2

5 wskazówek, jak skutecznie rozpoznać toksycznego partnera. Nie ryzykuj! Sprawdź zanim znowu wejdziesz w piekielny związek!

W tym artykule znajdziesz kilka wskazówek, jak w sobie (w dobrym kontakcie ze swoim ciałem i serduchem) sprawdzić, czy Człowiek, o którym zaczynasz myśleć, by się z nim związać, jest partnerem Twojej duszy, czy też Twoich traum…

Po co Ci taka wiedza? Cóż… Jeśli kiedykolwiek miałaś wrażenie, że działasz jak magnes na niewłaściwych facetów, to wiesz po co… Jeśli znasz z doświadczenia, czym są toksyczne relacje, to też wiesz dokładnie, z jakich powodów warto sprawdzić, czy wchodzisz w kolejny piekielny związek, czy też znalazłaś partnera do którego Twoja dusza śpiewa.

Niestety toksyczne relacje działają, jak prawo: jego nieznajomość nie zwalnia Cię z konsekwencji 🙁 Dlatego, zanim po raz kolejny dasz się złapać w pułapkę „miało być pięknie, a wyszło jak zwykle”, odsłoń maskę swojego potencjalnego partnera i sprawdź, z kim masz do czynienia. Poniżej dowiesz się jak, to zrobić 🙂

 

 

 

Sznury „energetyczne” to jeden z głównych mechanizmów, na bazie których Ludzie dobierają się w pary. Więcej o samych sznurach, źródle ich powstawania i dynamice działania możesz przeczytać tutaj >>> Na potrzeby tego artykułu wspomnę jedynie, że kiedy między Tobą, a Twoim potencjalnym partnerem takie sznury się tworzą, to nie jest to nic dobrego 🙁

Dlaczego? Ponieważ są one kanałem komunikacji dla zdecydowanej większości toksyki, która w Waszym związku jest. Nawet jeśli jej świadomie nie odczuwasz i dzieje się ona „tylko” w polu i na poziomie podświadomości. Jeśli kiedykolwiek pociągał Cię Człowiek, którego nawet nie lubiłaś, to możesz być pewna, że toksyczne sznury „energetyczne” miały z tym co nieco wspólnego…

W jaki sposób sznury wpływają na to, że lądujesz w związku (krótszym, dłuższym, lub przygodnym) z niewłaściwym partnerem?

  • Zaburzają Twoją ocenę sytuacji i uznajesz za atrakcyjnego i pociągającego Człowieka, który nosi w sobie zapis takich traum i obciążeń, które docelowo będą doprowadzać Cię do szału lub rozpaczy…
  • Wydaje Ci się, że przeżywasz miłość od pierwszego wejrzenia, zakochanie, lub tę jedyną „chemię” właśnie z tym Człowiekiem i z nikim innym… Ważne: uważaj, żebyś nie pomyliła tego z prawdziwą miłością. Ten dreszczyk i motyle w brzuchu, to specyficzna mieszanka uniesienia i sznurowego przyciągania 🙁 
  • Lgniesz do Człowieka, z którym zasznurowana jesteś bez względu na to, co robi (w tym lgnięciu jesteś mu w stanie wieeeeele wybaczyć, na mnóstwo rzeczy przymknąć oko i w wielu sytuacjach go wytłumaczyć).
  • „Życie” Ci potwierdza, że masz z tym drugim kimś szczególną więź, np. kiedy o nim intensywnie myślisz, to on do Ciebie dzwoni… Telepatia? Niestety nie – toksyczne sznury!
  • Nie potrafisz przestać o nim myśleć. Jego obraz cały czas Ci towarzyszy nawet, kiedy starasz się skupić na czymś innym.

 

Z ŻYCIA WZIĘTE:

Na spotkaniu otwartym, na którym mówiłam o metodach dotarcia do swojej Zdrowej Pełni, była kobieta – trzydziestoparoletnia, ładna, uśmiechnięta, inteligentna i z dużą werwą. Kiedy na nią patrzyłaś to z zewnątrz wydawała się obrazkiem sukcesu.

Kiedy jednak zaczęła dzielić się swoim kłopotem, to okazało się, że „nie ma szczęścia do facetów” (jak sama podsumowała). Albo pociągają ją żonaci faceci i zawsze jest „tą drugą”, albo – kiedy już mówi dość i decyduje się na zdrową relację, to – trafia na zajętego faceta, który na dodatek kłamie i utrzymuje, że jest wolny. Kiedy ona się już zaangażuje, to znowu ląduje w tym samym bagnie i jest „tą drugą” 🙁

Zaczęła o tym opowiadać, bo właśnie była w sytuacji, że tydzień wcześniej poznała mężczyznę i czuła te same motyle w żołądku. Tym razem jednak dopytała i upewniła się, czy facet jest wolny. Nie jest! To, jak się jednak okazuje, w niczym jej nie przeszkadza. Choć to zbyt duże uproszczenie… Przeszkadza, bo cały czas bije się z myślami, że ma już dosyć związków – niezwiązków. Nie chce być już więcej kołem ratunkowym. Nie chce być odstawiana na boczny tor za każdym razem, jak „jej” partner dostanie telefon od żony. To jej zdecydowanie przeszkadza.

Czy jednak wpływa to na jej gotowość wejścia w tę relację? Nic a nic! Od tygodnia cały czas o nim myśli. O tym, jaki jest przystojny. Jak dobrze im się rozmawiało. Jak szybko między nimi coś „kliknęło”. Jak po pół godzinie kończyli nawzajem swoje zdania. Jak niemal czytali sobie w myślach. Jakie pisze do niej smsy. Jak przechodzą ją ciarki na dźwięk jego głosu w słuchawce… Teraz to już na pewno to jest ten jedyny… Gdyby tylko nie miał żony…

Zaczynamy pracować w piętnastominutowej sesji demo. Kobieta o której mówię sprawdza najpierw, jak zareagowała w pierwszej chwili, gdy tego faceta zobaczyła. Okazuje się, że oprócz motyli w brzuchu czuje ewidentne sznury tworzące się pomiędzy nią, a nim… Namierzamy zapis traum, na bazie których te sznury powstały. Kobieta uzdrawia w sobie te traumy, a piętnaście minut później na pytanie, jak teraz sobie wyobraża związek z tym facetem, odpowiada: „Jaki związek? Przecież on ma żonę!  Musiałabym na głowę upaść. Ja wiem, co to znaczy i nie zamierzam kolejny raz wchodzić do tej samej rzeki. Poza tym nie pytałabyś mnie o to, gdybyś go widziała… W tym swetrze wyglądał co najwyżej wieśniacko. Ja cenię sobie klasę. Szybko wyszłoby, że do siebie nie pasujemy.” 

Zawiesza głos… Właśnie usłyszała, co powiedziała. Mruga szybciej oczami, jakby dawała sobie czas na zauważenie w sobie wszystkich tych myśli i odczuć z nimi związanych. Chwilę po tym zaczyna się śmiać. Najpierw cicho, a później coraz głośniej. Z samego brzucha. Patrzy na mnie i śmiejąc się dalej mówi: dziękuję 🙂

 

JAK SPRAWDZISZ, CZY JESTEŚ ZESZNUROWANA Z POTENCJALNYM PARTNEREM?

