ekologia celów? zgłaszam veto!

Na facebookowych stronach encyklopedii coachingu (do których serdecznie zapraszam) możecie znaleźć chociażby taki obrazek – jak widać dobre pytanie nie jest złe i już nawet Kartezjusz to wiedział 😉
Mimo, że cenię sobie dobre pytania, to dzisiaj znowu występuję w charakterze „kijowpycha” 😉 Dlaczego? Ponieważ od czasu, kiedy zaczęłam pracować w oparciu o Life Flow, wciąż cenię dobre pytanie zadane w odpowiednim czasie, zupełnie jednak nie zgadzam się z tak zwaną ekologią celów. Dla niewtajemniczonych (choć zakładam, że takich tutaj niewielu) i w bardzo dużym uproszczeniu: cel ekologiczny, to taki, którego koszty realizacji są proporcjonalne do korzyści. 
Założenie jest takie, że sięgasz w głąb siebie i zupełnie szczerze ze sobą sprawdzasz, co zyskasz, a co stracisz, realizując swój cel. Kiedy uznajesz, że jest dla Ciebie ekologiczny / przyjazny (daje Ci więcej korzyści niż strat i godzisz się na koszty jego realizacji), wówczas go realizujesz. 
Brzmi sensownie, prawda? Nawet mądrze 😉 Dlaczego w związku z tym zgłaszam veto? Pozwól, że wyjaśnię to na konkretnym przykładzie. Znowu wzoruję się na sesjach przeprowadzonych z moimi Klientami i tradycyjnie personalia ukrywam pod wdzięczną maską „Kowalskiego” 😉 
Otóż dzisiejszy Kowalski zajmuje wysokie stanowisko w swojej firmie. Czuje się też z tą firmą związany (pracuje w niej już ponad 6 lat). Niemniej jednak sesję coachingową zaczyna od stwierdzenia, że chce zmienić pracę, wciąż się waha, ale chce coaching przeznaczyć na to, by się do zmiany przygotować. Jego wymarzona opcja jest taka, że za pół roku przechodzi do innej, lepszej firmy.

Skoro Kowalski chce zmiany i wciąż się waha, to zadaję pytania, by mógł odkryć, co go powstrzymuje, a co wartościowego taka zmiana mu może przynieść. Zgodnie z tym, co mówi Kowalski:

