jak pomóc dziecku uwolnić się od strachu, traum, czy uciążliwych dla niego wzorców działania

Coraz częściej w medycynie mówi się o tym, że dziedziczymy traumę po naszych rodzicach, dziadkach i wcześniejszych przodkach. W innym artykule opiszę mechanizm tego dziedziczenia, teraz chcę się skoncentrować głównie na myśli, że pogląd, jakoby dziecko rodziło się czystą kartą jest mitem. Oznacza to, że Twoje Dzieci urodziły się (lub urodzą) obciążone traumą i tematami, które to będą im się odzywały czkawką w trakcie życia… Ponieważ czytasz ten artykuł, więc trzymam kciuki za to, że w przypadku Twoich Dzieci ta czkawka szybko się skończy i Twoje Dzieci będą wolne od uciążliwych wzorców duuuużo szybciej 🙂

 

Jeśli należysz do osób, które o dziedziczności traum i programów dowiadują się z tego tekstu, to opiszę Ci to na konkretnych sytuacjach. Możliwe, że one pomogą Ci prześledzić, jakie dziedziczne programy rozpoznajesz u swoich Dzieci.

 

Sytuacja 1.
Marta jest mamą dwójki wspaniałych maluchów. No może nie są to już klasyczne „maluchy”, bo właśnie zaczynają szkołę. Kiedy była w ciąży jej mąż stracił pracę i przez kilka miesięcy było u nich ciężko. Marta wspomina, że obciążenie kredytem, przedłużający się czas bezskutecznego poszukiwania pracy, stres ile komu trzeba oddać, bardzo dały im się we znaki. Usłyszałam wprost, że w trakcie tych miesięcy nie było sytuacji, w której by brakowało im jedzenia. Ona i dzieci (bo to bliźniaki) przez całą ciążę byli zdrowi i wszystkie badania przechodzili śpiewająco. Niemniej głównym lękiem Marty w tych miesiącach było to, że dzieci umrą… że się urodzą, nie będzie co jeść i umrą. Marta sama przyznaje, że te myśli były irracjonalne, ale na tamten moment tak dla niej silne i prawdziwe, że nie umiała wyjść z ich matni. Młoda mama próbowała szukać na własną rękę, czy i kiedy mogła się nabawić tych lęków związanych ze śmiercią głodową, ale nic takiego nie znalazła. W jej rodzinie żyło się standardowo, a czasem dość dobrze. Bywało więcej lub mniej, ale zawsze było co do garnka włożyć. Jedyne co Marta pamięta, to to, że jej mama zawsze powtarzała, że jedzenie nie może się marnować, że jak było na talerzu, to trzeba zjeść do końca, bo może przyjść czas, kiedy go nie będzie… Kiedy Marta zaczęła szukać dalej, to okazało się, że jej dziadkowie mają na swoim koncie historię w obozach (podczas wojny). Marta nie zna bezpośredniej relacji dziadków, ale kiedy dopytywała rodziców, to usłyszała, że dziadek zwykł powtarzać „w dupach wam się poprzewracało, boście w życiu prawdziwego głodu nie zaznali”. Marta się domyśla, że dziadek zatem prawdziwy głód w życiu zaznać musiał…
Teraz pointa tej historii. Dzieci Marty to dwujajowe bliźniaki. Chłopiec się okrutnie przejada i to się odbija na jego gabarytach. Namiętnie także ogląda programy o tym, jak ludzie musza sobie poradzić w dziczy, samodzielnie coś upolować, albo od biedy zjeść korę sosny, nawet jeśli jest paskudna w smaku.
Dziewczynka zjada normalnie, ale mimo, że ma dopiero siedem lat, to już drugi rok z kolei, „zmusza” Martę do robienia zapasów. Przesiadują wobec tego razem w kuchni i robią słoiki. Marta z jednej strony się z tego śmieje i znajduje w tym dobrą przestrzeń na wspólny czas z córką. Tłumaczy też sobie, że te domowej roboty na pewno są zdrowsze niż te ze sklepu… Mimo wszystko niepokoi ją jednak intensywność tego dążenia do robienia zapasów. Martwi się, kiedy widzi córkę w sklepie, jak doładowuje do koszyka kolejne pudełko ryżu i kilka nadprogramowych puszek. Mówi, że nie pamięta, żeby kiedyś miały z córką scysję w sklepie o zabawkę, ale pamięta wiele kłótni o kolejne pokłady jedzenia, które młoda wrzucała do koszyka „na wszelki wypadek” lub „na zapas”…