Wyobraź sobie, że dookoła Ciebie jest skorupka (niczym skorupka jajka). Ty jesteś wewnątrz. Zupełnie bezpieczna. Wewnątrz tego jajka znajdujesz się tylko Ty; Twoja energia i Twój wszechświat. Pooddychaj kilkukrotnie tak, aby dobrze poczuć swoje ciało w tej bezpiecznej i własnej przestrzeni. 

Teraz – poza skorupką jajka, w odległości około 2 metrów od niej – wyobraź sobie osobę, z którą chcesz sprawdzić, czy i jakie sznury masz.

Kiedy już zobaczysz tę osobę, to znów skoncentruj się na wnętrzu skorupki jajka; na sobie i swoim, bezpiecznym wszechświecie. Za moment (kiedy będziesz gotowa) rozpuścisz skorupkę wokół siebie i gdy Twój energetyczny wszechświat będzie mógł się zmieszać z energią wybranej przez Ciebie osoby, wówczas sprawdzisz, ile sznurów masz z tą osobą. Jeszcze kilka oddechów w bezpiecznej przestrzeni i…

Rozpuszczasz skorupkę jajka.

Możesz zobaczyć, poczuć, lub po prostu wiedzieć, jak pomiędzy Tobą, a wybraną przez Ciebie osobą zawiązują się energetyczne sznury (tak naprawdę one były tam już wcześniej, ale teraz je widzisz, więc masz poczucie, że się zawiązują w tej właśnie chwili). Jeśli ich nie widzisz, to spokojnie oddychaj. Możesz też te sznury poczuć. W tym przypadku możesz poczuć ukłucie, zewnętrzny nacisk, lub ciągnięcie z jakiegoś punktu w Twoim ciele w stronę tej drugiej osoby. Sprawdź (zobacz lub poczuj), w jakich miejscach w Twoim ciele te sznury się kotwiczą (do których części Twojego ciała są przyczepione). 

Wybierz jeden z tych sznurów (którykolwiek lub ten, który Cię najbardziej interesuje; intuicyjnie najbardziej jesteś go ciekawa).

Wejdź całą sobą w to miejsce ciała, w którym ten sznur się kotwiczy. Ważne, żebyś wchodziła w to miejsce od strony swojego ciała, a nie od strony sznura. Oznacza to, że cały czas jesteś sobą, swoim ciałem i w swoim ciele. W żadnym momencie nie jesteś częścią sznura, choć możesz ten sznur widzieć i czuć. Kiedy wchodzisz w punkt przyczepu sznura do Twojego ciała, to możesz mieć poczucie, jakby cała Twoja istota (cała esencja; cała Ty) przelewała się do tego miejsca ciała… 

Kiedy już jesteś w punkcie przyczepu sznura (od strony swojego ciała) wówczas oddychasz kilka razy, by dobrze poczuć siebie tu właśnie. 

Teraz sprawdź, jak się w tym miejscu czujesz. Jaka emocja Ci towarzyszy? Jak reaguje na tę emocję całe Twoje ciało?

Pozwól sobie usłyszeć (lub po prostu wiedzieć), jaki komunikat przepływa do Ciebie od strony sznura. Otwórz się na tę wiedzę. Możesz usłyszeć konkretną rzecz. Możesz mieć przeświadczenie, że to to. Może to być pierwsze, co Ci przyjdzie na myśl. Możesz też nic nie słyszeć i nie czuć, ale po prostu wiedzieć, że to ten konkretny komunikat dostajesz.

Teraz pozwól sobie wiedzieć i poczuć, co sama wysyłasz po sznurze. Oddychaj. Poczuj siebie i sprawdź, co z Twojej strony idzie w odpowiedzi w stronę sznura.

 

Cokolwiek namierzysz, jako treści płynące po sznurach, możesz być pewna, że właśnie te treści będziesz mielić w Waszym związku (jeśli do niego dojdzie). Kiedy przykładowo znajdziesz przepływ emocji typu:

  • od niego do mnie złość i miłość, a 
  • ode mnie do niego smutek i rozczarowanie…

Lub komunikaty:

  • od niego do mnie: nie możesz mnie opuścić; jesteś tylko moja; jak ja Cie nie będę miał, to nikt Cię nie dostanie,
  • a od Ciebie do niego: muszę się uwolnić, puść mnie błagam, przecież i tak o mnie nie dbasz…

to mogę Ci obiecać, że właśnie tego będziesz doświadczać w Waszym związku.

 

Dzyń – dzyń – dzyń!

To ostatni dzwonek, więc zdecyduj, czy na pewno tego właśnie chcesz.

 

 

 

 

Mój młodszy syn, „chwilę” temu przechodził fazę na przysłowia. Był czas, kiedy kilka dni z rzędu powtarzał: jak Cie widzą, tak Cię piszą, a ja za każdym razem – mimowolnie i bezwiednie – poprawiałam na: jak SIĘ widzą, tak Cię piszą. Później zauważyłam, co robię i miałam z siebie niezły ubaw 😉 Ale już na poważnie: według mnie, to przysłowie właśnie tak powinno brzmieć: JAK SIĘ WIDZĄ, TAK CIĘ PISZĄ.

Mechanizm projekcji jest w psychologii szeroko znany. Klasyczne podejście zakłada, że jest to nieświadomy mechanizm obronny. Z perspektywy dynamiki subkomórkowej sama projekcja jest z deka bardziej złożonym procesem. Na teraz mniej istotne jest, jakie są podwaliny jej działania. Dla naszego celu (zweryfikowania, czy Twój potencjalny partner wchodzi w związek razem z pakietem całej toksyki, czy też nie), ważniejsze jest, jak projekcja skutkuje w związku i czy jej podlegasz…

W pierwszej kolejności warto wiedzieć, że projekcja jest procesem rzutowania na zewnątrz (zazwyczaj na innych Ludzi) stłumionych części siebie lub innych cech (zarówno takich, których w sobie nie tolerujesz, jak i takich, jakie byś chciała mieć). A to niesie podstawową implikację: jeśli wydaje Ci się, że Człowiek, o którym myślisz, że jest jakiś, faktycznie taki jest, to masz rację: faktycznie CI SIĘ WYDAJE!

W praktyce oznacza to, że obraz potencjalnego partnera, jaki masz w głowie, może być nietrafiony… Może Ci się wydawać, że ten Człowiek jest czuły, kochający i troskliwy, kiedy tak naprawdę są to cechy, jakie byś bardzo chciała w nim zobaczyć i niestety nie mają nic wspólnego z jego rzeczywistością. Może być tak, że widzisz go, jako zaradnego i przedsiębiorczego, kiedy w rzeczywistości on ma dwie lewe ręce… Albo wręcz przeciwnie: możesz psy na nim wieszać, gdy on jest Bogu ducha winny.

