, gdyby nie fakt, że w większości przypadków te sita już na wyjściu są zniszczone i obciążone 🙁

 

A to oznacza tylko jedno: wydaje Ci się, że świadomie wybierasz faceta swoich marzeń, a tymczasem zupełnie nieświadomie Twój radar skanuje tłum w poszukiwaniu faceta Twoich traum 🙁 Bolesne, ale jednak prawdziwe. Nie zastanawiało Cię nigdy, jakim „cudem” Twoi partnerzy są do siebie tak podobni, choć wyjściowo wybierałaś ich właśnie tak, by nie powtarzać starych błędów?

 

Możesz się tutaj oczywiście zaperzyć i okopać na stanowisku: „ja nigdy bym sobie tego nie zrobiła!”. I to prawda. Gdybyś była całkowicie świadoma, co tak naprawdę zawiera obraz Twojego wymarzonego partnera i gdybyś umiała całkowicie świadomie ten obraz kreować, to rzeczywiście: takiej świni byś sobie nie podłożyła (dosłownie i w przenośni).

 

Niestety na palcach doni możesz wyliczyć tych spośród swoich znajomych, którzy to rzeczywiście potrafią 🙁

Dlaczego? Ponieważ ten obraz kształtuje się poza Twoją świadomością (bardzo często już na etapie życia prenatalnego) lub co najpóźniej w bardzo wczesnym dzieciństwie. No i klops… bo niewielu Ludzi ma świadomy dostęp do tych mechanizmów i tych wspomnień.

 

PRZYKŁAD:

Kobieta skarży się, że nie ma szczęścia do mężczyzn. Pociągają ją stateczni, zrównoważeni mężczyźni; stabilni emocjonalnie o ugruntowanej i pewnej pozycji społecznej. Taki „dobry materiał na ojca przyszłych dzieci, bo czas szaleństw chce już zostawić za sobą”. Jest atrakcyjna i pewna siebie, więc bez trudu znajduje i przyciąga do siebie takich facetów. Mówi jednak, że chyba „ma zepsuty radar”, bo zawsze źle kończy. Każdy z jej partnerów okazywał się „szalonym zazdrośnikiem” – robił jej sceny o wyimaginowane uśmiechy, kontrolował jej telefon i skrzynkę mailową, podczas przywitania dziwnie ją obwąchiwał szukając zapachu innego mężczyzny, nawet podszywał się w necie pod innych facetów i próbował ją uwieźć, żeby sprawdzić, czy jest wierna… Zaczęło się już w szkole średniej, gdy chodziła na pierwsze randki. Z biegiem czasu niby poznawała coraz bardziej statecznych facetów (przez co miała poczucie, że uczy się na własnych błędach i w kolejne związki wchodzi mądrzejsza), ale gruntowny rachunek sumienia pokazał jej, że w obszarze zazdrości nie zmieniło się dokładnie NIC. Dla pełnej szczerości: OK, coś się jednak zmieniło… Kolejni – coraz bardziej na poziomie faceci – mieli coraz bardziej wysublimowane strategie na zazdrość i kontrolowanie jej poczynań…

 

Jej radar rzeczywiście był zepsuty… Kiedy sprawdziłyśmy, co dokładnie przyciąga ją do nowopoznanego faceta, to okazało się, że jest to cała sieć sznurów odborgowych, która tworzy specyficzną „chemię” między tą kobietą, a jej przyszłym partnerem. Jednak dopiero sprawdzenie, jaki zapis z przeszłości, odbił takie piętno na jej obrazie idealnego partnera, pokazał, konkretne wydarzenia z jej życia płodowego. Ona, jako płód, czuje, że brak jej powietrza i się dusi, ale w tym czasie jej ojciec robi jej mamie scenę zazdrości. Mama czuje irracjonalność sytuacji, nie rozumie skąd się to wzięło, jest zagubiona i wygłupiona, nie poznaje swojego męża (ma poczucie, jakby oszalał, albo jakby go ktoś podmienił)…

 

Mózg tej kobiety zapisał to konkretne wydarzenie i odczucia mamy, jako niezbędnik przetrwania (w końcu płód przeżył i to w takiej sytuacji, więc  zakodował sobie, że te odczucia są do przeżycia niezbędne)… I od tej pory kobieta ma przechlapane. Ponieważ zupełnie podświadomie wybiera partnerów, którzy na początku wydają się być zrównoważeni, a później – w przypływie zazdrości – urządzają karczemne awantury tak, że nie może ich rozpoznać i ma poczucie, że ich ktoś podmienił.

 

Tak już w jej życiu musi być i ten wzorzec będzie się powtarzał, ponieważ nieświadomie utożsamia go ona z przeżyciem. Póki tego nie zmieni, za każdym razem będzie się kończyć „jak zwykle”.

Na szczęści jest na to rada i obraz idealnego partnera, którego zapis (również ten nieświadomy) w sobie nosisz, można uzdrowić. Możesz uwolnić go od traumatycznych obciążeń i obciążających programów.

 

W przypływie noworocznego impulsu mam dla Ciebie propozycję 😀

Jeśli masz poczucie, że do tej pory działałaś, jak magnes na nie tych facetów, których świadomie do swojego życia chcesz zaprosić, to wypełnij proszę ankietę i podziel się tym, z czym się borykałaś i jakie są Twoje największe bolączki w tym obszarze.

