1

jak dokonać „niemożliwego”?

 

Zdarzyło Ci się kiedyś stanąć przed wielkim zadaniem i podłamać się (a może nawet przerazić)… tak dużo przeszkód przed Tobą, że tego nie da się normalnie i na spokojnie ogarnąć…? Albo znaleźć się w trudnej sytuacji (może nawet bez wyjścia)… właśnie wtedy, kiedy życie najbardziej boli… kiedy topi oczy w hektolitrach łez, ściska serce i gardło, albo spina mięśnie i rozpala wewnętrzną furię…?

Pozwól, że zgadnę… W takich sytuacjach albo zakasywałeś rękawy mówiąc sobie, że musisz dać radę i walczyłeś (do wygranej lub przegranej, bo przecież bywało różnie), albo kalkulowałeś zamiar według sił i odpuszczałeś (bo się nie opłacało, bo nie dałbyś rady,bo było za trudno, bo…).

Cóż… tak w obliczu problemów robi zdecydowana większość Ludzi. Tymczasem od czasów Alberta Einsteina kołacze się po ludzkich głowach mądry cytat: „nie możemy rozwiązywać problemów używając takiego samego schematu myślowego, jakim posługiwaliśmy się w trakcie ich pojawienia się”. Co to znaczy? Że jeśli w obliczu bardzo trudnej sytuacji nic nie zmienisz w sposobie swojego myślenia i odczuwania, to zapomnij o konstruktywnym rozwiązaniu. Po prostu będziesz się taplał dalej w tym samym bagnie… z dnia na dzień wsiąkając coraz głębiej… wśród smrodu i bogatych mlaśnięć zgnilizny powtarzając sobie jak mantrę, że działasz, że pracujesz (nad sobą, nad sytuacją, nad wyjściem)… przynajmniej do czasu, aż się w bagnie utopisz (bo wówczas trudniej sobie powtarzać te wszystkie wyświechtane historyjki).

No dobrze… mądrzę się tutaj, ale co w związku z tym? Łatwo powiedzieć zmień sposób myślenia i odczuwania… ALE jak to, kurka blada, zrobić?! Szczególnie kiedy wszystko dookoła Człowieka przerasta… przecież właśnie wtedy zmiana jest najtrudniejsza (czasem niemożliwa), prawda?

 

________________________________________________________________________________

Hmmm… zanim odpowiem Ci wprost jak to zmienić, pozwól że opowiem Ci o Człowieku, który dostał niemożliwe zadanie. Niewykonalne! Przynajmniej dla reszty świata. Mowa tutaj o trenerze kolarskiej reprezentacji Wielkiej Brytanii – Dave’ie Brailsfordzie (to ten pan ze zdjęcia na górze strony 😉 ). Zanim pojawił się na kolarskiej scenie brytyjscy cykliści pamiętali ostatnie swoje sukcesy z 1908 roku! Nie pamiętali natomiast (bo nie mogli! taka rzecz się nigdy nie zdarzyła!), aby brytyjski kolarz wygrał Tour de France. W 2003 roku Brailsford zaczął pracować z reprezentacją, a już w 2004 podczas Olimpiady Wielka Brytania zdobyła dwa złote kolarskie medale. Pomiędzy 2003, a 2013 rokiem brytyjscy kolarze wygrali aż 59 międzynarodowej klasy konkursów wszelkiej maści. W 2010 roku Dave Brailsford zaczął dodatkowo trenować Team Sky, gdzie powierzono mu kolejne niemożliwe zadanie. Dostał pięć lat, by doprowadzić brytyjskiego kolarza na najwyższe podium Tour de France. I wiesz co? Osiągnął to dużo szybciej! W 2012 roku Sir Bradley Wiggins z Team Sky wygrał Tour de France. W tym samym roku brytyjscy kolarze brali udział w Igrzyskach Olimpijskich, gdzie zgarnęli 70% medali. I wiesz kto wygrał Tour de France w kolejnym roku? Znowu Brytyjczyk! 