Niestety, gdy Twój obraz Człowieka jest zniekształcony… Szczególnie, gdy jednocześnie działają toksyczne sznury i właśnie przeżywasz „zakochanie”… Możesz ulec pułapce percepcji i nie zauważyć, że Człowiek, do którego wzdychasz, to kolejna powtórka z rozrywki. Możesz nie zauważyć, że wejście w taki związek łączy się z ogromnym ryzykiem i z góry jest skazane na niepowodzenie (lub po prostu okupione Twoim przyszłym cierpieniem).

 

Z ŻYCIA WZIĘTE:

Jakiś czas temu pracowałam z kobietą, która w swojej dziedzinie jest niesamowitym ekspertem. Mało kto w Polsce (a może i na świecie) dorównuje jej wiedzą w obszarze jej specjalizacji. Zaczęła ze mną pracować, bo jak sama mówiła „nie potrafiła się sprzedać”.

Dokładnie oznaczało to, że miała wszystkie zasoby, aby zacząć własny biznes i by odnieść w nim sukces. Miała wiedzę, kontakty, pieniądze, zaufanie potencjalnych partnerów… a jednak wciąż wchodziła w rolę eksperta w różnych projektach międzynarodowych, gdzie zarabiała dobrze, ale – jak sama szacowała – może 0,04 tego, co mogłaby zarobić, gdyby ten projekt prowadziła pod własną marką.

Gdzie zatem leżał problem? Cóż… mimo całej listy zasobów, wciąż słyszała te upierdliwe głosy w głowie: „nie możesz”, „jeszcze nie teraz”, „nie nadajesz się”, „musisz się lepiej przygotować”, „musisz znać odpowiedzi na wszystkie potencjalne pytania zanim zaczniesz”, „wydaje ci się, że kim jesteś?”, „jak ktoś Cię zaskoczy, to od razu się przekona, że jednak się nie nadajesz”, „nie zasługujesz”, „prędzej, czy później powinie ci się noga i wówczas świat się na tobie pozna” itp. itd. …

Zaczęłyśmy pracować i mimo, że robiła szybkie postępy, więc jej sposób myślenia o sobie zmieniał się z sesji na sesję w geometrycznym tempie, to jednak wciąż nie potrafiła zdrowo wyjść z ograniczającej ją współpracy z jednym partnerem… a to wstrzymywało zupełnie jej własny projekt.

Po lepszym i głębszym rozpoznaniu tematu okazało się, że to nie w tej współpracy trzyma ją romantyczna wizja, że może kiedyś i może jakoś zwiąże się z człowiekiem, który po stronie jej partnera biznesowego był odpowiedzialny za projekt, w którym brała udział. Czy się na to zanosiło? trudno powiedzieć, bo żadne z nich nigdy nie zrobiło kroku ku sobie tak, by poznać się lepiej na prywatnym gruncie (nie mówiąc już o polu związkowym…). Z jakiego powodu on nie wykonał tego kroku? Nie wiem. Dlaczego ona tego nie zrobiła? Ponieważ do tamtej pory cały czas tkwiła we wzorcu nieśmiałej, szarej myszki, która na nic nie zasługuje (również na miłość i dobrego partnera). Nie przeszkadzało jej to jednak snuć marzenia i wzdychać do swoich sennych wizji. Co więcej miała poczucie, że jeśli rozwiąże tę współpracę, to w jakimś stopniu zdradzi tego Człowieka… więc tkwiła w tym układzie mimo, że był on dla niej mało korzystny.

Dopytana, z jakich powodów marzy o tym mężczyźnie, podzieliła się ze mną całą listą jego przymiotów 😉 Jeśli kiedyś słyszałaś, kim jest książę z bajki, który pokonuje zionącą ogniem poczwarę, żeby na białym rumaku wjechać dumnie na dziedziniec i uratować swoją księżniczkę, to daję słowo – to ten facet! Przynajmniej z opisu tak wynikało 😉

No rozumiem. Trudno jest zrezygnować z księcia… Rzecz w tym, że w dzisiejszym świecie książęta zdarzają się raczej rzadziej niż częściej 😉 dlatego zaproponowałam jej, aby sprawdziła, na ile obraz tego faceta jest wynikiem jej projekcji (Ty procedurę, która pozwoli Ci to sprawdzić, dostaniesz w dalszej części artykułu, więc spokojnie dalej czytaj 😉  ). Podeszła do tego z rezerwą, twierdząc, że nie musi niczego sprawdzać, bo praca zawodowa nauczyła ją wnikliwie patrzeć na wszystko, co Ludzie sobą prezentują. Mówiła, że potrafi dokładnie rozpoznać charakter Człowieka, bo ma w tym obszarze ogromne doświadczenie i jest dobrym obserwatorem…

Ponieważ jednak wcześniejsze moje propozycje wyszły jej na dobre, więc zaufała i zaczęła sprawdzać. Nie powiem… weszła w tę procedurę z lekkim przekąsem chcąc mi i sobie udowodnić, że jednak jest tak, jak mówiła 😉 Kiedy sprawdziła okazało się, że spora dawka tego, w jaki sposób postrzega tego mężczyznę, jest wynikiem jej chciejstw i lgnięcia do konceptu rycerza, który ją uratuje i będzie dla niej opoką – będzie mógł dla niej i za nią mierzyć się ze światem.

Skoro powiedziała A, to powiedziała i Z 😉 i w następnym kroku uzdrowiła te traumy i uszkodzenia, które w jej przypadku warunkowały projekcję. Gdy skończyła, zapytałam ją, na ile teraz widzi potencjalny związek z tym mężczyzną, jako atrakcyjny i dla niej wartościowy. W pierwszej kolejności powiedziała, że nie wie i że musi to przez chwilę przemyśleć. Zrobiłyśmy przerwę. Gdy do mnie wróciła, powiedziała coś, czego się nie spodziewałam… Powiedziała: „wiesz, mam poczucie, że on jest, jak ja, jak ty, czy jak ktokolwiek inny. Ma swoje za uszami i ma też takie cechy, które można doceniać w mężczyźnie. Czy jest atrakcyjnym partnerem dla mnie? Nie mam zielonego pojęcia. Głos rozsądku mówi mi, że przecież ja tego nigdy nie sprawdziłam. Ja nawet nie wiem, czy prywatnie miałabym z nim o czym rozmawiać… A jeśli nie? Jeśli cały czas rozmawialibyśmy o pracy? Mi teraz w głowie dźwięczy zupełnie inne pytanie, niż to, czy on jest atrakcyjnym partnerem. To o co pytałaś nie ma dla mnie większego znaczenia. Ważniejsze jest to, dlaczego ja niby miałabym potrzebować kogoś, kto miałby mnie uratować. Przecież w życiu to ja sobie całkiem dobrze radzę. To przed czym ja niby potrzebuję być uratowana? Jak o tym mówię, to zaczynam się denerwować, więc to raczej tutaj wybrzmiewa coś, nad czym się warto pochylić…”

 

 

JAK SPRAWDZISZ, CZY PROJEKTUJESZ NA POTENCJALNEGO PARTNERA, SWOJE LGNIĘCIA I CHCIEJSTWA?