  • do tej pory (przez ponad 6 lat) odpowiadał za cały – bardzo rozległy – obszar działania firmy; miał pełną swobodę decyzji i bardzo duży wpływ na funkcjonowanie firmy; obecnie (po zmianach zarządu) jego rola została ograniczona – odbiera to, jak redukcję i spodziewa się kolejnych posunięć w tym obszarze
  • chce pracować w warunkach takich, jak kiedyś, co oznacza dokładnie: kierować bardzo dużym obszarem działania firmy, podejmować decyzje, mieć pełny wpływ; Kowalski uznaje, że już sprawdził i wie, że po zmianach zarządu, w obecnej firmie tego mieć więcej nie będzie; uznaje, że może mu to dać tylko nowa firma
  • przez ostatnie 6 lat Kowalski był głuchy na rozwijanie swoich umiejętności specjalistycznych, ale za to zdobył dodatkową wiedzę i umiejętności przypisane menadżerowi wysokiego szczebla (uznaje, że tu proces odbywał się w równowadze: coś za coś)
  • jeśli zostanie w firmie, to będzie mógł dość łatwo korzystać z całej wiedzy, jaką ma o organizacji (nowej firmy musiałby się od początku nauczyć)
  • zostając w firmie musi się liczyć z kolejnymi redukcjami związanymi z jego rolą (już odbiera pierwsze sygnały, które jasno mu mówią, że proces jest w toku); Kowalski nie wyobraża sobie pozostania w firmie w takich warunkach, bo obawia się złośliwych uwag innych osób (czy wprost, czy też nie wprost wyrażonych, to będą one Kowalskiego dotykać); jednocześnie Kowalski mówi, że zaczynając pracę w nowej firmie może spokojnie pracować na niższym stanowisku, niż ma obecnie
  • rodzinna sytuacja Kowalskiego komplikuje się na tyle, że stabilność finansowa i wysokie dochody są dużym plusem i niemałą wygodą
  • Kowalski obawia się, że w jego wieku może długo szukać pracy (na takim stanowisku, jakie chce piastować)
  • Kowalski nie wyobraża sobie, aby mógł być zależny od swojej drugiej połowy (już samo poczucie bycia zależnym wywołuje u niego ciarki, a dodatkowo będzie o sobie myślał, że „staje się ciężarem”)
  • większość znajomych Kowalskiego to osoby zawodowo podobnie sytuowane, jak on; mając obecną pracę i opowiadając o tym, co robi, Kowalski czuje się po prostu dowartościowany (ma się czym pochwalić i jego znajomi rozpoznają sukcesy w jego działaniach, nawet jeśli nie trąbi wszem i wobec „uwaga, to mój sukces”) 
  • Kowalski najzwyczajniej w świecie lubi to, co robi; nie wyobraża sobie życia bez pracy („co by było, jakbym musiał siedzieć w domu? to nie do pomyślenia”)
  • dodatkowo Kowalskiemu zależy na jego zespole i ludziach, z którymi pracuje („to nie pierwsza moja praca i jak ją zmienię, to pewnie dobrze będzie mi się pracowało także z nowymi ludźmi… z tymi znam się ponad 6 lat, wielu z nich promowałem…”)
  • obecnie przełożony Kowalskiego ogranicza jego kompetencje; dodatkowo pomija go na drodze służbowej i bezpośrednio daje zadania jego ludziom, rozlicza ich z wykonania tych zadań, nie komunikuje Kowalskiemu, co z jego ludźmi robi i po co, często o ruchach personalnych w swoim zespole dowiaduje się po fakcie; do tego wszystkiego Kowalski czuje się przez szefa odpytywany i „jak na egzaminie”
  • Kowalski od dłuższego czasu nie ma też jasności co do kierunku działania firmy (w swoim obszarze oraz całościowo); przez to stracił w pracy poczucie sensu; kiedy kreował strategię, wówczas miał poczucie misji, wiedział, że to, co robi ma sens; obecnie ma poczucie, że cokolwiek zrobi będzie nie tak…
Kowalski zerka z dystansu na wszystko, co powiedział i decyduje, że najlepiej dla niego jest pracę zmienić. Ponieważ nie uśmiecha mu się perspektywa „bycia zależnym od kogokolwiek” i „nie wyobraża sobie życia bez pracy”, więc decyduje, że coaching jest mu potrzebny do tego, żeby przygotować się do tej zmiany tak, aby była dla niego najlepsza.
Wszystko niby gra, więc dlaczego z tyłu głowy zapala mi się czerwona lampka?
Dlatego, że słysząc, jak Kowalski o tych wszystkich rzeczach mówi wychwytuję tematy, które blokują mu dostęp do spokojnego oglądu sytuacji. Jasne, można mówić „sprawdzając ekologię swoich celów, potrzebujesz być w pełni szczery sam ze sobą”. Co z tego? Kowalski jest ze sobą megaszczery. Tematy, które w nim pracują są prawdziwe i kreują mu ogląd rzeczywistości. Z punktu widzenia Kowalskiego bardzo szczery i bardzo prawdziwy. Doprowadza to Kowalskiego do prawdziwego i szczerego „paragrafu 22″…

Słysząc to wszystko proponuję Kowalskiemu „eksperyment” 😉 Mówię mu, że słyszę, jaką podjął decyzję i słyszę także, jakie przesłanki nim kierowały. Pokazuję tematy, które wyłapałam z wcześniejszych wypowiedzi Kowalskiego, m.in.:

  • nie chcę być zależny
  • będę ciężarem
  • co o mnie ludzie powiedzą (w sytuacji degradacji w obecnej firmie)
  • relacja z obecnym szefem („toksyczne” wątki tej relacji)
  • ma być po mojemu oraz: tylko moje decyzje / mój wpływ dają mi poczucie sensu 
  • będę niepotrzebny (ten temat stoi m.in. za: „w moim wieku trudno będzie mi znaleźć pracę”)
  • itp.
Kowalski przystaje na to, by (w ramach „eksperymentu”) przepracować te tematy technikami Life Flow. Mówi, że nie bardzo wierzy w jakąś „neutralność podczas podejmowania decyzji”, o której mu opowiadam, szczególnie, że decyzję już podjął, ale co mu szkodzi, w końcu chce się do zmiany dobrze przygotować, więc trochę spokoju w tej zmianie mu się przyda…
Po sesji sprawdzamy, jak Kowalski obecnie myśli o zmianie pracy.
Kowalski mówi m.in.:

  • jak nie będę mógł znaleźć pracy, na której mi zależy, to najwyżej będę w domu; do roku (a to dla mnie długi czas) mogę spokojnie być w domu; w obecnej sytuacji to nawet wskazane, żebym się otworzył na inne tematy
  • po prostu porozmawiam z obecnym szefem i sprawdzę, co planuje w stosunku do mnie i firmy
  • szef się też teraz uczy, a moja wiedza o firmie (i nie tylko) może mu się przydać
  • na moje prowokacyjne: „a co powiedzą ludzie w firmie? co powiedzą Twoi znajomi?”, Kowalski odpowiada: „są ważniejsze rzeczy, na których potrzebuję się skoncentrować; ludzie zawsze coś będą o mnie myśleć i coś będą o mnie mówić”
  • dużo spokojniej na to patrzę; w obecnej sytuacji najlepiej będzie dla mnie, jak zostanę w firmie – mam tu już wypracowaną pozycję i więcej rzeczy mogę; w obecnej sytuacji oddech i spokojne rozejrzenie się, na czym stoję jest mi potrzebne; poza tym mogę lepiej się zająć tematami rodzinnymi mając mniej rzeczy w pracy na głowie
Właśnie dlatego nie wierzę już w coś takiego, jak ekologia celu.
Zadawanie pytań – szczególnie mocnych pytań w odpowiednim czasie – proszę bardzo i jestem za 🙂
Jednak podejmowanie „ekologicznej” decyzji w sytuacji, kiedy aktywne tematy w człowieku krzyczą i sterują nim na prawo i lewo, to już zupełnie coś innego. Pod tym się nie podpisuję.Pewnie Kowalski poradziłby sobie w życiu tak, czy siak. Gdyby jednak zdecydował, że nie chce ze swoimi tematami pracować i po prostu zmienia pracę, to też by się w tej decyzji „ułożył”. Niby nic by się nie stało…

czyżyk

Dzielę się wiedzą i doświadczeniem, bo pamiętam moment, kiedy po kilkunastu latach intensywnej pracy rozwojowej życie pokazało mi że tę olbrzymią pracę "transformacyjną", jaką zrobiłam, mogę sobie między bajki włożyć... Pamiętam frustrację, kiedy każdy atom mnie wrzeszczał, że chce zmiany, ale narzędzia okazywały się niewystarczające (a miałam ich na wtedy już całe mnóstwo). Tak trafiłam na Life Flow. Dziś się nim z Tobą dzielę, bo po sobie i Ludziach, z którymi pracuję, wiem, że warto :) Jeśli moja wiedza pomoże Tobie lub komuś innemu uniknąć takiego testu, jaki ja przeszłam, to choćby sama ta świadomość powoduje, że promienieję :D Ty też się ze mną podziel :D Napisz mi poniżej, co myślisz o tym artykule :) Co Ci pokazał? Jak Cię zaskoczył (a może wcale nie...)? Co było w nim dla Ciebie najbardziej ciekawe? Twój komentarz jest dla mnie istotny :D