 

Sytuacja 2
Tomek ma syna; dziesięciolatka. Młody jest rozgarnięty i sprytny. Jak już wsiąknie w jakąś grupę, to dobrze sobie w niej radzi. Jednak sam proces wsiąkania jest mozolny i bolesny. Tomek mówi, że syn miał tak od pierwszych dni życia. Wyjście do nowych ludzi (nie mówiąc już o zostaniu z kimś, kto nie dostał się do wąskiego kręgu „swoich”) jest dla niego największą na świecie tragedią. Kiedy się już do kogoś przekona (co trwa dłuuuuugo), to jest komunikatywnym, wesołym i otwartym dzieckiem, ale na początku znajomości – zarówno z nowymi dziećmi, jak i dorosłymi – wygląda, jakby chciał zabijać choćby patykiem. Sam z siebie w nowe relacje nie wchodzi. Boi się ich. Unika, jak ognia. A kiedy życie jednak stawia go twarzą w twarz z obcym człowiekiem, to ucieka (fizycznie po prostu wychodzi z pokoju, stroni od dzieci itp. lub metaforycznie; np. koncentruje się na tablecie i nie ma dla niego innego świata). Tomek mówi o sobie, że on przez całe życie też był nieśmiały, ale nie paraliżowało go to tak bardzo, jak to, co widzi u syna. Razem z żoną zaczęli szukać, czy młody może tak mieć ze względu na traumę porodową. Z ich opowieści wynika, że poród był trudny i daleko od ich miejsca zamieszkania, więc był z obcymi położnymi i jakimś innym lekarzem, którego zupełnie nie znali. Tomek przyjechał z żoną na porodówkę, ale nie mógł w porodzie uczestniczyć, więc młoda, przestraszona mama została zupełnie sama wśród obcych ludzi. Na koniec się jeszcze okazało, że ich syna czeka inkubator…
Tomek ma jednak przed oczami historię swojej nieśmiałości i jest przekonany, że nawet jeśli poród dołożył synowi trzy grosze do jego lęków, to źródło tego wzorca sięga dużo głębiej. Ojciec Tomka szybko umarł, więc Tomek za dużo o nim nie wie, ale wie na pewno, że tata przeszedł przez dom dziecka i nie był to spacer wśród kwitnących fiołków. Mama Tomka opowiada, że jego tata rzadko mówił o tym, co go spotkało, ale ona i tak wiedziała. Skąd wiedziała? Ponieważ jej mama straciła mamę i razem z licznym rodzeństwem została z tatą, który miał inne rzeczy na głowie, niż dzieci. Więc babcia Tomka często musiała szukać pomocy u obcych ludzi. Czasem dostawała od nich chleb… Częściej dostawała baty i wyzwiska. Tomek wie, że u niego wyjście do obcych jest równoznaczne z „zostanę skrzywdzony”, „odtrącą mnie”, „wyśmieją mnie” itp. To samo – tylko w dużo silniejszym nasileniu – widzi u swojego syna.

 

Może zauważasz podobne zależności rodzinne w sytuacji swoich dzieci (lub swojej)?
Jeśli tak, to idzie za tym także dobra wiadomość – dziecku można pomóc. Wykorzystując Life Flow i pracując z dzieckiem można uwolnić je od traum i programów dziedziczonych po przodkach.

 

czyżyk

Dzielę się wiedzą i doświadczeniem, bo pamiętam moment, kiedy po kilkunastu latach intensywnej pracy rozwojowej życie pokazało mi że tę olbrzymią pracę "transformacyjną", jaką zrobiłam, mogę sobie między bajki włożyć... Pamiętam frustrację, kiedy każdy atom mnie wrzeszczał, że chce zmiany, ale narzędzia okazywały się niewystarczające (a miałam ich na wtedy już całe mnóstwo). Tak trafiłam na Life Flow. Dziś się nim z Tobą dzielę, bo po sobie i Ludziach, z którymi pracuję, wiem, że warto :) Jeśli moja wiedza pomoże Tobie lub komuś innemu uniknąć takiego testu, jaki ja przeszłam, to choćby sama ta świadomość powoduje, że promienieję :D Ty też się ze mną podziel :D Napisz mi poniżej, co myślisz o tym artykule :) Co Ci pokazał? Jak Cię zaskoczył (a może wcale nie...)? Co było w nim dla Ciebie najbardziej ciekawe? Twój komentarz jest dla mnie istotny :D