Po pierwsze się wycisz. Usiądź tak, aby Ci było wygodnie. Skoncentruj się na oddechu i poczuj dobrze swoje ciało, kiedy oddech w nie wpływa i z niego wypływa. Jesteś w sobie. Czujesz jak w rytm oddechu wpukla i wypukla się Twoja klatka piersiowa.

Wyobraź sobie, że masz przed sobą kulkę zrobioną z przeźroczystej galaretki (może wyglądać, jak kulka zrobiona z bezbarwnej, półpłynnej żelatyny).

Przywołaj obraz Człowieka, o którym myślisz, jak o swoim potencjalnym partnerze. Myśląc o nim, wrzuć do tej przeźroczystej kulki wszystkie epitety, jakimi go określasz. Jaki on według Ciebie jest? Kim dla Ciebie jest? Jak go nazywasz i jak o nim myślisz? Wszystkie te określenia wrzuć do galaretkowatej kulki.

WAŻNE: im mniej cenzury, tym lepiej. Nikt tego nie słyszy! Wrzucaj wszystko, co kiedykolwiek o nim pomyślałaś. Najlepiej, jak wrzucisz w tę kulkę całość emocji, jaka tym myślom towarzyszyła. Im szczerzej dla siebie i ze sobą to zrobisz, tym bardziej wiarygodny rezultat uzyskasz.

Kiedy już wszystkie epitety wrzuciłaś do tej kulki, to możesz się jej z ciekawością przyjrzeć… Wciąż jest przeźroczysta? Wciąż o takiej samej konsystencji? Jest taka sama, czy zaszła w niej jakaś zmiana?

A teraz pozwól, żeby ta kulka się do Ciebie zbliżyła. Pozwól, żeby w Ciebie wniknęła i całkowicie się w Tobie rozpuściła. 

Kiedy to wnikanie i rozpuszczanie dzieje się naturalnie. Masz przy tym całkowity spokój (może nawet błogość) i kulka rozpuszcza się w Tobie w taki sposób, że nie można rozróżnić, gdzie jesteś Ty, a gdzie ona, to możesz odetchnąć 😉 Wygląda na to, że określenia, jakie Ci się kojarzą z Twoim potencjalnym partnerem nie wynikają z Twojej projekcji 😉

Jeśli jednak na którymkolwiek etapie (zbliżanie się do Ciebie, wnikanie kulki w Ciebie, całkowite w Tobie rozpuszczenie) czujesz opór… jeśli którykolwiek etap tego procesu choćby minimalnie wytrąca Cię z Twojego spokoju… to znaczy, że WYDAJE CI SIĘ, że Twój potencjalny partner jest taki, jakim go widzisz. Oznacza to, że na teraz nie wiesz tak naprawdę, jaki on jest, bo Twoja ocena jego osoby jest mocno zaburzona poprzez Twoje projekcje. A to może średnio wróżyć Waszemu związkowi… Dlaczego? Bo prędzej, czy później skonfrontujesz się z tym, że rzeczywistość jest inna, niż sobie wyobrażałaś… I co wówczas? 

 

 

 

 

Żeby zacząć mówić o telegonii (w społeczeństwie, w którym się generalnie o niej nie mówi), warto zacząć od początku – czyli od tego, czym telegonia w ogóle jest… W dużym skrócie (i pewnym uproszczeniu) telegonia to proces przekazywania cech, który polega na tym, że dziecko może dziedziczyć cechy nie tylko swojego biologicznego taty, ale także wcześniejszych partnerów swojej mamy.

O i tutaj mogę rozpętać burzę w szklance wody, bo o telegonii:

  • albo ktoś nigdy nie słyszał,
  • albo słyszał i uznał, za wierutną bzdurę, a Ludzi, którzy o niej mówią, za świrusów,
  • albo przekonał się, że ona jednak jest i że działa, a teraz szuka sposobu na frywolny seks, którego nie okupi skopiowaniem masy śmiecia od partnera,
  • albo wie, że ona jest i świadomie zdecydował się, na monogamiczne życie lub celibat,
  • albo wie, że telegonia jest, ale ponieważ do tej pory nie znalazł na nią dobrego sposobu, więc uznał, że ma ją w d**** (co samo w sobie jest błędem, bo programy, jakie ktoś zbiera poprzez telegonię zapisują się jednak w innym miejscu 😉  ),
  • albo…

Bez względu na to, do której kategorii należysz, ten artykuł nie jest po to, by prowadzić tutaj dysputy na temat telegonii samej w sobie, więc jeśli Twoja percepcja i obraz świata ją pomija, to równie dobrze możesz pominąć tę część artykułu i skorzystać z innych wskazówek, które znajdziesz w pozostałych częściach tego wpisu.

Ponieważ celem tego artykułu jest rozpoznanie, czy potencjalnego partnera wybierasz z potrzeby duszy, czy na bazie traum i innych toksycznych obciążeń, więc skupię się tutaj jedynie na tym aspekcie telegonii, który bezpośrednio wpływa na wybór partnera. Nie jest to kluczowy kawałek telegonii, ale jednak jest to kawałek istotny.

Do rzeczy. Po pierwsze stoję na stanowisku, że telgonia istnieje, działa i w społeczeństwie, w którym stawia się na wolny seks i antykoncepcję – ma się całkiem dobrze.

Po drugie wiem, że oprócz kwestii związanej z dziedziczeniem cech, a więc oprócz aspektu związanego mocno z dzieckiem, ma ona także spory komponent związany z samą mamą. Otóż: jeśli lądujesz z kimś w łóżku, to w zdecydowanej większości przypadków (ze świecą szukać innych sytuacji) kopiujesz do siebie programy i obciążenia, jakie nosi w sobie Twój seksualny partner.

To samo w sobie jest już średnie (choć pewnie przydałoby się tutaj mocniejsze określenie), bo niby po co Ci dodatkowa porcja śmieci, prawda? Niestety konsekwencje tego, że nosisz w sobie przynajmniej część obciążeń swojego byłego partnera (lub byłych partnerów – wybierz sobie formę, która do Ciebie lepiej pasuje), sięgają dużo dalej i głębiej. Jedna z nich polega na tym, że na nieświadomym poziomie przyciągasz do siebie innych partnerów, którzy mają w sobie  dokładnie taki sam rys obciążeń, jaki skalkowałaś od tych, z którymi byłaś wcześniej (i każdy nowy partner dodaje coś do tego toksycznego koktajlu) 🙁 A to już naprawdę jest jak pętla na szyję… i najgorsze jest to, że sama ją sobie ukręcasz 🙁

 

Z ŻYCIA WZIĘTE:

Jedna z Uczestniczek Akademii Life Flow, po uwolnieniu się od wszystkich programów, jakie telegonicznie przejęła od swoich wcześniejszych partnerów (cały proces zajął jej może 15 minut, a partnerów było wielu…), zaczęła obserwować spektakularne zmiany w swoim życiu (wszystkie w obszarze związkowym).

Po pierwsze na kolejne spotkanie Akademii przyjechała z rewelacyjną wiadomością, że jak tylko uwolniła się od obciążeń telegonicznych, to w jej życiu (tydzień po procesie) pojawił się mężczyzna, który A) zupełnie nie wpisywał się we wzorzec jej wcześniejszych partnerów B) zatrząsł podstawami jej świata. Sama określała to, jak spotkanie dusz i po namyśle doszła do wniosku, że do tego spotkania i w taki sposób nie mogłoby dojść, gdyby ona w sobie wciąż miała te programy, od których się uwolniła.