Świat obgryzał paznokcie wzdłuż tras rowerowych i przed ekranami telewizorów obserwując z roku na rok coraz bardziej spektakularne sukcesy. Inni trenerzy zachodzili w głowę: jak ten koleś to robi?! Jakim CUDEM to mu się udaje?!

________________________________________________________________________________

 

Możesz teraz zadawać sobie dwa pytania… Po pierwsze: no właśnie, jak on to zrobił? A po drugie: po co czyżyk tu gada o kolarstwie?

Zacznę od tego drugiego, by jeszcze trochę podkręcić Twoje oczekiwanie na rozwiązanie tej zagadki 😉 Mówię o kolarstwie ponieważ podejście Dave’a Brailsforda ma bardzo dużo wspólnego z Life Flow i z tym, dlaczego Life Flow tak dobrze działa. Natomiast sytuacja brytyjskich kolarzy sprzed czasu Brailsforda może mieć mnóstwo wspólnego z Twoim życiem.

Z resztą sam to sprawdź. Bywa, że są dla Ciebie prawdziwe zdania:

  • cokolwiek robię i tak jestem w czarnej d…. (?)
  • staram się, jak mogę; daję z siebie wszystko, a i tak jest gorzej, niż bym chciał (?)
  • to jest beznadziejna sytuacja… wszystko na nic… tylko marnuję czas… (?)
  • to mnie przerasta (?)
  • muszę stanąć na wysokości zadania… nie mogę zawieść… (?)
  • muszę spełnić oczekiwania innych (?)
  • muszę walczyć (?)

Jeśli znasz te myśli z autopsji, to masz więcej wspólnego z brytyjskimi kolarzami, niż myślałeś. Dlatego ważna sprawa: zanim przyjdzie Ci do głowy się podłamać, pamiętaj, jak dużo wygrali 😀

I tym sposobem dochodzimy do gwoździa programu, czyli: jak Brailsford to zrobił, że z przegranych stali się międzynarodowymi gwiazdami. 

 

________________________________________________________________________________

Otóż Brailsford rozłożył kolarstwo (zarówno kolarza, jak i rower) na czynniki pierwsze i każdy z namierzonych elementów udoskonalił TYLKO o 1%. W tym przypadku TYLKO robi ogromną różnicę, bo to właśnie skumulowane wzrosty dały Brytyjczykom miażdżącą przewagę nad resztą kolarskiego świata. Przewagę utrzymującą się przez wiele lat!

________________________________________________________________________________

 

No i teraz możesz się poczuć nawet zawiedziony… Że co? Tylko tyle? I to cały sekret? 

Co więcej: zapowiadałam wcześniej, że podejście Brailsforda ma mnóstwo wspólnego z Life Flow, więc teraz możesz myśleć sobie, że skoro tak, to Life Flow, to przecież żadna nowość… żadne odkrycie Ameryki… Od dawna psychologia rozkłada Człowieka na czynniki pierwsze i z tymi czynnikami pracuje. Gdzie się nie obrócić mowa o świadomości, podświadomości, nadświadomości. Różne podejścia na różny sposób adresują każdy z tych „elementów”. To żadna rewolucja…

A jednak!

 

________________________________________________________________________________

Wielu trenerów innych reprezentacji kolarskich wydreptywało nocami ścieżki we własnych ogrodach próbując wpaść na to, co pominęli. Mnóstwo nieprzespanych nocy później wciąż nie widzieli, co im umyka. W głowie pustka; głucha cisza! Żadnego pomysłu! Przecież niby robili to samo, ale ich kolarze na trasach wciąż oglądali tyłki Brytyjczyków! Czy w związku z tym rzeczywiście robili to samo?

