coachingowy efekt jojo

W środowisku treningowo-coachingowym tajemnicą poliszynela jest coachingowy efekt jojo. Nie mówi się o nim głośno. W wielu kręgach jest to wręcz temat tabu i mimo ewidentnych dowodów jego występowania część trenerów i coachów zachowuje się tak, jakby nigdy nie istniał…

 

Z uwagi na powyższe, wiem, że ten wpis może mi przysporzyć przeciwników. Może nawet wkładam kij w mrowisko… Cóż, ktoś to zrobić musi 😉 Nie jest moim celem nikogo „oczerniać”, tylko powiedzieć o zjawisku, więc posłużę się własnym przykładem. Jeśli tak mogę to ująć, bo w tym case’ie ja robię za coacha, a mój Klient (na potrzeby tego wpisu) przybiera wdzięczną maskę „Kowalskiego” 😉

 

Z tym Kowalskim pracowałam 3 lata temu. Wówczas przygotowywał się do objęcia wyższego stanowiska i firma, w której pracuje postawiła na to, by nauczył się myślenia strategicznego i systemowego oglądu sytuacji. W związku z tym Kowalski wziął udział w szkoleniu „myślenie systemowe”, gdzie dostał kilka przydatnych narzędzi oraz przeszedł przez proces coachingowy.

 

W ramach procesu coachingowego, który miał miejsce ponad 3 lata temu, Kowalski m.in. pracował z całym zestawem swoich przekonań typu: „nie ważne jak, liczy się, żeby było szybko”, „w biznesie tylko szybkość działania daje przewagę”, „lepiej popełniać błędy robiąc pięć razy więcej niż trzeba, niż popełniać je siedząc i dumając” itp. Ta szybkość w działaniu pomogła mu znaleźć się na stanowisku, które wówczas piastował. Jednocześnie firma – widząc w nim potencjał – potrzebowała, aby patrzył na niektóre rzeczy bardziej globalnie, by podejmował decyzje uwzględniając wszelkie ryzyko i by zwracał uwagę na możliwe konsekwencje. Firma potrzebowała odnaleźć w Kowalskim stratega, a Kowalski chciał tego stratega w sobie karmić tak, by ten wzrastał w siłę i by utorował mu drogę na wyższe stanowisko 😉

 

Więc Kowalski pracował… Na koniec procesu coachingowego myślał i mówił, że szybkość działania jest istotna i ważne jest także, aby wziąć pod uwagę wszelkie perspektywy. Mówił, że można popełniać błędy i dobrze jest wyciągać z nich wnioski (podczas jednej z sesji zauważył, że jego ciągłe gnanie do przodu powodowało, że kilka razy – w różnych sytuacjach – popełniał ten sam błąd, a mógł przecież wcześniej się już na nim nauczyć…).

 

Jego przełożeni dali sobie na decyzję jeszcze 3 miesiące (po procesie coachingowym Kowalskiego), bo chcieli sprawdzić, czy aby na pewno Kowalski się zmienił i w praktyce myśli bardziej globalnie i strategicznie, zamiast „rzucać się w wir akcji, bez przemyślenia sytuacji”.
Sprawdzili.
Okazało się, że z Kowalskim rozmawia się teraz zupełnie inaczej – potrafi wybiegać w przyszłość, uwzględniać konsekwencje, podawać argumenty uwzględniające różne punkty widzenia (biznes, interes firmy, odbiór klientów, własne wartości, perspektywę pracowników itp.); przychodzi, jak dawniej z gotową decyzją, ale teraz dodatkowo potrafi podać jeszcze 2 lub trzy alternatywy działania.
Po takim teście praktycznym Kowalski awansował 🙂 Wszyscy uznaliśmy, że proces rozwojowy (w tym przypadku i szkolenia, i coaching) odniósł pożądany skutek i Kowalski może mówić o swoim sukcesie 🙂

 

Kilka miesięcy temu moje i Kowalskiego ścieżki znów się spotkały. Nadal piastuje on to wyższe stanowisko, na które ponad dwa lata temu awansował. Jego przełożeni mają go za dobrego menadżera i dobrego (choć nie wybitnego) stratega. Teoretycznie wszystko działa bez zarzutów, tymczasem ja mam okazję widzieć Kowalskiego w akcji i zauważam, że:

  • skraca dyskusję swojego zespołu; on już wie, co trzeba zrobić i mówi o tym zespołowi (wydaje polecenia, mówi „zrobimy tak”), nie tłumaczy pobudek swojej decyzji, przez co zespół nie ma szans samodzielnie przeanalizować sytuacji, nie może też się uczyć przyjmując perspektywę Kowalskiego… 
  • kiedy pojawiają się błędy, nie analizuje ich powodów (a z boku wygląda to tak, że analiza powodów mogłaby mu dać dostęp do innej perspektywy postrzegania procesu; możliwe, że znalazłby wówczas rozwiązania); po prostu opierd…. i idzie dalej
  • szybko się denerwuje, kiedy ktoś (w jego ocenie) przedłuża temat; życzy sobie informacji podanych skrótowo: „same fakty, najlepiej 3 istotne, a resztę później”
  • sam Kowalski zaprosił mnie do współpracy,bo tym razem chce, abym „rozwinęła świadomość jego pracowników”, co oznacza dla niego dokładnie tyle, że jego ludzie będą mieli wewnętrzne parcie na to, by być pierwszymi w firmie i na rynku…

 

To wszystko dzieje się w innym kontekście, więc ani Kowalski, ani jego przełożeni, nie widzą, że u podłoża obecnych zachowań (podobnie zresztą, jak u podłoża zachowań, które kiedyś zaprowadziły Kowalskiego do procesu coachingowego) leży ten sam temat.
W przypadku Kowalskiego jest to dokładnie: „jak nie zdążę, to znowu będę winny”, „jak się spóźnię, to skrzywdzę innych”, „jak nie będę pierwszy, to zostanę sam”.