Po drugie zaczęła zauważać, że facet z którym była związana wcześniej, a z którym ostatnio nie łączył ją głęboki związek (choć obszar seksu z nim wciąż był dla niej pociągający), zupełnie przestał się jej podobać. Jej własnymi słowami, to brzmiało jakoś tak: „To jakieś jaja są! Pamiętasz przecież: jeszcze ostatnio opowiadałam, że to najlepszy kochanek świata! Pamiętasz? Na ostatnim spotkaniu tak mówiłam i cała w środku drżałam na wspomnienie seksu z nim. A teraz? Teraz pomysł, żeby z nim pójść do łóżka wydaje mi się odrealniony i nie mój. On miał w sobie coś z ostrego seksu i myślę, że te programy które ściągałam miały sporo wspólnego z gwałtami i z tym, że kobietę się bierze siłą. Kręciła mnie taka pikanteria… Nie gwałty, ale to, że w łóżku ma być ostro. I on to w sobie ma. A teraz widzę, że to jest niezdrowe – przynajmniej dla mnie. Teraz przyciąga mnie głębokie zjednoczenie w miłości dusz, rozumów i ciał. Takie zabawy rodem ze zwierzęcej piaskownicy wydają mi się niedojrzałe. Jeśli ktoś chce się w nie wciąż bawić, to droga wolna, ale one na pewno już nie są moje i nie są dla mnie. No po prostu jaja!”

 

JAK SPRAWDZISZ, CZY PRZEZ PROGRAMY TELEGONICZNE, PRZYCIĄGASZ KALKI SWOICH WCZEŚNIJSZCYH PARTERÓW?

Po pierwsze się wycisz. Zamknij oczy. Miarowo i spokojnie oddychaj tak, aby dobrze poczuć swoje ciało i oddech, który do niego wpływa i z niego wypływa.

Będąc w sobie i koncentrując się na swoim ciele wywołaj intencją, niech pokaże Ci się, struktura, która wygląda, jak obręcz (większość Ludzi czuje ją wewnątrz swojej klatki piersiowej, choć może także pojawić się w innych miejscach).

Kiedy dobrze tę obręcz czujesz pozwól, aby pojawili się przed Tobą, Twoi wcześniejsi partnerzy seksualni. Możesz dobrze widzieć całe ich sylwetki i twarze. Możesz widzieć tylko twarze. lub tylko zarysy postaci. Możesz nic nie widzieć, a wyczuć lub wiedzieć, że przed Tobą są.

Teraz wywołaj intencją: jeśli są połączenia między tymi partnerami, a Twoją obręczą, to niech Ci się pokażą.

Śledząc dokładnie połączenie skoncentruj się na miejscach, do których prowadzą one w Twojej obręczy. Zapamiętaj, które to są miejsca. Skoncentruj się na tym, aby dobrze je poczuć.

Teraz „zniknij” postacie swoich wcześniejszych partnerów. Zamiast nich wyobraź sobie przed sobą Człowieka, o którym myślisz, czy aby się z nim nie związać…

Wciąż dobrze czując swoją obręcz… Wciąż pamiętając miejsca, w których zapisały się programy od Twoich wcześniejszych partnerów… sprawdź, czy między Twoją obręczą, a potencjalnym partnerem jest swoiste przyciąganie. Raczej nie będzie to bezpośrednie połączenie (typu sznur, czy kabel)… Możesz to raczej odczuć, jakby przyciąganie dwóch magnesów. Może być też tak, że do niektórych części obręczy Twój potencjalny partner jest przyciągany bardziej, niż do innych.

Jeśli jakiekolwiek przyciąganie zauważysz, to znak, że programy, jakie wcześniej skalkowałaś poprzez telegonię, dają o sobie znać i nieświadomie lgniesz do Człowieka, który przynajmniej w jakimś procencie jest podobny do Twoich wcześniejszych partnerów.

Cóż… już wiesz, jak wyglądało życie z Twoimi wcześniejszymi partnerami… Pytanie tylko, czy zależy Ci na powtórce z rozrywki?

 

UWAGA: nie ma sensu sprawdzać telegonicznych uwikłań z partnerem, z którym już wcześniej uprawiałaś seks. W tym przypadku mleko się już wylało i obraz przynajmniej części programów skalkowanych od tego partnera znajdziesz na swojej obręczy. Dlatego cały ten test w przypadku partnera, z którym wiązały Cię wcześniej intymne relacje, najzwyczajniej w świecie nie jest ani rzetelny, ani trafny.

 

 

 

I tak oto wylądowałam pod rynną – prosto spod deszczu 😉 Zapytasz jakim sposobem? Sama się zastanawiam 😉 A na poważnie: teraz będzie o wcieleniach i związkach „karmicznych”.  Piszę, że wylądowałam pod rynną, bo dla niektórych to kolejny kontrowersyjny temat. Dla innych tajemnica Poliszynela. A dla jeszcze innych czarna magia.

Jeśli dla Ciebie to norma, to informacje z tej części artykułu mogą być Ci bardzo przydatne 😀 Jeśli jednak zupełnie Ci nie grają i się w nich nie widzisz, to po prostu przewiń artykuł do kolejnej sekcji 😉

Obecnie stoję na stanowisku, że siatka wcieleń funkcjonuje, jako osobny wymiar (uważam również, że ten wymiar jest sztuczny i absolutnie dla nas niezdrowy, ale to dłuższa historia i pewnie na inne wynurzenia). Twierdzę też, że poprzez konkretnego, grzybowego pasożyta mieszkającego w naszej komórce macierzystej, sczytujemy część zapisów z tego wymiaru i na co dzień z tym funkcjonujemy.

Czy świadomie? Większość Ludzi niestety nie. Jednocześnie fakt, że nie mają dostępu do zapisów z innych wcieleń nie przeszkadza, by ten zapis wpływał na codzienne wybory i przeżywane sytuacje. Gdybyś mnie teraz słyszała, to właśnie ciężko wzdycham, bo wcale nie podoba mi się ta sytuacja…

Kiedy grzybowa siatka wcieleń w naszej omnipotentnej komórce macierzystej jest zdrowa, to wpływ negatywnych scenariuszy z innych inkarnacji jest mniejszy i niemal nieodczuwalny w codziennym życiu. Nie każdy jednak jest w tak komfortowej sytuacji. U większości Ludzi ta siatka jest uszkodzona (wręcz porwana). Poszczególne kawałki dryfują i czasem przyczepiają się do nici traum, których zapis Człowiek w sobie nosi. A to powoduje, że tę traumę Człowiek czuje dotkliwiej (bo nakłada się na nią dodatkowy zapis obciążeń z innego wcielenia).