Cóż… tak samo jak Brailsford koncentrowali się na wzroście o 1% w obszarze treningu. Wzięli pod uwagę taktykę kolarską. Ulepszyli dietę kolarzy. Nawet zadbali o wagę roweru, czy opony. A jednak w tym wyścigu wciąż byli w gruppetto: daleko za peletonem, a jeszcze dalej za jadącym w na czele Dave’em Brailsfordem. Zgrzytali zębami i mrużyli oczy na olśniewające zwycięstwa Brytyjczyków… bez słowa nadziei na dogonienie mistrza. Gdzież też krył się jego sekret?

Otóż Dave Brailsford był bardzo dociekliwy. Zaczął naturalnie od oczywistych rzeczy (podobnie jak reszta trenerów), ale potem szukał głębiej… i głębiej. Udoskonalał przykładowo sen swoich kolarzy. Wybrał dla nich bardzo wygodne poduszki i oczekiwał, że będą je ze sobą wozić na zgrupowania. Rozłożył na czynniki pierwsze psychologię kolarza i jego pełne bycie w procesie wygrywania. Nauczył cyklistów myć ręce tak, jak to robią lekarze, żeby łapali mniej infekcji i byli w jak najlepszym zdrowiu… a to dopiero początek udoskonaleń Brailsforda. Lista była tak długa, że inni trenerzy nie mogliby jej nadrobić w kontakcie ze swoimi ekipami nawet jeśliby bardzo chcieli… 

________________________________________________________________________________

 

I tak dochodzimy do prawdziwych podobieństw między Life Flow, a podejściem Dave’a Brailsforda. Widzisz, Life Flow nie poprzestaje na ogólnych i w znikomym stopniu „leczalnych” konceptach typu świadomość, podświadomość, czy nadświadomość. Life Flow bazuje na bardzo dokładnych i dogłębnych badaniach pamięci komórkowej.

Life Flow rozłożyło całe funkcjonowanie Człowieka na mikroelementy pierwsze. Dobry terapeuta Life Flow wie, że konkretny problem w życiu Człowieka to kumulacja:

  • przynajmniej kilkunastu (między 13 a 17) obciążeń zapisanych w pamięci komórkowej,
  • dodatek kolejnych (wybór z kilkudziesięciu) strukturalnych uszkodzeń komórki oraz
  • bieżąca działalność pasożytów, które w omnipotentnej komórce macierzystej żyją i wchodzą w interakcje z ludzką świadomością. 

A czy Life Flow – podobnie jak Brailsford – doprowadza w każdym tym obszarze do poprawy o 1%? Tutaj nie upierałabym się do tego 1% 😉 Możesz usłyszeć od tych, którzy już uczestniczyli w sesji Life Flow, że przed sesją borykali się z jakimś programem, zapisem zdania traumy, czy obciążeniem, a po sesji byli już od tego zupełnie wolni… i nigdy już to do nich nie wróciło. Jak to możliwe?

Otóż badania i praktyka Life Flow pokazują, że każdy program na poziomie pamięci komórkowej jest zapisany w bardzo wielu miejscach. M.in. dlatego uzdrawianie zapisów rodowych to początek drogi transformacji, a nie jej zwieńczenie… Podczas sesji Life Flow adresujesz i uzdrawiasz z zapisu tego programu każde miejsce, w którym to obciążenie się znajdowało. To właśnie dlatego efekt masz natychmiastowy i stały. Kiedy uzdrowisz wszystkie obszary pamięci komórkowej z zapisu obciążeń, to ich już po prostu nie ma. Zmieniasz się Ty i Twoja prawda o sobie, o świecie i o Ludziach.