 

Nie mam zgody Kowalskiego, by opowiadać tutaj, co się w jego życiu działo, że na bardzo głębokim poziomie, tak właśnie czuł.

W każdym razie, kiedy powiedziałam Kowalskiemu o moich spostrzeżeniach i zaproponowałam mu jedną sesję Life Flow Coachingu, aby sobie z tym tematem raz na zawsze poradził, odpowiedział, że to dobry pomysł.

 

Myślisz, że po sesji Kowalski zaczął zachowywać się, jak ślimak? Otóż nie 🙂 Nadal działa szybko – już taki temperament 🙂 To, co mnie jednak utwierdza w przekonaniu, że wcześniej miałam do czynienia z efektem jojo, to fakt, że ok. dwa tygodnie po sesji coachingowej, Kowalski powiedział, że teraz w końcu rozumie, co znaczy patrzeć na tę samą sytuację z różnych perspektyw. Powiedział, że był jak Pinokio w brzuchu wieloryba: pływał w wielgachnym żołądku i myślał, że to ocean; teraz, kiedy wydostał się z zamknięcia na otwarte wody, dopiero rozpoznał, czym prawdziwy ocean jest… Teraz w końcu może o sobie powiedzieć, że widzi rzeczy w firmie systemowo.

 

A przecież podczas sesji Life Flow Coachingu zupełnie nie pracowaliśmy z systemowym myśleniem. Kowalski „tylko” wyczyścił sobie tematy: „jak nie zdążę, to znowu będę winny”, „jak się spóźnię, to skrzywdzę innych”, „jak nie będę pierwszy, to zostanę sam”…

 

Myślę, że z wieloma narzędziami, którymi obecnie dysponuje coaching właściwy, jest jak z pozytywnymi afirmacjami. Możesz codziennie powtarzać sobie przed lustrem „cieszę się, że jestem pewny siebie i dobrze wypadnę na spotkaniu”. Możesz w drodze do pracy słuchać motywacyjnych pływ. Możesz sobie mówić wiele rzeczy na temat swojej pracy, zdrowia, rodziny, emocji, bogactwa etc.
Afirmacje będą działały tak długo, jak długo będziesz wkładał energię, by je karmić. Kiedy przestaniesz, przestaną też działać i wrócisz do szarej rzeczywistości. Może nie stanie się to godzinę później, może nie dwa tygodnie później, ale z dnia na dzień, niezauważenie, Twoja wcześniejsza rzeczywistość będzie coraz bliżej…
Dlaczego? Ponieważ, kiedy afirmujesz działają w Tobie dwa różne obrazy. Jeden, który cały czas malujesz mówiąc sobie, jaki jesteś wspaniały, pewny siebie, śmiały, spokojny, otwarty na ludzi etc. Drugi – biologicznie zapisany głęboko w mózgu – który niesie dla Ciebie zupełnie inny przekaz. Tak długo, jak wykorzystujesz swoją energię, by pierwszy obraz rozbudować tak, aby przykrył ten drugi, Twoje afirmacje działają. Co się jednak stanie, kiedy przestaniesz go karmić energią? Co się stanie, kiedy wyblaknie, zmniejszy się, rozsypie?

 

I pomyśleć, że wystarczy jedynie odkryć, na jakim fundamencie opiera się drugi obraz i ten fundament usunąć (pisząc fundament mam na myśli pierwsze biologiczne zakłócenie, które miało miejsce w naszym Life Flow). Proste, łatwe, przyjemne 🙂 a nade wszystko SKUTECZNE 🙂

czyżyk

Dzielę się wiedzą i doświadczeniem, bo pamiętam moment, kiedy po kilkunastu latach intensywnej pracy rozwojowej życie pokazało mi że tę olbrzymią pracę "transformacyjną", jaką zrobiłam, mogę sobie między bajki włożyć... Pamiętam frustrację, kiedy każdy atom mnie wrzeszczał, że chce zmiany, ale narzędzia okazywały się niewystarczające (a miałam ich na wtedy już całe mnóstwo). Tak trafiłam na Life Flow. Dziś się nim z Tobą dzielę, bo po sobie i Ludziach, z którymi pracuję, wiem, że warto :) Jeśli moja wiedza pomoże Tobie lub komuś innemu uniknąć takiego testu, jaki ja przeszłam, to choćby sama ta świadomość powoduje, że promienieję :D Ty też się ze mną podziel :D Napisz mi poniżej, co myślisz o tym artykule :) Co Ci pokazał? Jak Cię zaskoczył (a może wcale nie...)? Co było w nim dla Ciebie najbardziej ciekawe? Twój komentarz jest dla mnie istotny :D