Powoduje to również powinowactwo do konkretnego partnera – tego którego znamy z innego wcielenia. Tutaj jednak słowo ostrzeżenia: jak może zauważyłaś, powiedziałam, że to się zdarza w przypadku uszkodzenia grzybowej siatki wcieleń. Cóż… mogę Ci obiecać, że tam gdzie jest uszkodzenie, trudno się spodziewać dobrych i wspomagających scenariuszy, dlatego jeśli przyciąga Cię „karmiczna” historia, do której masz dostęp na skutek takiego właśnie uszkodzenia, to niestety nie wróży to niczego wartościowego 🙁

 

Z ŻYCIA WZIĘTE

Poniżej historia innej Uczestniczki Akademii Life Flow. Dziewczyna długo jest w związku z mężczyzną, którego bardzo kocha. Niedawno odbył się ich ślub i wesele 😀 Jak patrzę na jej zdjęcie w sukience ślubnej, to buzia sama mi się uśmiecha. W sumie, to się tak jakoś dziwnie wykrzywia, bo uśmiech jest tak wielki, że się prawie na buzi nie mieści i stąd te dziwne przesunięcia na twarzy 😉 Ale, ale… nie o tym jest ta historia 😉 Traktuj to jak dygresję (wcale nie jakąś znowu mądrą) 😉

Historia nie dotyczy jej męża (choć jest on w nią poniekąd wmieszany). Historia dotyczy jej i jej znajomego (przyjaciel w tej sytuacji byłoby chyba za dużym słowem…). Znają się od lat. Ona w tym czasie cały czas jest ze swoim obecnym mężem. Jej znajomy tymczasem wchodzi w kolejny krótkotrwały związek. Chwilę temu urodziło mu się kolejne dziecko – z kolejnego związku i z kolejnej matki… 

Ona się go jakoś pozbyć nie może… Z jednej strony o niego dba i chce dla niego, jak najlepiej. Chciałaby, żeby ustabilizował sobie życie. Żeby na poważnie się z kimś związał i umiał stworzyć rodzinę (zamiast zostawiać za sobą samotne matki…). Traktuje go, jak przyjaciela i po przyjacielsku chce dla niego tego, co najlepsze.

On natomiast cały czas utrzymuje, że kiedyś ze sobą będą i ona jeszcze po prostu nie dojrzała do ich związku. Ponieważ ona jeszcze nie dojrzała, więc on w międzyczasie znajduje zaspokojenie swoich potrzeb w innych ramionach, ALE jak tylko ona się określi i w końcu dostrzeże, że chce z nim spędzić życie, to on się w oka mgnieniu zmieni; będzie odpowiedzialny i cały jej.

Ona ma poczucie beznadziejności sytuacji. Tłumaczyła. Wrzeszczała. Zrywała kontakt. Znowu tłumaczyła. Wszystko na nic. On cały czas ma wizję, że jak ona już w końcu zmądrzeje i dorośnie to będą razem, a do tej pory to on się musi wyszaleć gdzieś indziej.

Cała ta dynamika kładzie się cieniem na jej związku – tym prawdziwym, z Człowiekiem, którego kocha i który obecnie jest już jej mężem. Może to jakoś dałoby się obejść, ale zerwanie całkowicie kontaktów ze znajomym, o którym mowa, wydaje się mało realne, bo funkcjonują w tym samym gronie przyjaciół.

Na zajęciach Akademii, kiedy uzdrawialiśmy zapisy z wcieleń i uwalnialiśmy się od obciążeń z nich płynących, Dziewczyna o której piszę, zdecydowała, że sprawdzi, czy czasem nie łączy ją z tym znajomym jakaś karmiczna historia, bo dziwnym jest, że to się ciągnie któryś rok z kolei i ona się od tego uwolnić nie może…

Okazało się, że kiedy zaczęła to sprawdzać, trafiła na historię dziejącą się jakieś 300 lat temu. Ona córka szlachcica. On syn innego szlachcica. Rodzice dogadali się, że ich dzieci się pobiorą, bo grunty leżą blisko siebie, więc wszyscy na tym skorzystają. Dobili tego targu, kiedy jej mama była jeszcze w połogu… Jej przyszły mąż i narzeczony od kołyski był od niej jakieś dziesięć lat starszy. Kiedy ona dorastała i była szkolona do tego, żeby stać się jego żoną, on wiedział, że kiedyś się pobiorą, ale do tego czasu utrzymywał kilka kochanek. Miał też kilkoro nieślubnych dzieci spłodzonych długo przed ich nocą poślubną…

Kiedy ona zaczyna leczyć całość tego obciążenia trafia dokładnie na sytuację, kiedy do niego jedzie. Jedzie i wie, że czeka ją tam ślub i bycie panią żoną, panią matką i panią domu. Jedzie w poczuciu beznadziejności. Z frustracją wynikającą z nieuchronności tego scenariusza i z głodem w sercu. Z wewnętrznym pragnieniem, które wzywa ją do sztuki… i do świata… Z poczuciem bezsensownego poświęcania się dla niego, dla rodziny, dla tradycji, dla tego, że tak trzeba… Z przerastającym ją odczuciem bycia w pułapce… Wie, że nie może się od niego uwolnić.

Tyle jeśli chodzi o zapis z samego wcielenia, które mocno wpływało na relację tej dwójki w obecnych realiach. A co się stało później? Cóż… ona uzdrowiła zapis obciążeń z tego wcielenia i jak już wiesz, niedawno szczęśliwie wyszła za mąż 😀

On jakoś tak naturalnie się od niej odsunął – tak, jakoś „sam z siebie” ;). Kiedy jeszcze miała z nim kontakt, to zauważyła, że bardziej zaangażował się w związek z mamą swojego świeżonarodzonego dziecka. Naprawdę się starał. Czy potrafi budować zdrową relację i czy zbuduje rodzinę z kobietą, która dała mu dziecko? Nie wiem… i z całego serca mu tego życzę 😀

 

 

JAK SPRAWDZISZ, CZY JAKAŚ HISTORIA WCIELENIOWA MA WPŁYW NA TWÓJ WYBÓR PARTNERA?

Po pierwsze (już chyba standardowo) wycisz się i oddychaj tak, abyś dobrze czuła oddech w swoim ciele. Poczuj, jak Twoja klatka piersiowa unosi się i opada wraz z oddechem.

Pozwól sobie oddychać sercem lub do serca (wybierz sposób, który jest dla Ciebie łatwiejszy). Kiedy Twój oddech wpływa do serca, cała Ty – za oddechem – też do serca wpływasz. Tak, jakbyś oddech za oddechem w sercu się kondensowała, aż w końcu cała Ty jesteś w swoim sercu. Jesteś swoim sercem.

Będąc w sercu i sercem pozwól sobie poczuć i wywołaj intencją, jeśli jest, to niech się do Ciebie przyczepi struktura, która najbardziej przypomina „kocyk”, a która ma jakikolwiek związek z Człowiekiem, którego „kadydaturę” na przyszłego partnera rozważasz…

Kiedy się przyczepi, możesz poczuć, jaka emocja z niej do Ciebie napływa. Jeśli jest do dla Ciebie łatwe, to możesz nawet wniknąć w ten kocyk i będąc w nim rozpoznać, jaką sytuację tu czujesz i widzisz. Możesz rozpoznać, z jakich czasów ta sytuacja pochodzi. Kim wówczas w tej sytuacji jesteś. Kim jest Twój obecny, potencjalny partner. Jaka panuje między Wami zażyłość, a może właśnie jaka nie panuje. Co Was łączy.