Osobiście ten moment lubię najbardziej. Uwielbiam patrzeć na Ludzi, którzy się dziwią, że 1,5 godziny wcześniej mogli mówić tak negatywnie i czuć się źle w danej sytuacji, kiedy teraz jest dla nich jasne, że to jest zupełnie neutralna i lekka sytuacja 😀

Czy w związku z tym uzdrawiasz całą pamięć komórkową? I tak i nie. Uzdrawiasz całą z danego programu. Zapis innych obciążeń – tych, z którymi nie pracowałeś – wciąż na poziomie pamięci komórkowej nosisz. Dlatego w przypadku Life Flow ten 1% jest umowny, bo w praktyce oznacza wszystko z każdego elementu pamięci komórkowej, co jest związane z programem od jakiego chcesz się uwolnić. 

Jeśli chcesz wiedzieć odrobinę więcej na temat pamięci komórkowej i omnipotentnej komórki macierzystej, to zapraszam Cię do obejrzenia tego wywiadu: 

 

 

A jeśli wolisz doczytać do końca i później do wywiadu wrócić, to powiem Ci, że jest jeszcze jeden bardzo ważny obszar, dla którego Life Flow i podejście Dave’a Brailsforda są ze sobą bardzo zbieżne.

 

________________________________________________________________________________

Dave Brailsford jest znany ze swojej obsesji na punkcie pomiaru efektów! Brytyjscy rowerzyści w trakcie swoich treningów byli ciągle monitorowani. Każdy kluczowy parametr, każdego kolarza był wielokrotnie sprawdzany i poddawany przeróżnym statystykom. Proces pomiarowy kładł szczególny nacisk na wszelkie – szybko zauważane i wyłapywane – słabości. W następnej kolejności każda taka słabość była analizowana i w życie wchodził szczegółowy program naprawczy. Czasem program był konstruowany dla konkretnego rowerzysty, a czasem dla całej drużyny…

I jak tu się dziwić, że inni trenerzy z całego świata przez lata nie mogli Brailsforda dogonić? Co więcej, nie byli w stanie się nawet do niego zbliżyć…

________________________________________________________________________________

 

Bardzo podobnie jest w sesjach Life Flow. Pomiar efektów odbywa się na kilku poziomach. Na początku sesji sprawdzamy, z jakim programem i obciążeniem mamy do czynienia. Wybierasz od jednej do trzech sytuacji życiowych, w których ten program (i związane z nim emocje oraz sposób myślenia) były aktywne. Po sesji sprawdzamy te same sytuacje (stop-klatki). Jeśli całkowicie uzdrowiłeś zapis tego programu ze swojej pamięci komórkowej, to nie ma prawa się on przejawić w żadnej z wybranych sytuacji.

Dodatkowo ja – podobnie jak Dave Brailsford – jestem bardzo zadaniowa i nastawiona na efekt. Choć pewnie fajny z Ciebie Człowiek, to kiedy się spotykamy w ramach sesji, mnie nie satysfakcjonuje gadanie i spędzanie czasu (to mogę robić prywatnie). Dla mnie moja praca ma sens, jak Ty masz efekt: widzisz go zaraz po sesji i doświadczasz cały czas w życiu. Dlatego ja zatrzymuję pieniądze za sesję w sytuacji, kiedy Ty efekt masz. Płacisz za zmianę i za efekt, a nie np. za czas.