Kiedy poznam problemy, jakie ta ankieta ujawni, to opiszę na tym blogu, rozwiązania na 3 najczęstsze bolączki dla Twojej i innych kobiet korzyści 😀

Jeśli w to wchodzisz, to SUPER i zapraszam Cię do wypełnienia ankiety TUTAJ >>>

czyżyk

Dzielę się wiedzą i doświadczeniem, bo pamiętam moment, kiedy po kilkunastu latach intensywnej pracy rozwojowej życie pokazało mi że tę olbrzymią pracę "transformacyjną", jaką zrobiłam, mogę sobie między bajki włożyć... Pamiętam frustrację, kiedy każdy atom mnie wrzeszczał, że chce zmiany, ale narzędzia okazywały się niewystarczające (a miałam ich na wtedy już całe mnóstwo). Tak trafiłam na Life Flow. Dziś się nim z Tobą dzielę, bo po sobie i Ludziach, z którymi pracuję, wiem, że warto :) Jeśli moja wiedza pomoże Tobie lub komuś innemu uniknąć takiego testu, jaki ja przeszłam, to choćby sama ta świadomość powoduje, że promienieję :D Ty też się ze mną podziel :D Napisz mi poniżej, co myślisz o tym artykule :) Co Ci pokazał? Jak Cię zaskoczył (a może wcale nie...)? Co było w nim dla Ciebie najbardziej ciekawe? Twój komentarz jest dla mnie istotny :D

2 Comments

  1. Dziękuję za temat, mnie też dotyczy. Przykład z życia prenatalnego nie przekonał mnie jednak. Bo: jeśli ojciec robił sceny zazdrości kobiecie w ciąży, to robił to również później. I dziecko patrząc na to, zakodowało związek: miłość i cierpienie są powiązane. A potem istotnie przyciągała mężczyzn o takich cechach. Ale ten związek psychologia tradycyjna też zna. Nie jest to dowód na wyższość Flow life nad innymi metodami.

    • Hej Ewa 🙂

      Nie patrzę na jakikolwiek kawałek w kontekście wyższości Life Flow, nad tradycyjną psychologią lub jakimkolwiek innym nurtem…

      Jestem przekonana, że każdy z nas zmierza do tego samego celu. Po prostu drogi dotarcia do niego są bardzo różne – pewnie jest ich dziesiątki tysięcy, jak nie więcej 😉

      To, że ja zdecydowałam, że droga „tradycyjnej psychologii” nie jest moją już od jakiegoś czasu, nie znaczy, że dla kogoś innego, nie może być ona wartościowa…

      Co do kwestii merytorycznych…

      Przykład podany w artykule jest z mojej pracy z konkretną kobietą – u niej akurat źródło doznań zastępczych miało miejsce właśnie w opisanym wydarzeniu.

      Jednocześnie – gdybyśmy miały się odkleić od konkretnego przypadku kobiety – na poziomie pamięci komórkowej wybór partnera urządzającego sceny zazdrości może zapisać się w kilku różnych miejscach:

      1. może to być wzorzec z życia płodowego zapisany jako doznanie zastępcze (jak w przykładzie z artykułu) – za ten zapis jest odpowiedzialny mózg ciała (zwany także gadzim)

      2. może być to zapis asocjacji tworzonych w dzieciństwie miłość = ojciec = sceny zazdrości (jak w mechanizmie, który Ty podajesz) – ten zapis na poziomie pamięci komórkowej dotyczy nici traum asocjacyjnych, retikulum endoplazmatycznego i niektórych rybosomów

      3. może być to kopia zachowania mamy, w momencie urządzanej sceny zazdrości – ten zapis będą w sobie przetrzymywać konkretne bakterie zamieszkujące omnipotentną komórkę macierzystą

      4. może być to zlepek tematów traumatycznych (np. z jednej strony tematy typu: jestem jego kobietą, należymy do siebie, jestem dla niego… a z drugiej strony tematy takie jak: nie dam się zniewolić, nikt nie będzie mi mówił, co mam robić… przyprawione dodatkowo tematami: jak zobaczy, że może mnie stracić, to się będzie bardziej starać, chcę być zdobywana, kobieta ma być adorowana, jak zwraca na mnie uwagę, to kocha etc.; jeśli kobieta posiada w sobie mieszankę takich tematów, to partner urządzający sceny zazdrości jest idealnym do tego, by wszystkie gierki wynikające z tych tematów mogły się przejawić w życiu) – każdy z tematów w pamięci komórkowej zapisuje się przynajmniej w kilku miejscach…

      Tak więc w szerszym spektrum (aniżeli konkretny przykład jednej z kobiet, z jakimi pracowałam) każda z nas ma rację 😉

      … a o wyższości Life Flow nad tradycyjną psychologią czy jakimkolwiek innym nurtem (i odwrotnie) decyduje tylko i wyłącznie Człowiek, który zdecydował się wejść na daną drogę.

      Zakładam, że dla niego – przynajmniej na czas podążania tą drogą – ma ona większe znaczenie, niż inne, alternatywne ścieżki 🙂

Skomentuj