Sprawdź, jak emocja napływająca z tego kocyka, wiąże się z ta sytuacją… Jest duże prawdopodobieństwo (nawet ogromne), że jeśli znalazłaś w takim kocyku konkretną dynamikę dziejącą się między Wami, to ta dynamika i towarzyszące jej emocje, będą się powtarzać w Twojej obecnej rzeczywistości.

 

Teraz kilka słów komentarza. Po pierwsze takich „kocyków” związanych z jedną osobą może być więcej i wówczas z Twoim związku będzie dziać się koktajl emocji – taka wypadkowa wszystkich tych kocyków razem wziętych.

Po drugie: jeśli wnikniesz w kocyk i nic tam nie zobaczysz… nie rozpoznasz żadnej sytuacji… to jest jak najbardziej OK – mniejsza część osób potrafi to zrobić od razu i za pierwszym razem. Na teraz wystarczy, jak poczujesz emocję, lub zestaw emocji, które do Ciebie z tego „kocyka” napływają.

Po trzecie: jeśli nie pokaże Ci się i nie doczepi do Ciebie żaden „kocyk” związany z osobą Twojego potencjalnego partnera, to możesz odetchnąć… pogratulować sobie… i z uśmiechem stwierdzić, że przynajmniej od obciążenia wcieleniowego w kontakcie z tym Człowiekiem jesteś wolna 😀 To właśnie za ten scenariusz dla Ciebie trzymam kciuki 😀 

 

 

 

 

Gadzi mózg (stara ewolucyjnie struktura układu nerwowego; pień mózgu) dba o nasze przetrwanie. Na swojej liście potrzebności powinien trzymać jedynie to, co do przetrwania rzeczywiście jest potrzebne (np. odpowiednia temperatura ciała, jedzenie, wydalanie, picie, oddychanie itp.). Niestety bywa, że na bazie konkretnej traumy prenatalnej, gadzi mózg wpisuje sobie na listę potrzebności konkretny stan emocjonalny, w którym była mama, kiedy ta trauma miała miejsce. A tu liczba kombinacji i możliwości stanów fizyczno-psychicznych jest niemal nieograniczona…

Od tego momentu konkretny Człowiek w swoim przetrwaniowym niezbędniku ma np.: jedzenie, bezsilność, picie, wydalanie, złość, oddychanie, wstyd, stałą temperaturę ciała, frustrację itp. Z perspektywy gadziego mózgu ten Człowiek potrzebuje tych konkretnych emocji, aby przeżyć. Dlatego będzie tak kreował swoją rzeczywistość, aby regularnie tych emocji sobie dostarczać.

Jest kilka strategii regularnego dostarczania sobie „potrzebnych do przeżycia stanów”. Jedną z częstszych jest przyciąganie do siebie Ludzi, którzy swoim zachowaniem będą wprowadzać Człowieka w te emocje, lub którzy sami tych emocji doświadczać będą. Właśnie to nazywamy doznaniem zastępczym – Człowiek niejako w zastępstwie – otacza się Ludźmi, którzy mają mu dać konkretne doznanie. To już nie musi być mama. To nie dzieje się już na poziomie doświadczenia płodu. To się dzieje tu i teraz. Z zegarmistrzowską precyzją i regularnością.

 

 

Z ŻYCIA WZIĘTE 

Mężczyzna w średnim wieku szukający pomocy, ponieważ – jak sam to nazywa – nie może sobie ułożyć życia związkowego. Chce się ustatkować, założyć rodzinę. Chce mieć dzieci i żonę, którą będzie naprawdę kochał. Jednak jego „stałe” związki trwają krótko (miesiąc do trzech miesięcy; w trakcie tego czasu mężczyzna i tak sypia z innymi kobietami), a dwa dłuższe, jakie ma za sobą, rozpadły się, ponieważ jego partnerki odkryły, że miewał wielokrotne „przygody na boku”.

Mężczyzna z niechęcią mówi o tym, że ma za sobą wiele jednonocnych wyskoków z przypadkowymi kobietami, mimo, że kochał obie swoje partnerki, z którymi przez dłuższy czas był. Czuje do siebie odrazę z tego powodu, ale co by nie robił i jak bardzo się nie pilnował, to i tak kończy na jakiejś imprezie i po pijaku ląduje w łóżku z dziewczyną, której po obudzeniu nie chce nawet oglądać… Zastanawia się, czy to może oznaczać, że jest uzależniony od seksu. Może nie potrafi tak naprawdę kochać, bo gdyby kochał, to przecież by tak głupio nie zdradzał…

Schemat działania jest zawsze ten sam. Mężczyzna idzie do baru lub na imprezę i pije alkohol (czasem dużo). Wybiera spośród kobiet w barze taką, która nie wygląda na piękność. Najlepiej jeśli jest z ładniejszymi przyjaciółkami. Gustuje w „zakompleksionych kobietach, które nauczyły się żyć w cieniu tych ładnych i są łase na komplementy”. To przemyślana strategia, bo jak mówi: „takie laski nie mają wygórowanych oczekiwań co do faceta; wystarczy kilka miłych słówek i rozkładają nogi… w końcu nie często coś takiego słyszą, więc korzystają, póki można; są łatwe i tanie…”. Mężczyzna twierdzi, że nigdy nie związałby się z kobietą, którą w ten sposób wybiera; „to nie jest materiał na żonę, ani nawet na dziewczynę… to tylko łatwy sposób, żeby umoczyć…”.

Później para ląduje zazwyczaj u niej. Dochodzi do szybkiego, agresywnego stosunku. Kiedy to się dzieje mężczyzna jest już poważnie wstawiony („tak, że jeszcze mogę, ale nie tak, żebym to jakoś dobrze później pamiętał…”). Stosunek jest krótki, gwałtowny, agresywny i od tyłu. Mężczyzna w ten sposób wyładowuje frustracje, jakie się na nim spiętrzyły i dodatkowo nie musi oglądać twarzy kobiet, z którymi w taki sposób seks uprawia. Później zasypia, choć okoliczności tego zasypiania już raczej nie pamięta.

Budzi się rano, patrzy na dziewczynę, z którą wylądował w łóżku, znajduje wszystkie jej mankamenty i w myślach punktuje „jaki to z niej pasztet”. Im dłużej to robi, tym czuje większą odrazę: do niej, „że brzydka, że łatwa, że zdzira” itp., ale przede wszystkim czuje odrazę do siebie. Wychodząc od niej katuje się myślami, jakim to jest miernotą. Krótkotrwale, ale jednak jest mu bardzo wstyd (że tak postąpił). Lęka się też, że to się może wydać (i przewiduje, że wówczas będzie mu wstyd jeszcze bardziej).