Dodatkowo – znowu podobnie do Brailsforda – przed sesją wiemy, co efektem jest (całkowite uwolnienie od danego programu, z którym pracujesz). Wiemy też, co efektem nie jest. I w temacie tego, czym efekt nie jest ważna rzecz (i ostrzeżenie) jednocześnie: czasem efekty są inne niż przez Ciebie zakładane…
Przykładowo ktoś przychodzi do mnie, bo chce się rozwieźć z żoną. Sprawdzamy programy i traumy, które obciążają ten potencjalny rozwód i takie, które do tego rozwodu prowadzą. Po uzdrowieniu programów okazuje się, że ten mężczyzna uzdrowił relację z żoną, mocniej ją pokochał i już wcale nie chce się rozwodzić…
Dlatego Life Flow nie gwarantuje efektu takiego, jaki Człowiek myśli, że będzie miał (a to myślenie jest w momencie, kiedy wciąż jest obciążony różnego rodzaju programami). Gwarantuje natomiast całkowite uzdrowienie pamięci komórkowej z konkretnego programu i obciążenia.
W całej tej układance podobieństw pomiędzy Life Flow, a Dave’em Brailsfordem jest jedna znacząca różnica. W marcu 2018 roku świat obiegły pogłoski zarzucające brytyjskim kolarzom używanie dopingu. Musisz wiedzieć, że w trakcie sesji Life Flow jedynym (ale za to najsilniejszym) dopalaczem jest Twoje Światło i Miłość, a także Twoja pełna obecność. Z jednej strony to nie dopalacz, bo przecież to sama głębia Twojej istoty (więc nic obcego), ale z drugiej strony siła tego niedopalacza przebija milionkrotnie każdy inny doping 🙂 

 

czyżyk

Dzielę się wiedzą i doświadczeniem, bo pamiętam moment, kiedy po kilkunastu latach intensywnej pracy rozwojowej życie pokazało mi że tę olbrzymią pracę "transformacyjną", jaką zrobiłam, mogę sobie między bajki włożyć... Pamiętam frustrację, kiedy każdy atom mnie wrzeszczał, że chce zmiany, ale narzędzia okazywały się niewystarczające (a miałam ich na wtedy już całe mnóstwo). Tak trafiłam na Life Flow. Dziś się nim z Tobą dzielę, bo po sobie i Ludziach, z którymi pracuję, wiem, że warto :) Jeśli moja wiedza pomoże Tobie lub komuś innemu uniknąć takiego testu, jaki ja przeszłam, to choćby sama ta świadomość powoduje, że promienieję :D Ty też się ze mną podziel :D Napisz mi poniżej, co myślisz o tym artykule :) Co Ci pokazał? Jak Cię zaskoczył (a może wcale nie...)? Co było w nim dla Ciebie najbardziej ciekawe? Twój komentarz jest dla mnie istotny :D

One Comment

  1. Dziękuję za artykuł!jestem bardzo wdzięczna za wszystkie wywiady,które Monika udziela by wyjaśnić na czym Life Flow polega i czego można się spodziewać 🙂 ok pół roku zajęło mi przygotowanie się do decyzji by skorzystać z tego typu terapii,ponieważ byłam święcie przekonana,że „sama sobie dam radę” bo przecież mam Totalną Biologię,która pomaga mi od strony psychologicznej konflikty rozwiązywać,ale wtedy pojawił się zastój i różne stany emocjonalne bardzo ciężkie – i zdecydowałam się na Life Flow zaczynając z Moniką od usunięcia borga (wewnętrzna wolność) – od razu i natychmiast cały tzw blok plemienny odpadł,odpadły naciski z zewnątrz,szarpanie wewnętrzne…w sytuacjach odpalenia traumy/wzorca/programu ja go świadomie widzę uspokojona!błogosławieństwo dla mojego ciała emocjonalnego to jest!łatwiej mi teraz pracować ze sobą,świadomie widzieć swoje wzorce i programy bo emocje nie otępiają mi świadomości rozróżniającej – kto miewa takie stany doskonale wie,o czym piszę 🙂 jak to wypala,wyżera od środka,wchodzi na świadomość/logiczne myślenie …wszystkim szczerze polecam wewnętrzną wolność i pracę z Moniką – czy efekty są natychmiastowe ? – > TAK TO PRAWDA,bo sama tego doświadczyłam i doświadcza tego mój partner,który jest zaskoczony zmianami we mnie,które ja określam „poważnie?ja tak się zachowywałam?ja tak bym zareagowała?widzisz te zmiany aż tak we mnie?” i sam z przekonaniem zabiera się za Life Flow 🙂 bardzo dziękuję Moniko za Twoją pasję,która jest Twoją pracą 🙂

Skomentuj