Analiza stop-klatek ujawnia, że ze wszystkimi kobietami, które wybiera do jednorazowych stosunków, wiąże go cała sieć sznurów „energetycznych”. Sznury te zawiązują się na traumach kobiet: „jestem gorsza”, „mężczyźni to świnie”, „jestem nikim”, „facet mnie wykorzysta i zostawi”, „jestem zależna”, „inne kobiety są ode mnie lepsze”, „nikt mnie nie kocha”, „jestem beznadziejna w łóżku” itp. Dodatkowo mężczyzna nosi w sobie zapis wielu asocjacji, w których przeżycie równa się: gwałt (lub przynajmniej ostry, agresywny seks), wstyd, alkohol i odraza do siebie i do kogoś.

Regresja do momentu traumy prenatalnej, w której te asocjacje powstały, ujawnia, że podczas ciąży jego mama została zgwałcona przez pijanego małżonka (ojca tego mężczyzny). Prawdopodobnie ten gwałt wywołał zagrożenie życia płodu w tym dokładnie momencie. W trakcie całego zdarzenia mama czuła do siebie odrazę za to, że nie stawia oporu, ale nocowali wówczas po imprezie u jakichś znajomych i wstydziła się, że jak zacznie głośno protestować, to postawi siebie i męża w bardzo głupio-wstydliwej sytuacji… W tej konkretnej sytuacji nienawidziła swojego męża i czuła do niego odrazę. 

Choć mężczyzna wypracował sobie inną strategię dostarczania sobie wszystkich tych doznań zastępczych (on nie zostaje zgwałcony), to jednak schemat jego działania odwzorowuje wszystkie składniki stanu mamy podczas zdarzenia. Mama była gwałcona (on uprawia agresywny seks) przez pijanego ojca (on jest pod wpływem alkoholu), czuła odrazę do siebie i męża (z innych powodów, ale mężczyzna też czuje odrazę do siebie i kobiet z którymi sypia) oraz było jej wstyd (a na koniec wstydzi się całego zajścia; wstyd był blokadą, która tak długo powstrzymywała mężczyznę przed poszukaniem pomocy – nie chciał, aby to się wydało). 

 

JAK SPRAWDZISZ, CZY DOBIERASZ PARTNERÓW TAK, BY REALIZOWALI TWOJE DOZNANIA ZASTĘPCZE?

Po pierwsze jeśli jakiś konkretny wzorzec powtarza Ci się w różnych związkach: różni partnerzy, poprzez swoje zachowanie, stawiają Cię w sytuacjach, które generują powtarzające się emocje, to jest spora szansa, że ta konkretna, powtarzająca się emocja wylądowała w gadzim, surwiwalowym niezbędniku…

Po drugie możesz się upewnić, czy rzeczywiście tak jest, robiąc kinestetyczny test i pozwalając ciału, aby dało Ci odpowiedź.

W tym celu miarowo i spokojnie oddychasz, żeby dobrze poczuć siebie i oddech w swoim ciele.

Zwijasz się do pozycji embrionalnej i leżąc (lub siedząc, choć to mniej wygodne) w ten sposób otaczasz się tą konkretną, powtarzającą się emocją. Jakbyś była zanurzona w kuli zrobionej z tej właśnie emocji. Ta emocja otacza Cię wszędzie dookoła.

Będąc w takiej pozycji, w kuli emocji i dobrze czując siebie – swoje ciało w pozycji embrionalnej – sprawdzasz, czy pod sobą znajdujesz przynajmniej jeden tunel (może być więcej niż jeden). Fizycznie zobaczysz tunel lub jakby rurę, która prowadzi od Ciebie w tej kuli emocji w dół.

Jeśli znalazłaś taki tunel lub tunele, to masz potwierdzenie, że ta emocja jest w Twoim gadzim niezbędniku, a to oznacza, że póki nie uzdrowisz tego doznania zastępczego, to taka emocja będzie Ci w życiu regularnie towarzyszyć…

 

Jeśli chcesz konkretnie sprawdzić, czy potencjalny partner, o którym tak intensywnie dumasz, jest Człowiekiem, którego wybierasz po to, by dostarczał Ci „niezbędnych do przeżycia emocji”, to robisz podobną procedurę… Tym razem jednak otaczasz się bańką takiej emocji, która towarzyszy Ci w kontakcie z tym Człowiekiem.

Zazwyczaj  będziesz potrafiła podać 2-3 lub więcej emocji, które regularnie przejawiają się w Twojej interakcji z tym konkretnym Człowiekiem. Sprawdź w ten sposób każdą z nich – i każdą z nich osobno. Oznacza to, że osobno sprawdzasz bańkę zrobioną np. ze smutku, osobno bańkę zrobioną z poczucia odrzucenia i osobno bańkę zrobioną np. z poczucia, że Cię nie rozumieją.

 

 

Kiedy jesteś już po tych wszystkich testach, to zostaje kluczowe pytanie: bierzesz nogi za pas, bo nie masz ochoty na kolejną toksyczną relację, czy też uzdrawiasz w sobie wszystkie te obciążenia po to, żeby móc zacząć budować relację z tym konkretnym partnerem, ale na nowych, zdrowych warunkach.

Jeśli  uważasz, że gra jest warta świeczki i dlatego chcesz uzdrowić obciążenia, które mogą narażać Cię na toksykę, która może się w Twoich związkach jątrzyć, to jednym z pierwszych, lepszych kroków jest proces wewnętrznej wolności. Więcej na temat tego, czym on jest i jak działa, znajdziesz w bezpłatnym kursie mailowym, na który możesz się zapisać korzystając z tego formularza:

 

 

 

czyżyk

Dzielę się wiedzą i doświadczeniem, bo pamiętam moment, kiedy po kilkunastu latach intensywnej pracy rozwojowej życie pokazało mi że tę olbrzymią pracę "transformacyjną", jaką zrobiłam, mogę sobie między bajki włożyć... Pamiętam frustrację, kiedy każdy atom mnie wrzeszczał, że chce zmiany, ale narzędzia okazywały się niewystarczające (a miałam ich na wtedy już całe mnóstwo). Tak trafiłam na Life Flow. Dziś się nim z Tobą dzielę, bo po sobie i Ludziach, z którymi pracuję, wiem, że warto :) Jeśli moja wiedza pomoże Tobie lub komuś innemu uniknąć takiego testu, jaki ja przeszłam, to choćby sama ta świadomość powoduje, że promienieję :D Ty też się ze mną podziel :D Napisz mi poniżej, co myślisz o tym artykule :) Co Ci pokazał? Jak Cię zaskoczył (a może wcale nie...)? Co było w nim dla Ciebie najbardziej ciekawe? Twój komentarz jest dla mnie istotny :D

2 Comments

  1. WoW ! super art i dziękuję za tak dokładne wskazówki do samo – diagnozy 🙂 takie dogłębne zbadanie siebie pozwala na większe zrozumienie siebie i tego,co w Nas 🙂 a co za tym idzie – percepcja się poszerza i świadomość siebie wzrasta 🙂 dziękuję.

    • Agnieszka, z przyjemnością podeślę Ci jeszcze kilka rozwiązań, jeśli tylko potrzebujesz 😉 Po prostu daj znać, co jest dla Ciebie istotne :*

Skomentuj